Może Morpheus widziałby w tym więcej metafory, gdyby nie pewien ktoś, kto wysłał do niego list po dwóch dekadach ciszy, bardzo agresywnego milczenia. Gdyby w jego proroczym liście nie widział go ułożonego w pudełku. Oczywiście wizje były w większości metaforami, ale on nie mógł przestać myśleć o tym w kontekście trumny. Zwłaszcza, gdy to Vakela dotyczyła przepowiednia jego matki. Umrzesz młodo na polu hiacyntów. Takie proste zdanie, a metafora całej historii, jaką nosił w sercu. Większość kojarzyła Apollo jako boga pieśni i słońca, dużo mniej pamiętało o tym, że należały do niego też dziedziny medycyny i wieszczenia. Hiacynt, młody książę Sparty, ukochany Apolla, zabity przez zazdrosny Zefir własnym dyskiem. Tamtego dnia dwadzieścia lat wcześniej, coś w nim umarło.
Może dlatego wzbudziło to w nim takie emocje. Dwa skojarzenia ze śmiercią w tak krótkim czasie. Jego dłonie podążyły bezwiednie na talię kart, ale tylko postukał stosik opuszkami palców.
— Ja też — odpowiedział. — Podróbkę peleryny niewidki, wygląda jak jakaś zrobiona przez komunistów, bombastyczne bomby, eliksir wielowiekowy i lepkie trzewiki. Eliksiry sobie zostawię, ale resztę możesz wziąć na poczet klubu.
Wstał z miejsca i podszedł do regału i z różnych miejsc wyjął wspomniane przedmioty. Włożył je do koszyka, który przezornie znajdował się na podorędziu, układając bomby między trzewikami i peleryną, tak aby te nie wybuchnęły samoistnie. Jemu już wystarczyło ognia.
— Nie widziałem skąd dochodził dym. Mogła palić się Warownia, ale też wszystko inne stało w płomieniach, więc to nasz obowiązek wobec mugoli, a takie akcje będą dobrą przykrywką. Jeżeli to śmierciożercy wywołają ogień, to celem nie będą głównie czarodzieje, na pewno nie ci czystej krwi, chyba że, tak jak my, staną w bezpośredniej opozycji — stwierdził Morpheus, kalkulując. Nie chciał już wspominać o tym, że nadal byli rodem czystej krwi, więc jako więźniowie, mogli nadal służyć Voldemortowi. Tego nie powiedział na głos, nie chciał wprowadzać dodatkowego fatalizmu do i tak fatalnego scenariusza.
Potakiwał na to, o czym wspominała.
— Ja załatwię sprawy formalne przykrywek charytatywnych. Podpytam Abottów o cydr na nagrody. Potrzebny jest też plan ewakuacji Doliny.