09.09.2024, 22:03 ✶
Zauważył to przed kilkoma tygodniami; popielatość brudu oblepiającego połyskującą czerń jego aury. Sądził wówczas, że to jedynie pokłosie posępnego humoru, jaki mu tamtego dnia towarzyszył - poprzedniej nocy bezsenność znów zapukała do jego drzwi i ułożyła się obok niego w łóżku, złożyła swą szkaradną głowę na jego piersi i nie opuszczała go aż do świtu, kiedy zażyty eliksir spełnił wreszcie swoje zadanie. Dni jednak upływały, a szarość zdawała się na stale zadomowić w kolorze jego duszy, coraz śmielej anektując sobie przy tym kolejną jej część. Nie potrafił objąć rozumem powodu, przez który tak właśnie się działo. Był przecież szczęśliwy - kochał swoją narzeczoną (miał nadzieję, że ze wzajemnością), planował ślub i spodziewali się dziecka. To prawda, że sprawy od Beltane nabrały tempa - skandalicznego wręcz, sądząc po plotkach, jakie do niego docierały, lecz on zdawał się nigdy nie przejmować ludzkim gadaniem. A może po prostu nauczył się odwracać już wzrok i udawać, że wcale nie słyszał raniących go słów... Niewątpliwie jednak był to najlepszy okres jego życia od czasów ukończenia kursów uzdrowicielskich - dlaczego więc czuł się wybrakowany? Jakby w jego wnętrzu zionęła czarna otchłań po czymś, co wydarto mu przed laty. Dziura, której nie sposób było załatać.
Nie dało się zrobić kroku do przodu, jeśli tkwiło się w ruchomych piaskach przeszłości, z każdym kolejnym dniem bezwładnie zapadając się w marzeniach o tym, czego nie było, a być mogło. To nie było w żaden sposób zdrowe, to karanie się snami na jawie i bezustanne samobiczowanie się za błędy popełnione przed laty. To całkiem zabawne, powtarzał sobie w duchu - zawodowo zajmować się sklejaniem roztrzaskanych dusz i nie potrafić wypełnić własnych pęknięć. Czego właściwie oczekiwał od Laurenta Prewetta? Nie umiał tego wyjaśnić; czuł jedynie narastające w nim pragnienie, by pochwycić go w swoje ramiona, zostawić ślad pocałunków na jego jasnych skroniach i obiecać mu, że od dziś po kres swych dni chronić będzie go przed wszelkim złem tego świata. Dlaczego? Czy przez swoistą bezradność, którą wyczytał w kolorze jego aury? A może chodziło o to dławiące osobliwe uczucie, że pustka wewnątrz Perseusa ma kształt tego młodzieńca? A może, może... Nie. Nie powinien o tym myśleć; w zbyt niebezpiecznym kierunku to wszystko zmierzało.
Odniósł wrażenie, że Laurent nie czuje się komfortowo w rozmowie o śmierci, zatem dyskretnie pociągnął go w stronę ciepła Nocnej kawiarni; starał się uczynić to w taki sposób, by Prewett nie zauważył tej drobnej manipulacji i doszedł do wniosku, że nogi same go tam pokierowały. Uśmiechnął się na wyznanie o mugolskiej sztuce, a zaraz potem uśmiech na jego twarzy stał się jeszcze większy w odpowiedzi na uwagę o niewygodnym garniturze.
— Och, jakże cieszę się, że pan mnie rozumie. Byłem pewien, że jestem jedyną osobą na świecie, która uważa, że źle dopasowane szaty potrafią skutecznie zgnębić człowieka i odebrać mu całą radość życia — odparł lekko, a zaraz potem twarz mu stężała, jakby przypomniał sobie o czymś ważnym. Być może tak właśnie było, bo prędko zmienił temat.
— Mam nadzieję, że udało się panu znaleźć odpowiedniego terapeutę? — głos mu drżał, ale nie potrafił powiedzieć dlaczego. Nie mógł wyzbyć się przeczucia, że coś traci - i nie chodziło tu wcale o nowego pacjenta, Perseus boleśnie wręcz zdawał sobie sprawę z tego, że pomiędzy nim i Laurentem nigdy nie byłoby tego profesjonalnego dystansu; ta granica zatarła się bowiem już podczas ich pierwszego spotkania. Czuł, że traci pretekst do widywania młodego Prewetta częściej, a tym samym serce boleśnie zaciskało się z zazdrości na samą myśl o człowieku, z którym będzie spędzał co najmniej godzinę w tygodniu...
Nie dało się zrobić kroku do przodu, jeśli tkwiło się w ruchomych piaskach przeszłości, z każdym kolejnym dniem bezwładnie zapadając się w marzeniach o tym, czego nie było, a być mogło. To nie było w żaden sposób zdrowe, to karanie się snami na jawie i bezustanne samobiczowanie się za błędy popełnione przed laty. To całkiem zabawne, powtarzał sobie w duchu - zawodowo zajmować się sklejaniem roztrzaskanych dusz i nie potrafić wypełnić własnych pęknięć. Czego właściwie oczekiwał od Laurenta Prewetta? Nie umiał tego wyjaśnić; czuł jedynie narastające w nim pragnienie, by pochwycić go w swoje ramiona, zostawić ślad pocałunków na jego jasnych skroniach i obiecać mu, że od dziś po kres swych dni chronić będzie go przed wszelkim złem tego świata. Dlaczego? Czy przez swoistą bezradność, którą wyczytał w kolorze jego aury? A może chodziło o to dławiące osobliwe uczucie, że pustka wewnątrz Perseusa ma kształt tego młodzieńca? A może, może... Nie. Nie powinien o tym myśleć; w zbyt niebezpiecznym kierunku to wszystko zmierzało.
Odniósł wrażenie, że Laurent nie czuje się komfortowo w rozmowie o śmierci, zatem dyskretnie pociągnął go w stronę ciepła Nocnej kawiarni; starał się uczynić to w taki sposób, by Prewett nie zauważył tej drobnej manipulacji i doszedł do wniosku, że nogi same go tam pokierowały. Uśmiechnął się na wyznanie o mugolskiej sztuce, a zaraz potem uśmiech na jego twarzy stał się jeszcze większy w odpowiedzi na uwagę o niewygodnym garniturze.
— Och, jakże cieszę się, że pan mnie rozumie. Byłem pewien, że jestem jedyną osobą na świecie, która uważa, że źle dopasowane szaty potrafią skutecznie zgnębić człowieka i odebrać mu całą radość życia — odparł lekko, a zaraz potem twarz mu stężała, jakby przypomniał sobie o czymś ważnym. Być może tak właśnie było, bo prędko zmienił temat.
— Mam nadzieję, że udało się panu znaleźć odpowiedniego terapeutę? — głos mu drżał, ale nie potrafił powiedzieć dlaczego. Nie mógł wyzbyć się przeczucia, że coś traci - i nie chodziło tu wcale o nowego pacjenta, Perseus boleśnie wręcz zdawał sobie sprawę z tego, że pomiędzy nim i Laurentem nigdy nie byłoby tego profesjonalnego dystansu; ta granica zatarła się bowiem już podczas ich pierwszego spotkania. Czuł, że traci pretekst do widywania młodego Prewetta częściej, a tym samym serce boleśnie zaciskało się z zazdrości na samą myśl o człowieku, z którym będzie spędzał co najmniej godzinę w tygodniu...
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory