Odmawiała takiego stylu życia: że inni będą jej dyktować co ma robić, z kim i dlaczego. Uważała, że sama wie lepiej i się o siebie zatroszczy. Całe życie próbowała zadowolić rodzinę, w końcu jednak znalazła w sobie siłę, by się im przeciwstawić, tupnąć nogą, powiedzieć, że nie. Choćby na chwilę… miała pieniądze, miała więc na tyle władzy, by móc to wszystko zrobić. Właśnie dlatego, by z mrzonkami nie tylko sypiać, a móc dzielić życie, gdyby tylko tego zapragnęła.
– Czasami też mam takie wrażenie – odparła i uśmiechnęła się, czego Laurent nie miał jak zobaczyć, skoro się o nią opierał. On, wątły chłopaczek, ważący niewiele więcej od niej i mający zdecydowanie mniej siły niż ona. Nie przeszkadzało jej, że ją dotyka i że teraz go w pewien sposób podtrzymywała; nie kłamała mówiąc, że jej też czasami wydawało się, że znają się od zawsze. Nie zamierzała go męczyć o ten… nałóg – nieważne od kiedy, ważne że zdawał sobie z niego sprawę i próbował coś z tym robić, nawet jeśli w tej społeczności być może to wcale nie uchodziło za uzależnienie, a po prostu o bycie… nie kobieciarzem. Jak więc to odpowiednio nazwać? Chyba nie mieli na to słów, bo nikt tego jeszcze nie wymyślił – co tylko wskazywało na ciemnogród umysłowy, bo mężczyzna z mężczyzną…?
– W ramach kary… słyszysz jak to brzmi? Jak zacznę w ramach kary się podtapiać i kiedyś nie wyciągnę głowy z wody na czas, doskonale znając konsekwencje, to nie będzie to kuszenie losu? Nie będzie samobójstwo? – uważała, że gdy dorosła jednostka doskonale wiedziała, jak dana czynność może się skończyć, to nie powinno się rozmydlać tej odpowiedzialności i próbować to ugrzecznić. To tylko odsuwało problem, zabierało się z jego wagi – a to nie było nic, co powinno się traktować lekko. A przynajmniej ona nie traktowała… może dlatego, że sama lekko ponad miesiąc temu przeżyła coś podobnego, ale to nie było już żadne “w ramach kary”, tylko rzeczywista próba w samotności. Nie wiedziała, czy Sauriel miał jej to za złe, bo nigdy o tym nie porozmawiali… ale miała nadzieję, że nie. I że nie spróbuje tego drugi raz.
– Sentyment? – podsunęła mu słowo, którego może szukał, lecz wcale nie była pewna, co dokładnie chciał powiedzieć. – Myślałam, że bardziej chcesz o tym zapomnieć, niż na nowo rozpalać wspomnienia – a jak mówił – to były kłopoty i chcieli się z tego wyrwać. Więc? Gdzie tu sens i gdzie logika? Nie widziała ich. Nie rozumiała więc tego uporu w bronieniu człowieka, który sprawił, że tym bardziej chciał uciec z domu. Być może tak samo, jak Laurent kiedyś nie rozumiał jej odczuć, względem własnego narzeczonego. Tego, że chciała pomóc, pomimo bycia zranioną. Teraz sytuacja się trochę odwróciła – ale tylko trochę, bo cała reszta była kompletnie inna.
– Ja też się o ciebie martwię – choć z zupełnie innych powodów; nie dlatego, że Crow był niebezpiecznym wampirem, który może wypić twoją krew, a dlatego, że Laurent nadal pakował się w sytuację, które od samego początku migały neonowym, czerwonym napisem “UWAGA!”, jak ten red flag, który uporczywie ignorował. – Masz pewność, że on też wyrwał się z nałogu? Że zapłacenie mu za dom nie da mu tylko pożywki do kupienia czegoś, czym sobie zaszkodzi? – Victoria tak dopytywała, bo ciągle w jej głowie krzyczało to, że typ tak po prostu się pociął, że niezależnie od intencji i powodów – potrzebował pomocy, ale być może innej, niż same pieniądze do ręki, które wyrządziły by tylko więcej szkody. Pytała dlatego, że jednak pracowała w organie prawnym, i jeszcze jako brygadzistka widziała różne dziwne i niekoniecznie przyjemne rzeczy, te związane ze skutkiem zażywania narkotyków również. – Nie mówię, że nie zasługuje na pomoc – byłaby hipokrytką, gdyby tak powiedziała. – Ale czy jesteś w stanie pomóc, kiedy sam tej pomocy potrzebujesz? – zapytała cicho, uśmiechając się łagodnie. Chciała po prostu to od niego usłyszeć – że tak, że jest dobrze, że da radę… niezależnie od tego, co może się stać, że sobie to przemyślał i tak dalej. Nie chciała go od tego odwodzić, bo przecież by sobie nie wybaczył, gdyby coś się stało, a czuł, że miał możliwość pomóc. Tylko, czy spojrzał na sprawę pod każdym kątem? Czy widział każdy jej aspekt? Lekko pogłaskała policzek Laurenta, nim zabrała zimną dłoń i lekko, krótko się zatrzęsła. – Wiem, że zrobisz co należy, po prostu chciałam mieć pewność, że nie pominąłeś czegoś ważnego.