-Niestety, jak najbardziej specjalnie, moja droga - powiedział z ciężkim westchnieniem, na chwilę unosząc wzrok ku niebu. -Czuję się przez to źle, bo kompletnie mnie sparaliżowało. Anthony się nim zajął, a potem wziął mnie na śniadanie.
Uniósł jedną brew, przesunął wzrokiem po całej sylwetce dziewczyny i mruknął w udawanym zamyśleniu.
-Nie wiem, na których miejscach stawiają Ritę, Morpheusa, Anthony'ego, ale oni wszystkich wrzucają do jednego wora. Myślę, że ten wasz mały konkurs moglibyśmy podzielić na kategorie i w waszej mogłabyś mieć wysokie miejsce - nie powiedział jednak które miał na myśli, żeby Electra nie pomyślała, że się podlizuje.
Jasper długo wierzył, że relacja między jego matką a ojcem chrzestnym była tak wyjątkowym rodzajem przyjaźni, że nikt nie byłby w stanie stworzyć takiej samej więzi. A potem pojawiła się Electra, wtedy na korytarzu w Hogwarcie, i została przy nim, chociaż Jaspera nie zawsze można było nazwać najmilszym. Została wtedy, została później i była teraz. Charlotte i Jonathan uczyli się na tym samym roku. Jaspera i Electrę dzielił jeden rok, ale to nie przeszkodziło im w nawiązaniu przyjaźni, którą udało im się kontynuować nawet wtedy, gdy Electra walczyła o wszystko na ostatnim roku nauki w Hogwarcie, a Jessie zaczynał swoją karierę zawodową. Udało im się utrzymać przyjaźń i teraz byli tu, razem, śmiejąc się i podejmując rożne tematy.
Jasper często zazdrościł matce jej relacji z Jeźdźcami - jej relacji z Jonathanem - i nie raz zastanawiał się, czy jego przyjaźń z Electrą mógł porównywać do przyjaźni Charlotte i Jonathana, a potem machał na to ręką. W końcu przyjaźń Charlotte i Jonathana była wyjątkowa.
Tak samo wyjątkowa była przyjaźń Jaspera i Electry. Jessie bardzo lubił tę myśl.
-Niby tak, ale chyba się ucieszyła, jak jej powiedziałem, że może kiedyś przedstawię jej synową - ale nie za szybko, żeby nie poczuła się staro.
A potem Jessie umilkł i potakiwał głową, słuchając opowieści o jej "drodze do zrozumienia".
-Zapamiętam to. Może kiedyś skorzystam.
Z pewnością byłoby to pouczające doświadczenie - odwiedzić gejowski bar, żeby sprawdzić, co faktycznie w sercu mu się kłębi - ale na razie nie był to odpowiedni czas. Może kiedyś.
-A to całkiem śmieszna, moim zdaniem historia - powiedział z błogim uśmiechem. -Jak wiesz, moja mama uwielbia przypominać ludziom, że jej pasuje absolutnie wszystko. W lipcu wybraliśmy się do Madame Malkin na zakupy. No i moja kochana matula powiedziała, że żółta koszula mi nie pasuje, bo w żółtym prawie nikt nie wygląda dobrze. Oprócz niej oczywiście, ale, i to są jej słowa, ona wyglądałaby dobrze nawet w worku na ziemniaki - krótka przerwa, bo Benji musiał obwąchać krzak, który zaraz podlał. -Poprosiłem Madame Malkin o jakiś worek, bo chciałem, żeby faktycznie nałożyła ten worek. I nałożyła worek. Co prawda nie był on po ziemniakach i trochę go przerobiła, ale nadal był to worek. Nadal żałuję, że nie miałem przy sobie wtedy aparatu.
I tak jak kochał swoją matkę, tak bardzo chętnie zrobiłby jej wtedy całą sesję zdjęciową. Zdjęcie w worku rozdałby wujkom i sam powiesiłby je sobie nad łóżkiem.
-Hm... A jesteście pewni, że on woli dziewczyny? Albo kogokolwiek?