15.01.2023, 23:04 ✶
Zastanowił się przez moment, kalkulując w głowie pytanie Nory. Naprawdę aż tak bardzo wierzyła w jego umiejętności? Na jej miejscu obawiałby się predzej, że przez przypadek zmniejszy kawiarnię tak, że ta mieściłaby się w dziurce od klucza. Albo w oczku igły, to byłoby całkiem zabawne. Przynajmniej przez moment, zanim zrobiłoby się jej przykro, że zniszczył dzieło jej życia.
- Myślę, że prędzej Brenna by wiedziała, jak to zrobić - przyznał po chwili z wesołym uśmiechem, bo temu miejscu rzeczywiście przydałoby się więcej przestrzeni. - Co? Nie, Nicholas się na nic nie skarży, tak się tylko z niego nabijam - przyznał, zaniepokojony tym, że panna Figg mogła przejąć się jego dogrywkami względem jej młodszego brata. Od zawsze robili sobie trochę na złość, choć z czystej sympatii i wzajemnego niepokoju o przyjaciółkę/siostrę.
Prychnął i znów zatopił usta w szklance whisky. Naiwne dziewczyny zapatrzone wyłącznie w fasadę. Faktem jednak było, że Sauriel przyciągał wzrok, zwłaszcza z gitarą w ręku i papierosem w ustach. Pewnie sam by na niego spoglądał, gdyby nie rozsadzająca go od środka irytacja. Twierdził, że unikał go dla bezpieczeństwa, a potem jak gdyby nigdy nic grał w rogu wypełnionej po brzegi knajpki należącej do jego najlepszej przyjaciółki. Czym on się w sumie przejmował? Głęboko skrywana uraza próbowała wydostać się na zewnątrz, choć przecież nie tak dawno temu się widzieli. I Fergus myślał, że się dogadali, tylko że ujrzenie Sauriela w tym miejscu całkiem to wszystko zmieszało, przemielił i wyrzygało. Nah, zwykła głupota.
Nachmurzył się. Nie żeby miał dobry humor już wcześniej, ale ten opadł z niego jeszcze gwałtowniej. Może nie powinien był nazywać Rookwooda dupkiem, ale to był jedyny sposób, w jaki mógł powstrzymać się przed przypadkowym zdradzeniem jego tajemnicy. Brutalne, acz skuteczne, przynajmniej w jego mniemaniu. Lepiej, że nie mógł tego usłyszeć, jeszcze uznałby, że wrócili do punktu wyjścia sprzed Białej Wiwerny.
- Cztery lata to bardzo dużo, kiedy nie wiesz, co się z kimś dzieje - zauważył. O Norę też się wiecznie martwił, choć nigdy jej tego nie mówił, by nie czuła z tego powodu wyrzutów sumienia, że kogokolwiek wpędzała w zdenerwowanie. Siebie miał gdzieś, Nory tknąć nikomu nie pozwoli. Niezależnie od intencji. Choć nie zawsze mógł ją chronić, raczej nie był waleczną osobą.
A masz ją?, kusiło go zapytać, gdy Sauriel wspomniał o duszy, ale dostatecznie szybko ugryzł się w język. Zamiast tego uniósł brew, patrząc to na Norę, to na Rookwooda. Aż w końcu posłał przyjaciółce pytające spojrzenie, nie do końca ogarniając, co tu się działo. No pięknie, jeszcze tego brakowało im wszystkim do szczęścia.
Przerwał klepanie Sauriela, gdy ten wspomniał o połamaniu mu rąk, przy okazji odwdzięczając się solidniejszym uderzeniem, które przy jego sile - dużo większej jednak od Fergusa - pozostawiło nieprzyjemne uczucie mrowienia na plecach.
- W porządku, lubię swoje ręce, nie potrzebują przestawiania kości - stwierdził, przypominając sobie ich ostatnie spotkanie i to, jak Rookwood zapewniał go, że przy kolejnym uderzeniu odda z nawiązką. Ale zasłużył, wtedy zdecydowanie zasłużył. Teraz Ollivander nawet nie zauważył, że zachowywał się dziwnie, choć czuł niepokój i poddenerwowanie. Wypił jednym haustem resztę whisky i odstawił pusta szklankę na blat, ocierając dłonią usta. Znów to samo, bez alkoholu sobie nie poradzi. Nie wspominając o tym, że prawdopodobnie psuł Norze całą zabawę. Na tyle, na ile mogła się bawić w pracy.
- Znamy, chyba nawet dłużej, niż znam ciebie - odpowiedział, odwracając się w kierunku Nory. Nie przypominał sobie momentów, kiedy właściwie jej nie znał, ale tam samo było z Saurielem. Ta dwójka towarzyszyła mu przez wszystkie lata w szkole. Kiedy jedno było zajęte, na pierwszy plan wychodziło drugie. I tak się przeciułali przez Hogwart, wchodząc w dorosłość, która spadła na nich jak grom, niwecząc plany na przyszłość. Rozdzielili się, rozpadli, a teraz ponownie los zdecydował się ich ze sobą zebrać - w zmienionej już, dojrzalszej formie. Chociaż patrząc na to, że Fergus czuł kwaśny smak zazdrości, że Nora zataiła przed nim gitarowe występy Sauriela, a on sam spotkał się z nią przed nim… Zachowywał się jak niezadowolony z życia gówniarz. Ale przynajmniej mógł zająć czymś myśli.
