Tak naprawdę gdyby czekając na klienta nie podjęła decyzji o zaangażowaniu się w problem, który pojawił się nagle, to po prostu byłaby dzisiaj bardzo wkurzona tym, że jej klient się nie pojawił. Nie miałaby bowiem pojęcia, że ten facet, który był z Greengrassem był jej kupcem. Poszłaby wkurwiona do domu, wypiła sporo alkoholu i zapomniała o sprawie. Nie przejmowałaby się tym wcale. Sprawa wyglądała zupełnie inaczej kiedy zaangażowała się w domniemaną pomoc, mogli ją połączyć z trupem. To już było nie do końca po jej myśli. Po raz kolejny podejmowane przez nią decyzje, spontaniczne nie okazywały się być szczególnie rozsądne.
- Na szczęście nie jesteś na moim miejscu. - Powiedziała jeszcze cicho. Mogła spierdolić, mogła się zmyć, nadal nie byłaby ostatnią osobą, którą widzieli z tym typem. Jakoś by się z tego wytłumaczyła gdyby musiała, nie zamierzała jednak zostawić Greengrassa samego. Mógł uznawać ją za głupią, ona by to jednak nazwała lojalnością. Czy dobrze to o niej świadczyło? Pewnie nie, przecież ledwie znała Ambroise'a, nie miała pojęcia czy i na ile może mu ufać. Teraz jednak nie mieli innego wyjścia, jak współpracować. Te wydarzenia będą się ciągnęły pewnie przez lata, wspólna tajemnica, której nie będą mogli nikomu zdradzić. Oby on również myślał podobnie, inaczej będzie miała problemy. Czuła jednak, że jemu również zależy na tym, aby nikt nie dowiedział się, co się dzisiaj wydarzyło.
Nie, ona nie siedziała w tym bagnie, żeby zarobić. Miała dokonać dzisiaj jednej z wielu transakcji, robiła to niemalże codziennie. Nie spodziewała się, że tym razem nic z tego nie wyjdzie. Została z truchłem błotoryja w torbie, które będzie musiała sprzedać komuś za grosze i trupem w łóżku, no, jeszcze ciepłym, ale prawie trupem. Nie była tutaj dlatego, że zamierzała w jakikolwiek sposób spieniężyć to wszystko.
Mogłaby powiedzieć o wszystkim ojcu, była przecież jego ulubienicą, na pewno jakoś rozwiązałby problem, tyle, że to był ten moment, w którym wolała postawić na samodzielność, w końcu była dorosła, nie mogła liczyć na to, że będzie wiecznie pomagał jej radzić sobie z kłopotami które się pojawiały.
Nie miała pojęcia, co myśli Ambroise o jej interesach z mętami z Nokturna, miała nadzieję, że nie będzie jej oceniał, wolałaby mimo wszystko, aby nikt nie wiedział o tym, z kim współpracowała, jednak w tej sytuacji nie mogła tego trzymać w tajemnicy. Musiała mu wszystko powiedzieć, aby widział cały zarys sprawy. Jeśli mieli być wspólnikami musiała być z nim w pełni szczera.
- Tak, nie wygląda na mistrza zbrodni. Strasznie chujowy zbieg okoliczności, że ktoś postanowił go zajebać akurat wtedy, kiedy miałam z nim do załatwienia pewną sprawę. - Los trochę spłatał jej figla, dlaczego nieznajomy znalazł się w takim stanie właśnie w wieczór, w który miała dobić z nim targu? Merlin jeden wiedział. Może fortuna miała zamiar jej coś udowodnić, niech spierdala na drzewo.
- Nie mam pojęcia, nie pytam o to kim są. Dostaję zlecenie, wykonuję je i tyle. Nie obchodzi mnie nic więcej. - Umywała rączki, tak było bezpieczniej. Nie chciała wiedzieć zbyt wiele, bo ktoś jeszcze kiedyś zapytałby ją o te interesy, wtedy przynajmniej nie kłamałaby, że nie wie z kim rozmawiała.
- Również chciałabym wiedzieć, ale niestety, poproszę kolejną serię pytań, bo na te nie znam odpowiedzi. - Powiedziała jeszcze uśmiechając się przy tym nieco złośliwie.