11.09.2024, 04:18 ✶
Wciąż był trochę zmęczony po Windermere. Atmosfera tamtego miejsca skutecznie wżarła mu się w skórę i znowu miał koszmary. Sen przychodził ciężko i był równie niespokojny co po wizycie na statku, zbyt zaniepokojony czarnymi smugami aury, które ciągnęły się po krajobrazach które przychodziło mu oglądać po zamknięciu oczu. A do tego dochodziły szepty; te same które sączyły się do ucha, kiedy z Patrickiem na kolanach przegrzebywali te hałdy piachu, w poszukiwaniu czaszki, ale teraz brzmiały gromko chórem, w jakiejś nieznośnej kakofonii nienawiści i żali.
I prawdę powiedziawszy, chyba dlatego nie miał nic przeciwko temu, że spędzi dzień zamknięty w piwnicy, przyglądając się jakimś głupim maskom. Te ostatnio wywołały małe zamieszanie, biorąc pod uwagę jak zmuszały swoich nosicieli do sprzecznych z ich naturą zachowań, albo raczej - jak ciężko było je potem z nich zedrzeć. Jedyną faktyczną wadą zajmowania się tą sprawą było tylko to, że ktoś zdecydował się dokooptować mu do tego Niewymownego. Nie ważne, że był to Lestrange, do którego zwyczajnie nic nie miał, ale w jakimś takim pozytywnym aspekcie tej obojętności - co do pracowników Departamentu Tajemnic miał całą listę uwag, skarg i zażaleń.
Druga sprawa, która go też trochę gniotła, to ten niezależny konsultant, tak jakby samo Ministerstwo miało za mało własnych jasnowidzów i widmowidzów. No ale mówiło się trudno - to mógł jakoś przeżyć, byle by tylko sprawa popłynęła sprawnie do przodu. I na tego konsultanta też czekał w Atrium, doszedłszy do wniosku, że i tak miał po drodze do tych zatęchłych piwnic, gdzie Rodolphus miał się rozstawić z ich zabawkami I NICZEGO NIE DOTYKAĆ.
Bulstrode w wolnym czasie wypalił sobie fajkę, a kiedy dziewczyna ruszyła w jego kierunku jak po sznurku, miał nadzieję że była cholerną boginią trzeciego oka, skoro ktoś w Ministerstwie stwierdził, że da im taką gówniarę z zewnątrz. Potem było jeszcze lepiej, bo gówniara mu powiedziała, że wszystko zaczyna się od pocałunku.
Przez moment na serio myślał, że mówiła o sobie, z braku laku nie mogąc wpaść na coś innego, ale potem ruszyła do windy jakby była u siebie, pierdoląc coś o przeznaczeniu. W sumie niekoniecznie jej słuchał, bo wyłuskiwał wtedy z kieszeni kolejnego papierosa, wiedząc już ze to będzie tak cholernie długi dzień.
Los prowadzi chętnych i ciągnie za sobą niechętnych, psia jego mać.
Dawno nie był tak niechętny do czegokolwiek w tej robocie, ale potem zaczął myśleć i okazjonalnie spoglądać na dziewuchę kątem oka, jak sobie to wszystko w głowie układał, bo ostatnio bardzo często myślał o jednym konkretnym pocałunku, ale takim który nigdy się nie wydarzył. Tym łatwiej mu było na nią zezować, że po zjechaniu do piwnicy ruszyła przodem, prosto do wyznaczonych drzwi i to bez słowa z jego strony.
Drzwi zaskrzypiały za Lestrangem i weszli do pomieszczenia, a Atreus zamknął za nimi drzwi, przez moment spoglądając na faceta z zamyśleniem, ale w końcu się odezwał, stwierdzając że i tak nie było sensu się powstrzymywać.
- Rodolphus, skąd ty ją kurwa wziąłeś?
I prawdę powiedziawszy, chyba dlatego nie miał nic przeciwko temu, że spędzi dzień zamknięty w piwnicy, przyglądając się jakimś głupim maskom. Te ostatnio wywołały małe zamieszanie, biorąc pod uwagę jak zmuszały swoich nosicieli do sprzecznych z ich naturą zachowań, albo raczej - jak ciężko było je potem z nich zedrzeć. Jedyną faktyczną wadą zajmowania się tą sprawą było tylko to, że ktoś zdecydował się dokooptować mu do tego Niewymownego. Nie ważne, że był to Lestrange, do którego zwyczajnie nic nie miał, ale w jakimś takim pozytywnym aspekcie tej obojętności - co do pracowników Departamentu Tajemnic miał całą listę uwag, skarg i zażaleń.
Druga sprawa, która go też trochę gniotła, to ten niezależny konsultant, tak jakby samo Ministerstwo miało za mało własnych jasnowidzów i widmowidzów. No ale mówiło się trudno - to mógł jakoś przeżyć, byle by tylko sprawa popłynęła sprawnie do przodu. I na tego konsultanta też czekał w Atrium, doszedłszy do wniosku, że i tak miał po drodze do tych zatęchłych piwnic, gdzie Rodolphus miał się rozstawić z ich zabawkami I NICZEGO NIE DOTYKAĆ.
Bulstrode w wolnym czasie wypalił sobie fajkę, a kiedy dziewczyna ruszyła w jego kierunku jak po sznurku, miał nadzieję że była cholerną boginią trzeciego oka, skoro ktoś w Ministerstwie stwierdził, że da im taką gówniarę z zewnątrz. Potem było jeszcze lepiej, bo gówniara mu powiedziała, że wszystko zaczyna się od pocałunku.
Przez moment na serio myślał, że mówiła o sobie, z braku laku nie mogąc wpaść na coś innego, ale potem ruszyła do windy jakby była u siebie, pierdoląc coś o przeznaczeniu. W sumie niekoniecznie jej słuchał, bo wyłuskiwał wtedy z kieszeni kolejnego papierosa, wiedząc już ze to będzie tak cholernie długi dzień.
Los prowadzi chętnych i ciągnie za sobą niechętnych, psia jego mać.
Dawno nie był tak niechętny do czegokolwiek w tej robocie, ale potem zaczął myśleć i okazjonalnie spoglądać na dziewuchę kątem oka, jak sobie to wszystko w głowie układał, bo ostatnio bardzo często myślał o jednym konkretnym pocałunku, ale takim który nigdy się nie wydarzył. Tym łatwiej mu było na nią zezować, że po zjechaniu do piwnicy ruszyła przodem, prosto do wyznaczonych drzwi i to bez słowa z jego strony.
Drzwi zaskrzypiały za Lestrangem i weszli do pomieszczenia, a Atreus zamknął za nimi drzwi, przez moment spoglądając na faceta z zamyśleniem, ale w końcu się odezwał, stwierdzając że i tak nie było sensu się powstrzymywać.
- Rodolphus, skąd ty ją kurwa wziąłeś?