09.09.2024, 15:50 ✶
Warownia po części była dla niego niejako drugim domem, w którym spędzał sporą część każdych wakacji, gdy jeszcze uczęszczał do Hogwartu. Żył w dość dobrych relacjach z Longbottomami, ale także ich lokatorami. Grono zaiste liczne, a przy tym zacne, ale można śmiało stwierdzić, że Cedric najbliżej był zawsze z Dorą. Za dziecka godzinami przesiadywali na świeżym powietrzu, obserwując i dokumentując znajdowane rośliny, rozmawiając przy tym o wszystkim, co tylko wpadło im do głowy. Wraz z biegiem czasu zaczęły się pojawiać obowiązki, które takie wyjazdy i spotkania, ale kontakt i tak zachowali. Nie zawsze był on często, ale nie zmieniło to ich relacji, przynajmniej w jego oczach. Dora wciąż była jedną z bliższych, jeśli nie najbliższą przyjaciółką, której ufał prawie bezgranicznie. Był w stanie powierzyć jej swoje największe sekrety, chociaż tych akurat nie było zbyt wiele. Pomagała mu również w ciężkich chwilach, jak chociażby wtedy, gdy rozstał się z Dandelion. Nie było to dla niego łatwe wydarzenie, ale Crawford pomogło mu się jakoś pozbierać i powoli przejść do porządku dziennego. Wszystko było w miarę w porządku, aż do momentu, gdy poznał Vior. Z początku raczej o tym nie rozpowiadał, ale gdy spotykali się coraz częściej, Dora była pierwszą, która się o tym dowiedziała. Tak samo o wyjeździe do Windermere. Tak właściwie to tylko jej powiedział, że taka sytuacja będzie miała miejsce. Tylko jej ufał na tyle mocno, żeby podzielić się tak delikatnymi tematami. Bo chociaż starał się temu zaprzeczać, to zdecydowanie zaczął czuć w stronę Vior coś więcej. Dora z pewnością to widziała.
Teraz czuł się jak skończony pajac i oferma. Nie czuł się dobrze z myślą, że znowu będzie zrzucał na nią swoje problemy, ale z drugiej strony naprawdę tego potrzebował. Była jedyną osobą, której był w stanie o tym wszystkim opowiedzieć, przynajmniej w tej chwili.
W pierwszej chwili obawiał się, że będzie musiał jej szukać po Warowni, ale przyjście do ogrodu okazało się strzałem w dziesiątkę. Na szczęście.
— Dora, miło cię widzieć — rzucił ciepło, chociaż głos lekko mu się łamał. Niby chciał o tym wszystkim opowiadać, ale nie wiedział, czy ma na to siły. W ciszy przytulił przyjaciółkę, ciesząc się, że nie jest w tym wszystkim chociaż sam.
Nie zdziwiło go, że od razu dostrzegła, że coś jest nie tak. W końcu znali się naprawdę dobrze, a tak poza tym to był tragiczny, jeśli chodziło o ukrywanie emocji. Przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, nerwowo zaciskając dłonie w pięści. Teraz nieco żałował, że nie ogarnął się jakoś bardziej przed przyjściem. Wtedy był za bardzo pochłonięty przeżywaniem złamanego serca, ale teraz było mu po ludzku głupio, że przyszedł tutaj ubrany niczym bezdomny.
— Kiepski dzień. W sumie to kilka ostatnich dni — zaczął w końcu, powoli formułując kolejne słowa. — Pamiętasz o tym, jak ci mówiłem, że planuję zrobić krótki urlop? Ten nad jezioro? Ten, co miałem pojechać z Vior — po tonie głosu dało się wyczuć, że jest na granicy tego, żeby się rozkleić. — No to pojechaliśmy i... chyba coś źle zrobiłem. Przyjechaliśmy na miejsce, pogadaliśmy chwile, ale potem... Vior uciekła? Wieczorem wróciła do domu — na koniec spojrzenie wbijał we własny buty, nie mając odwagi spojrzeć Dorze w twarz. Nerwowo bawił się przy tym dłońmi, dzięki czemu rozmówczyni mogła zauważyć, że te są obdarte i nie do końca dobrze opatrzone.
Teraz czuł się jak skończony pajac i oferma. Nie czuł się dobrze z myślą, że znowu będzie zrzucał na nią swoje problemy, ale z drugiej strony naprawdę tego potrzebował. Była jedyną osobą, której był w stanie o tym wszystkim opowiedzieć, przynajmniej w tej chwili.
W pierwszej chwili obawiał się, że będzie musiał jej szukać po Warowni, ale przyjście do ogrodu okazało się strzałem w dziesiątkę. Na szczęście.
— Dora, miło cię widzieć — rzucił ciepło, chociaż głos lekko mu się łamał. Niby chciał o tym wszystkim opowiadać, ale nie wiedział, czy ma na to siły. W ciszy przytulił przyjaciółkę, ciesząc się, że nie jest w tym wszystkim chociaż sam.
Nie zdziwiło go, że od razu dostrzegła, że coś jest nie tak. W końcu znali się naprawdę dobrze, a tak poza tym to był tragiczny, jeśli chodziło o ukrywanie emocji. Przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, nerwowo zaciskając dłonie w pięści. Teraz nieco żałował, że nie ogarnął się jakoś bardziej przed przyjściem. Wtedy był za bardzo pochłonięty przeżywaniem złamanego serca, ale teraz było mu po ludzku głupio, że przyszedł tutaj ubrany niczym bezdomny.
— Kiepski dzień. W sumie to kilka ostatnich dni — zaczął w końcu, powoli formułując kolejne słowa. — Pamiętasz o tym, jak ci mówiłem, że planuję zrobić krótki urlop? Ten nad jezioro? Ten, co miałem pojechać z Vior — po tonie głosu dało się wyczuć, że jest na granicy tego, żeby się rozkleić. — No to pojechaliśmy i... chyba coś źle zrobiłem. Przyjechaliśmy na miejsce, pogadaliśmy chwile, ale potem... Vior uciekła? Wieczorem wróciła do domu — na koniec spojrzenie wbijał we własny buty, nie mając odwagi spojrzeć Dorze w twarz. Nerwowo bawił się przy tym dłońmi, dzięki czemu rozmówczyni mogła zauważyć, że te są obdarte i nie do końca dobrze opatrzone.