11.09.2024, 16:32 ✶
Mrugnięcie towarzyszki dodało jej odwagi. Tak, jeśli będziemy działać razem, to może uda nam się uciec!
— Ihahaa! Czas na rewolucję klaczy! — zarżała głośno i również zaczęła się wierzgać. Szarpnęła tak mocno, że jeden z ludzi trzymających ją za uzdę upadł z impetem na ziemię. Nawet nie wiedzą, jak mają rację; faktycznie prawdziwe z nas potwory.
Facet, który upadł, szybko się podniósł i już miał się na nią rzucić, kiedy tupnięcie drugiej klaczy wyprowadziło go z równowagi. Na okrzyk towarzyszki, wyskoczyła z wagonu, omijając oszołomionych ludzi.
Najchętniej po prostu pognałaby przed siebie, ale była na nieznanym terenie. W pobliżu znajdowała się jakaś budowla, przypominająca z daleka stadninę, wokół której były rozstawione dziwne, metalowe bryczki. Ciekawe, dlaczego tych bryczek było tam tak dużo? Tak czy siak, nie zamierzała się o tym przekonać, bo wnioskując po zachowaniu ludzi, celem ich podróży nie było żadne końskie spa.
Rozejrzała się dookoła, szukając jakiejś drogi ucieczki. Niestety, przerwy między wagonami były zbyt małe, żeby jej duży zad się przez nie przecisnął.
— Biegnijmy w prawo, ten długi powóz na pewno gdzieś się kończy! — krzyknęła do drugiej klaczy. Musiały działać szybko, żeby zgubić swoich oprawców. Jednak zanim zdążyła się na dobre rozpędzić, usłyszała świst powietrza i poczuła zaciskającą się na szyi linę. Złapali ją na lasso! Stanęła dęba, łudząc się, że jakoś uda jej się wyswobodzić, ale lina była zaciśnięta naprawdę mocno.
— Ha! Spróbuj się uwolnić teraz! — odwróciła się w stronę z której dobiegał głos. Za linę trzymała dorosła kobieta w jeździeckim stroju. Musiała być bardzo silna, skoro samej udało jej się złapać biegnącą klacz. — Czas by to głupie zwierzę wreszcie zrozumiało, kto stoi nad nim wyżej w hierarchii. — w tonie kobiety można było wyczuć wyższość, a jej spojrzenie przypominało wzrok drapieżnika, który właśnie złapał ofiarę. Klacz aż przeszedł dreszcz.
— Ihahaa! Czas na rewolucję klaczy! — zarżała głośno i również zaczęła się wierzgać. Szarpnęła tak mocno, że jeden z ludzi trzymających ją za uzdę upadł z impetem na ziemię. Nawet nie wiedzą, jak mają rację; faktycznie prawdziwe z nas potwory.
Facet, który upadł, szybko się podniósł i już miał się na nią rzucić, kiedy tupnięcie drugiej klaczy wyprowadziło go z równowagi. Na okrzyk towarzyszki, wyskoczyła z wagonu, omijając oszołomionych ludzi.
Najchętniej po prostu pognałaby przed siebie, ale była na nieznanym terenie. W pobliżu znajdowała się jakaś budowla, przypominająca z daleka stadninę, wokół której były rozstawione dziwne, metalowe bryczki. Ciekawe, dlaczego tych bryczek było tam tak dużo? Tak czy siak, nie zamierzała się o tym przekonać, bo wnioskując po zachowaniu ludzi, celem ich podróży nie było żadne końskie spa.
Rozejrzała się dookoła, szukając jakiejś drogi ucieczki. Niestety, przerwy między wagonami były zbyt małe, żeby jej duży zad się przez nie przecisnął.
— Biegnijmy w prawo, ten długi powóz na pewno gdzieś się kończy! — krzyknęła do drugiej klaczy. Musiały działać szybko, żeby zgubić swoich oprawców. Jednak zanim zdążyła się na dobre rozpędzić, usłyszała świst powietrza i poczuła zaciskającą się na szyi linę. Złapali ją na lasso! Stanęła dęba, łudząc się, że jakoś uda jej się wyswobodzić, ale lina była zaciśnięta naprawdę mocno.
— Ha! Spróbuj się uwolnić teraz! — odwróciła się w stronę z której dobiegał głos. Za linę trzymała dorosła kobieta w jeździeckim stroju. Musiała być bardzo silna, skoro samej udało jej się złapać biegnącą klacz. — Czas by to głupie zwierzę wreszcie zrozumiało, kto stoi nad nim wyżej w hierarchii. — w tonie kobiety można było wyczuć wyższość, a jej spojrzenie przypominało wzrok drapieżnika, który właśnie złapał ofiarę. Klacz aż przeszedł dreszcz.