• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[2.06.72, rodowa posiadłość Lockhartów] Jedno zdanie w Proroku Codziennym

[2.06.72, rodowa posiadłość Lockhartów] Jedno zdanie w Proroku Codziennym
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#1
12.09.2024, 00:23  ✶  
Daisy siedziała na krześle. Opierała ręce o blat stołu i obserwowała matkę przygotowującą jej poranne kakao. Nieważne, że był środek lata i nikt normalny nie pijał w tym momencie ciepłego, przesłodzonego kakao. Stłumiła pierwsze ziewnięcie, ale kolejnego już nie. Potarła zaspane oczy palcami. Artykuł z Proroka Codziennego raził ją nawet w sobotni poranek. Skrzywiła się. Najchętniej uformowałaby go w kulkę i wrzuciła do kominka (a razem z tym wydaniem gazety, również wszystkie inne, które tylko wpadłyby jej w ręce). Na siódmej stronie, dokładnie w formie jednego zdania, w artykule na temat działań Ministerstwa Magii w sprawie tajemniczych wydarzeń w Kniei Godryka, zapisano: „Jedna z naszych redakcyjnych koleżanek, panna Lockhart sądzi, że tabliczki informacyjne przy wejściu do lasu to żadne zabezpieczenie”.
Daisy przewróciła oczami. Szkoda, że ten pieprzony debil nie potrafił przepisać tego, co naprawdę powiedziała. Bo powiedziała trochę więcej. Jej pełna wypowiedź brzmiała: Stu, tysiąc razy ci mówiłam, że nie chcę się mieszać w politykę. Dobrze wiesz, że tabliczki informacyjne przy wejściu do lasu to żadne zabezpieczenie, ale czegokolwiek nie napiszesz, dasz tylko wodę na młyn wszystkim przeciwnikom Ministry Magii.
Och, nienawidziła polityki. Nienawidziła się mieszać w takie… w takie gównoburze między różnymi resortami w Ministerstwie Magii. I nienawidziła głupiego Stu, że ją w to wciągnął. Uderzyła zaciśniętą pięścią w ten durny artykuł, trochę mnąc papier.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz, mamo? – zapytała marudnie.
- Ależ oczywiście, córeczko. Mówiłaś coś o „durniu z Proroka Codziennego”, że go nie lubisz albo że on nie lubi ciebie – odpowiedziała pani Lockhart, udowadniając Daisy, że słuchała bardzo połowicznie, skupiona myślami na czymś zupełnie innym niż cicha tragedia jej córki.
- Mówiłam, że Stu Podmore to gad, kretyn, idiota, padalec i hiena. I, że go nienawidzę z całego serca! – zawołała rozgoryczona. – Przez dwadzieścia minut próbowałam się wymigać przed powiedzeniem choćby jednego, jednego głupiego zdania do tego jego pseudo artykuliku. A on i tak napisał co chciał! I to jest wina DARCY’EGO! – Imię brata niemal wyjęczała jak prawdziwa cierpiętnica.
Pani Lockhart odwróciła się ku swojej latorośli skonfundowana.
- Darcy’ego? A co on zrobił? Powiedział temu Podmore, żeby ciebie zapytał o tę sprawę z Knieją Godryka? – zapytała naiwnie.
Daisy przewróciła ostentacyjnie oczami. Zastanawiała się, czy mama naprawdę nie rozumie czemu ten kretyn, hiena, padalec i dureń wybrał sobie akurat jej zdanie do artykułu w Proroku Codziennym.
- Chodzi o to, że mam sławnego brata. I przez to ja też jestem trochę sławna. No może nie tak jak on, bez przesady, ale jednak sporo ludzi kojarzy mnie jako dziennikarkę „Czarownicy” i „Proroka Codziennego” i siostrę TEGO DARCY’EGO LOCKHARTA, KTÓRY NAPISAŁ „MAGIĘ I UPRZEDZENIE” – przypomniała, specjalnie podkreślając najbardziej znaną książkę, której autorem był jej brat.
