Yaxley nie spodziewała się cudów, wierzyła w umiejętności Greengrassa, jednak istaniały przypadki kiedy ludzi nie dało się uratować. Znajdowali się zresztą w obskurnym pokoju nad Wiwerną, to miejsce nie było stworzone do tego, aby udzielać specjalistycznej pomocy medycznej. Jednak próbowali. Ambroise mimo tego, że sam był w nienajlepszym stanie postanowił go obejrzeć, zająć się poszkodowanym. Zamierzała mu w tym pomóc, czekała tylko na to, aż wyda jej polecenia. Nie wychodziła przed szereg, w tym przypadku była tylko i wyłącznie asystentką medyka.
Jegomość mógł trafić zdecydowanie lepiej, wybrał chujowy czas na spotykanie się ze śmiercią. Yaxley zdawała sobie sprawę, że w innym miejscu, w innym momencie Ambroise pewnie byłby mu w stanie pomóc, tutaj nie była tego do końca pewna.
- Mogę. - Odpowiedziała krótko i wzięła się do roboty. Akurat to potrafiła zrobić. Przeszukanie nie było niczym, co sięgało poza jej umiejętności. Zdecydowanie wolała takie zadanie, niż angażowanie jej w te medyczne, zawiłe sprawy.
- Jasne, ostrożnie, postaram się. - Dobrze, że o tym wspomniał. Nie należała do delikatnych osób i mogła mu zrobić krzywdę zupełnym przypadkiem. Tak to próbowała panować nad swoją siłą. Wsunęła dłonie do kieszeni jego płaszcza, nie znalazła dokumentów, ale małą, zwiniętą kartkę, którą zatrzymała w swojej dłoni.
- Nie wydaje mi się, żeby miał zamiar się ruszać. Obejdzie się bez przytrzymania, a jak nie to sobie poradzę. - Nie musiał się w to angażować, nie bała się ewentualnego ruchu ze strony ich wspólnego pacjenta. Potrafiła reagować szybko, mimo, że nie miała pojęcia, co mógłby jej zrobić, gdy nagle się ocknie nie lękała się tego wcale.
Kontynuowała przeszukiwanie, zajrzała jeszcze do kieszeni spodni, które również były puste. Nie mieli nic poza tą jedną, wymiętą kartką, o której jeszcze nie wspomniała Greengrassowi.
Ledwie zdążyła go przeszukać, a jej towarzysz roziął ubrania mężczyzny, który leżał na łóżku. Gerry odruchowo cofnęła się o kilka kroków, tak, że dotarła do ściany i nie mogła iść dalej. Zatrzymała ją od dalszej ucieczki. Widok był okropny, krew i cała zawartość jego żołądka trzymały się kupy chyba tylko przez te ubrania, teraz postanowiły wyjrzeć na zewnątrz. Odwróciła wzrok, może i była przyzwyczajona do widoku truchła zwierząt, jednak nie do ludzi. Starała się oddychać powoli, musiała się uspokoić, nie chciała też zwymiotować na swoje buty. Zapach, który unosił się w powietrzu tego nie ułatwiał.
Słowa Ambroise'a utwierdziły ją w tym, że jej założenia są słuszne. Przed nimi leżał trup. Nie udało się go uratować. Czy to przez jej opieszałość? Gdyby działała szybciej, może byliby w stanie mu pomóc. To była jej wina, zbyt długo zwlekała ze wszystkim, powinna reagować od razu. Straciła zbyt wiele czasu, przez to ten nieszczęśnik nie przeżył. Znaczy dychał jeszcze, ale jeden z kolejnych oddechów miał być jego ostatnim.
Geraldine osunęła się po ścianie i usiadła przy niej łapiąc się za kolana. Nigdy jeszcze nie widziała człowieka w takim stanie, takiego pokiereszowanego, nawet dla niej to było dosyć sporo. Wiedziała, że nie ma czasu na zajmowanie się sobą, swoim szokiem, ale potrzebowała chociaż krótkiej chwili, aby się uspokoić.
Dopiero wtedy przypomniała sobie o kartce, którą wyjeła z jego płaszcza. Pomięta, pożółkła karteluszka nadal tkwiła w jej dłoni. Otworzyła pięść i wyjęła ją ze środka. Przeczytała to, co było tam napisane, później drugi raz, jakby chciała się upewnić, że na pewno dobrze przyswoiła te informacje. Wiwern, błotoryj, 21.. Nie było tego wiele, ale bardzo dobrze wiedziała, co to oznaczało. Ten mężczyzna miał się tutaj spotkać z nią, a teraz nie żył. To nie wróżyło niczego dobrego.
Zaczęła panikować, bo co jeśli połączą jego śmierć z jej osobą? Jeśli ktoś pomyśli, że ona mu to zrobiła. -Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa. - Mruczała pod nosem zaciskając tę kartkę w dłoni. Co właściwie powinna zrobić? Nie miała pojęcia, dlaczego Greengrass pojawił się w Wiwernie z nim? Mówił, że go nie zna, czy miał coś wspólnego z zamówieniem, które przyjęła? Pojawiało się coraz więcej pytań, póki co jednak nie zadała żadnego z nich, bo spanikowała.