- Zacznę myśleć, że wymyślasz te przezwiska, bo zapominasz imion - zwrócił się cicho do Sauriela, licząc na to, że ogólny hałas go trochę zagłuszył. Uśmiechnął się niewyraźnie. Próbował trochę wyluzować ze względu na Norę.
- Myślę, że prędzej Brenna by wiedziała, jak to zrobić - przyznał po chwili z wesołym uśmiechem, bo temu miejscu rzeczywiście przydałoby się więcej przestrzeni. - Co? Nie, Nicholas się na nic nie skarży, tak się tylko z niego nabijam - przyznał, zaniepokojony tym, że panna Figg mogła przejąć się jego dogrywkami względem jej młodszego brata. Od zawsze robili sobie trochę na złość, choć z czystej sympatii i wzajemnego niepokoju o przyjaciółkę/siostrę.
Prychnął i znów zatopił usta w szklance whisky. Naiwne dziewczyny zapatrzone wyłącznie w fasadę. Faktem jednak było, że Sauriel przyciągał wzrok, zwłaszcza z gitarą w ręku i papierosem w ustach. Pewnie sam by na niego spoglądał, gdyby nie rozsadzająca go od środka irytacja. Twierdził, że unikał go dla bezpieczeństwa, a potem jak gdyby nigdy nic grał w rogu wypełnionej po brzegi knajpki należącej do jego najlepszej przyjaciółki. Czym on się w sumie przejmował? Głęboko skrywana uraza próbowała wydostać się na zewnątrz, choć przecież nie tak dawno temu się widzieli. I Fergus myślał, że się dogadali, tylko że ujrzenie Sauriela w tym miejscu całkiem to wszystko zmieszało, przemielił i wyrzygało. Nah, zwykła głupota.
Nachmurzył się. Nie żeby miał dobry humor już wcześniej, ale ten opadł z niego jeszcze gwałtowniej. Może nie powinien był nazywać Rookwooda dupkiem, ale to był jedyny sposób, w jaki mógł powstrzymać się przed przypadkowym zdradzeniem jego tajemnicy. Brutalne, acz skuteczne, przynajmniej w jego mniemaniu. Lepiej, że nie mógł tego usłyszeć, jeszcze uznałby, że wrócili do punktu wyjścia sprzed Białej Wiwerny.
- Cztery lata to bardzo dużo, kiedy nie wiesz, co się z kimś dzieje - zauważył. O Norę też się wiecznie martwił, choć nigdy jej tego nie mówił, by nie czuła z tego powodu wyrzutów sumienia, że kogokolwiek wpędzała w zdenerwowanie. Siebie miał gdzieś, Nory tknąć nikomu nie pozwoli. Niezależnie od intencji. Choć nie zawsze mógł ją chronić, raczej nie był waleczną osobą.
A masz ją?, kusiło go zapytać, gdy Sauriel wspomniał o duszy, ale dostatecznie szybko ugryzł się w język. Zamiast tego uniósł brew, patrząc to na Norę, to na Rookwooda. Aż w końcu posłał przyjaciółce pytające spojrzenie, nie do końca ogarniając, co tu się działo. No pięknie, jeszcze tego brakowało im wszystkim do szczęścia.
Przerwał klepanie Sauriela, gdy ten wspomniał o połamaniu mu rąk, przy okazji odwdzięczając się solidniejszym uderzeniem, które przy jego sile - dużo większej jednak od Fergusa - pozostawiło nieprzyjemne uczucie mrowienia na plecach.
- W porządku, lubię swoje ręce, nie potrzebują przestawiania kości - stwierdził, przypominając sobie ich ostatnie spotkanie i to, jak Rookwood zapewniał go, że przy kolejnym uderzeniu odda z nawiązką. Ale zasłużył, wtedy zdecydowanie zasłużył. Teraz Ollivander nawet nie zauważył, że zachowywał się dziwnie, choć czuł niepokój i poddenerwowanie. Wypił jednym haustem resztę whisky i odstawił pusta szklankę na blat, ocierając dłonią usta. Znów to samo, bez alkoholu sobie nie poradzi. Nie wspominając o tym, że prawdopodobnie psuł Norze całą zabawę. Na tyle, na ile mogła się bawić w pracy.
- Znamy, chyba nawet dłużej, niż znam ciebie - odpowiedział, odwracając się w kierunku Nory. Nie przypominał sobie momentów, kiedy właściwie jej nie znał, ale tam samo było z Saurielem. Ta dwójka towarzyszyła mu przez wszystkie lata w szkole. Kiedy jedno było zajęte, na pierwszy plan wychodziło drugie. I tak się przeciułali przez Hogwart, wchodząc w dorosłość, która spadła na nich jak grom, niwecząc plany na przyszłość. Rozdzielili się, rozpadli, a teraz ponownie los zdecydował się ich ze sobą zebrać - w zmienionej już, dojrzalszej formie. Chociaż patrząc na to, że Fergus czuł kwaśny smak zazdrości, że Nora zataiła przed nim gitarowe występy Sauriela, a on sam spotkał się z nią przed nim… Zachowywał się jak niezadowolony z życia gówniarz. Ale przynajmniej mógł zająć czymś myśli.
- Zacznę myśleć, że wymyślasz te przezwiska, bo zapominasz imion - zwrócił się cicho do Sauriela, licząc na to, że ogólny hałas go trochę zagłuszył. Uśmiechnął się niewyraźnie. Próbował trochę wyluzować ze względu na Norę.