10.09.2024, 19:02 ✶
A pewnie, że słyszał o tej plotce. Dlatego też na wspomnienie tego ktosia tylko uniósł brew i uśmiechnął się uprzejmie, postanawiając zachować swoją opinię dla siebie. Nie dlatego, że nie lubił Sauriela, bo przecież go nie znał, ale dlatego, że uważał go za kompletnego głupca. Robił głupie rzeczy, a przy okazji tracił tak wspaniałą osobę, jak Victoria. Tylko skończony głupiec mógłby tak postępować. Nie tylko była Lestrange, ale była też piękna, inteligentna i - niestety dla wielu - dość niebezpieczna i uparta. To był cechy, które osobiście bardzo cenił. Być może to właśnie dlatego Victoria była jedyną osobą z rodziny, z którą spędzał aż tyle czasu. Na wszystkich bogów: nie rozmawiał tyle nawet z własnym bratem, nie wspominając już o dalszym kuzynostwie. Na początku lata spotkał się z Lorettą całkiem przypadkowo i utwierdził się w przekonaniu, że kobieta była wariatką i gdyby nie fakt, że nie dało się ukryć jej pokrewieństwa z Louvainem, to by podejrzewał, że ktoś ją podrzucił na wycieraczkę gdy była mała. Swoją drogą Lou również nie był idealnym przykładem tej rodziny, przynajmniej w jego opinii. Sprawiał wrażenie butnego, narwanego szczeniaka, za czym osobiście nie przepadał. Osiągnął wiele i pewnie osiągnie jeszcze więcej, lecz odnosił wrażenie, że bliźniaki były ulepione z innej gliny niż on, Victoria czy chociażby Anne. Albo nawet Laurence. Oni wydawali się być i żyć zupełnie inaczej.
- Mamy więc jeszcze miesiąc, by móc drążyć głębiej - skwitował, kiwając głową. Na wzmiankę o pamiątce skrzywił się nieznacznie. Jeszcze czego. - Za chwilę zacznę myśleć, że płyniesz do Afryki tylko po to, żeby się wygrzać w słońcu, królowo lodu.
Odpysknął spokojnie, bo wiedział, że jak kuzynka się uprze, to przecież za cholerę nie odwiedzie ją od pomysłu zakupu jakiejś durnostojki. Pewnie najbrzydszej, kompletnie niepasującej do jego mieszkania - miał wrażenie, że Vika robi to specjalnie, żeby go sprawdzać, kiedy w końcu wywali którąś z rzeczy za okno. I pewnie by to przewidziała i rzuciła na przedmiot klątwę, by cholerstwo wracało na to samo miejsce cokolwiek by z tym nie zrobił.
- Na ten moment moim jedynym życzeniem jest, byśmy zjedli coś dobrego i potem przenieśli się, bym mógł ci powiedzieć, czego udało mi się dowiedzieć - mruknął, sięgając po kieliszek. Chwilę mu się przyglądał wzrokiem totalnie niewyrażającym niczego. Ani ciekawości, ani obrzydzenia - nawet nie chęci by wino spróbować. Umoczył w nim jednak usta, podobnie jak Victoria, z tym że wyglądało to tak, jakby w ogóle nie upił nawet najmniejszego łyczka. W takim razie po co zamawiał alkohol?
Dużo większe zainteresowanie wzbudziło menu. Co prawda znał je dość dobrze, ale przecież istniała szansa, że dodali coś nowego. On sam wolał postawić na coś wegetariańskiego, o dziwo. Głównie dlatego, że odkąd zamieszkał z Nicholasem, jego dieta uległa zmianie. Być może nie jakoś drastycznie, bo Nick nie spożywał też laktozy, lecz siłą rzeczy gdy jedli cokolwiek razem, to Lestrange wybierał wspaniałomyślnie rzeczy, po których drugi Niewymowny nie będzie cierpiał. Mógł mu dokuczać na wiele różnych sposobów i to uskuteczniał przecież, lecz igranie ze zdrowiem byłoby głupotą.
- Podpytałem kilka osób i sprawa oficjalnie utknęła w martwym, zimnym punkcie - dodał jeszcze, podkreślając tonem głosu słowo "oficjalnie". Złożył kartę i spojrzał na Victorię poważnie. W zasadzie to zaraz powinien wrócić kelner, chociaż nie upłynął cały kwadrans, więc lepiej żeby coś wybrała na szybko. Ileż można bawić się w słowne gierki, gdy ma się takie wiadomości do przekazania?
- Mamy więc jeszcze miesiąc, by móc drążyć głębiej - skwitował, kiwając głową. Na wzmiankę o pamiątce skrzywił się nieznacznie. Jeszcze czego. - Za chwilę zacznę myśleć, że płyniesz do Afryki tylko po to, żeby się wygrzać w słońcu, królowo lodu.
Odpysknął spokojnie, bo wiedział, że jak kuzynka się uprze, to przecież za cholerę nie odwiedzie ją od pomysłu zakupu jakiejś durnostojki. Pewnie najbrzydszej, kompletnie niepasującej do jego mieszkania - miał wrażenie, że Vika robi to specjalnie, żeby go sprawdzać, kiedy w końcu wywali którąś z rzeczy za okno. I pewnie by to przewidziała i rzuciła na przedmiot klątwę, by cholerstwo wracało na to samo miejsce cokolwiek by z tym nie zrobił.
- Na ten moment moim jedynym życzeniem jest, byśmy zjedli coś dobrego i potem przenieśli się, bym mógł ci powiedzieć, czego udało mi się dowiedzieć - mruknął, sięgając po kieliszek. Chwilę mu się przyglądał wzrokiem totalnie niewyrażającym niczego. Ani ciekawości, ani obrzydzenia - nawet nie chęci by wino spróbować. Umoczył w nim jednak usta, podobnie jak Victoria, z tym że wyglądało to tak, jakby w ogóle nie upił nawet najmniejszego łyczka. W takim razie po co zamawiał alkohol?
Dużo większe zainteresowanie wzbudziło menu. Co prawda znał je dość dobrze, ale przecież istniała szansa, że dodali coś nowego. On sam wolał postawić na coś wegetariańskiego, o dziwo. Głównie dlatego, że odkąd zamieszkał z Nicholasem, jego dieta uległa zmianie. Być może nie jakoś drastycznie, bo Nick nie spożywał też laktozy, lecz siłą rzeczy gdy jedli cokolwiek razem, to Lestrange wybierał wspaniałomyślnie rzeczy, po których drugi Niewymowny nie będzie cierpiał. Mógł mu dokuczać na wiele różnych sposobów i to uskuteczniał przecież, lecz igranie ze zdrowiem byłoby głupotą.
- Podpytałem kilka osób i sprawa oficjalnie utknęła w martwym, zimnym punkcie - dodał jeszcze, podkreślając tonem głosu słowo "oficjalnie". Złożył kartę i spojrzał na Victorię poważnie. W zasadzie to zaraz powinien wrócić kelner, chociaż nie upłynął cały kwadrans, więc lepiej żeby coś wybrała na szybko. Ileż można bawić się w słowne gierki, gdy ma się takie wiadomości do przekazania?