- Moja ulubiona – zachwyciła się pani Lockhart, ale widząc markotniejące spojrzenie córki, szybko dodała – Cóż, Darcy na pewno nie chciał by ktoś zmuszał cię do udzielenia wywiadu. Zresztą, moim zdaniem to nie napisano tam nic złego. Masz rację. Tabliczki Informacyjne to żadne zabezpieczenie przed czarodziejami, którzy chcą wejść do Kniei Godryka.
- Mamo, czy ty naprawdę nie umiesz czytać między wierszami? – zapytała poirytowana Daisy. – Przecież ten głupek, dureń, debil Podmore, napisał, może nie wprost, że krytykuję działania Ministerstwa Magii!
- A nie krytykujesz ich?
- Nie! – zaprzeczyła szybko. – To znaczy… no może trochę je krytykuję, ale tak naprawdę to mnie to niespecjalnie obchodzi. Mi taka tabliczka informacyjna daje jasno do zrozumienia, że mam się nie pchać do tego durnego lasu. Już tam byłam. Drugiego maja. I nie chcę więcej tam wchodzić. Jeśli ktoś jest głupi i chce to… - zamyśliła się. – No przecież nikogo na siłę nie powstrzymam, ale jest po prostu głupszy niż sklątka tylnowybuchowa i tyle – zakończyła dość pokrętnie.
Tak naprawdę to doskonale pamiętała własny strach, gdy razem z bratem przyciskali się do jednego z drzew a dziwne, rogate stworzenia mijały ich w galopie, znajdując się zaledwie kilka metrów od nich. Wzdrygnęła się na to wspomnienie. Ale przynajmniej zostali bohaterami. Darcy nawet wyniósł z lasu ciężko ranną kobietę. O tym zresztą też sam napisał w Proroku Codziennym a Daisy zrobiła do tego artykułu zdjęcia. Jedno z nich, to na którym Darcy z trudem niósł na rękach młodą kobietę ze złamaną nogą, mama nawet wycięła z gazety i oprawiła w ramkę. Czasami, kiedy Daisy mijała je na korytarzu, uśmiechała się nawet krzywo pod nosem. Ale nie dlatego, żeby zazdrościła sławy bratu, chodziło raczej o miłość ich rodziców. O to, że kochali ich jak szaleni, tak bardzo, bardzo, że byli gotowi nawet wycinać zdjęcia z gazet i ozdabiać nimi ściany.
- Chyba jesteś dla siebie zbyt surowa, kochanie – wymruczała pani Lockhart stawiając wreszcie przed córką kubek z parującym kakao. Zaraz zresztą dołączyła do niego talerzyk ze świeżutką bułeczką z budyniem.
Daisy przechyliła głowę na bok i posłała jej spojrzenie z ukosa.
- Przecież to nie o mnie chodzi. Tylko o tego durnia, kretyna…
- Hienę i nicponia – mimowolnie dołączyła do litanii wyzwisk pani Lockhart, uśmiechając się przy tym pod nosem, jakby na znak, że traktowała Podmore’a nadzwyczaj pobłażliwie. – A właściwie to jak to się stało, że ten dziennikarz przyszedł porozmawiać akurat z tobą? – zainteresowała się. – Podszedł do ciebie w redakcji?
Daisy pokręciła przecząco głową. O, gdyby tylko Stu podszedł do niej w redakcji to by mogła mu wygarnąć, że zawraca jej dupę i posłać go w cholerę. Ale on przyczepił się do niej akurat, gdy wyszła z pracy i postanowiła sobie pospacerować po Horyzontalnej. Zdążyła nawet kupić sobie swoją ulubioną, jak na tę porę roku, mrożoną herbatę. I było jej tak miło i tak fajnie i ten debil wykorzystał akurat ten moment, żeby ją dopaść i…
Skrzywiła się poirytowana, przypominając sobie jego pełną zadowolenia twarz, gdy wyłowił ją w tłumie. Daisy była niemal pewna, że tak na naprawdę to nie zdołał do spotkania jej złowić żadnego łosia, który zgodziłby się na wypowiedzenie jakiegokolwiek zdania na temat tablic informacyjnych w Kniei Godryka. Spadła mu jak z nieba, albo – w jej przypadku – wpadła jak śliwka w kompot.
