Nie miała pojęcia, jakim cudem Greengrass tak spokojnie przyglądał się temu, co widział. Czy do pdoobnego widoku można było przywyknąć? Czy człowiek był w stanie aż tak zobojętnieć? Jako medyk pewnie wiele razy widział ludzi w podobnym stanie. Nie powinno jej to dziwić. Dla niej jednak było to coś zupełnie nowego. Jasne, wypadki na polowaniach się zdarzały, zwierzęta odgryzały ludziom kończyny, zjadały je w całości. Nigdy jednak nie czuła takiej odpowiedzialności za czyjeś życie jak teraz. Zawiodła. Nie udało jej się pomóc, to bolało najbardziej. Mniejsza o to kim był ten mężczyzna, w tym przypadku jej nieporadność spowodowała jego śmierć. Może gdyby była bardziej doświadczona, świadoma tego co robi, mogłaby go wyrwać z ramion Kostuchy. Już była niemalże pewna, że nie ma żadnych szans, aby pozostać na tym świecie. Mina Ambroise'a wyrażała więcej niż tysiąc słów. On też spisał go na straty.
Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach. Nie miała pojęcia, co powinni zrobić. Nadal czuła, że są w tym razem, utknęli w tym pokoju z trupem. Ludzie na dole widzieli, że weszli tu we trójkę. Nic już tego nie zmieni.
Jej towarzysz niedoli nachylił się ku niej. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Jego słowa do niej docierały bardzo wyraźnie. Tyle, że nie do końca miał rację. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że ona również była powiązana ze sprawą. Ktoś mógł wiedzieć o tym, że ten trup miał się tutaj z nią spotkać, mógł przekazać komukolwiek jej dane osobowe, co jeśli połączą ją z jego zniknięciem, z jego śmiercią. Kiwała twierdząco głową, chociaż nie do końca zgadzała się z tym co mówił Greengrass.
- Tak, nie możemy udawać, widzieli mnie. - Powtórzyła po nim. Nie mogła udawać, że nigdy jej tu nie było, zbyt wielu świadków widziało ich na dole, razem. Nie było szans, żeby nikt jej nie połączył z nimi. Na to było już zbyt późno.
Wiele myśli kłębiło jej się teraz w głowie. Wiedziała jednak, że nie zostawi go z tym syfem. Nie kiedy już się tutaj znalazła. Nie wyjdzie stąd, jakby nic się nie stało. Nie mogła tego zrobić. Tylko tego była pewna.
- Nie. - Powiedziała nieco zachrypniętym głosem, ledwie mogła go z siebie wydobyć. - Nie mogę stąd wyjść, nie po tym wszystkim. Daj mi chwilę, zaraz się ogarnę. - Musiała zebrać się w sobie, nie mogła pozwolić na to, żeby emocje nią kierowały. Nie był to odpowiedni moment, jeden błąd mógł ją w tej chwili bardzo wiele kosztować, nie tylko ją, jego też, tym gorzej, bo byli w tym gównie razem. Nie zamierzała pozwalać mu brać na siebie całej odpowiedzialności, nie była taką osobą. Nie pozwoli, aby ktoś ponosił za nią konsekwencje, miała swój honor.
- Jak niby mam pić wiedząc, że jesteś na górze i musisz sobie sam z tym radzić, co? - Nieco uniosła ton głosu, nadal jednak mówiła niemalże szeptem. Nie chciała, żeby usłyszał ich ktokolwiek.
Wpatrywała się w niego, kiedy uniósł jej podbródek. Oczy jej błyszczały, w jej wzroku widać było determinację. Najwyraźniej moment słabości powoli ją opuszczał. Nie miała może pomysłu, jak sobie z tym poradzić, ale na pewno za chwilę znajdzie rozwiązanie. - Nie mogę stąd wyjść, przeczytaj to. - Wyciągnęła przed siebie kawałek kartki i wręczyła go mężczyźnie. - On się miał tutaj spotkać ze mną, będą mnie szukać, co jeśli stwierdzą, że to moja wina, że pozbyłam się go z jakiegoś konkretneog powodu? - Powiedziała spokojnym tonem, jakby wcale się nie denerwowała, chociaż ręce jej się trzęsły. Starała się nie dać jednak po sobie znać, jak bardzo jest zestresowana całą sytuacją. Musiała się ogarnąć, zebrać w sobie i jakoś ogarnąć ten burdel.
Nie chciała, żeby ktokolwiek wiedział o tym, że zdarzało jej się oferować swoje usługi komuś z Nokturnu, ale na to było już za późno. Musiała podzielić się tym z Greengrassem, szczególnie, że razem trafili do tego pokoju z trupem, który najwyraźnien był teraz ich wspólnym problemem.