- Zaczepił mnie podczas spaceru – wymamrotała, wspominając jego donośne: „DAISY, jak bardzo się cieszę, że cię spotkałem!”. Od razu wiedziała, że szykują się kłopoty. Podmore był upierdliwy. A ten jego uśmiech… ten jego cholerny uśmiech od razu podpowiedział jej, że ma do niej jakiś interes. – Próbowałam się wykręcić – „Odwal się, Stu!” – Ale pewnie uznał, że ze mnie coś wydusi.
Zdaniem Daisy w akcie największej desperacji, postanowił się uwziąć akurat na nią, bo miała tego pecha, że była najsławniejszą osobą, którą spotkał tego dnia na horyzontalnej i która nie zdążyła przed nim uciec. Jak to się mówi: jak pech to pech. A przecież nawet nie próbowała być miła. Od samego początku prychała na niego, przewracała oczami i próbowała dać mu ze wszech miar do zrozumienia, że nie ma co z jej strony liczyć na współpracę. Może gdyby wylała na niego kubek mrożonej herbaty to jednak by pomogło? Tylko jakoś jej było szkoda ulubionego napoju akurat na tego dupka.
- Moim zdaniem naprawdę niepotrzebnie to tak przeżywasz – wymruczała pani Lochkart, zajmując miejsce na krześle tuż obok córki. Pogładziła ją łagodnie po włosach. – Jesteś taka śliczna. Nikt nie zinterpretuje twoich słów jako ataku na Ministrę Magii. Prędzej na aurorów, że nic nie robią. Albo na brygadzistów. Albo na tych z departamentu kontroli nad magicznymi zwierzętami. Przecież to oni powinni zająć się tymi dziwnymi stworami, które zamieszkały w Kniei Godryka.
Daisy wzruszyła ramionami. Udawała, że wcale nie zauważyła ani czułego dotyku mamy, ani nie usłyszała komplementu, który ta tylko co jej zapodała. Chociaż oczywiście obydwa sprawiły jej niekłamaną przyjemność.
- Nie wiem mamo – powiedziała ciszej. – Czasami wydaje mi się, że cokolwiek pojawi się w Proroku Codziennym, zawsze jest przez kogoś wykorzystywane do ataku na kogoś innego. A tutaj… sprawa Kniei Godryka… Przecież to bezpośrednio łączy się z tym, co się stało na Beltane. To takie… takie udowadnianie, że Ministerstwo Magii jest niekompetentne. I to na wszystkich możliwych polach. Nawet nie potrafi zapewnić ochrony czarodziejom.
- Trochę nie potrafi – zauważyła pani Lockhart. – Dziękuję Matce, że tamtego dnia zdążyliście wrócić do domu, zanim rozpętało się to co się rozpętało wieczorem– wymruczała.
- Tyle że… ja wcale nie wiem, czy tak naprawdę, naprawdę to dałoby się jakoś ochronić czarodziei – wtrąciła Daisy. Sięgnęła po kubek z kakao. Upiła odrobinę, delektując się słodkim, czekoladowym smakiem. – No bo niby mogliby wysłać więcej aurorów i brygadzistów, ale tam stało się coś, co nie wydarzyło się wcześniej. Nie wiem czy na pewno większa ilość służb zapewniłaby większe bezpieczeństwo. Może tak. A może wcale nie. A to co pojawiło się w Kniei… - znowu zmarszczyła brwi, mimowolnie przypominając sobie uciekające zwierzęta. – Co właściwie powinno się zrobić w takiej sytuacji? Obstawić las brygadzistami? A czy wtedy nie pojawiłyby się głosy, że Ministerstwo Magii zbytnio kontroluje swoich obywateli? To zawsze jest miecz obosieczny. I ja nie chcę brać w tym udziału. Nie chcę, bo mnie to mierzi i brzydzi, i… - przewróciła oczami.
I tak naprawdę to za bardzo kochała swoją rodzinę, mamę, tatę i Darcy’ego, by wikłać się w konflikt między Ministerstwem Magii a Czarnym Panem i jego zwolennikami. Zresztą, Podmore był zbyt głupi żeby zrozumieć, że wikła się w coś większego od samego siebie. Pewnie wydawało mu się, że znalazł fajny materiał na artykuł. Ale tak naprawdę wcale go nie znalazł – tylko wyprodukował kolejny, miernej treści tekst o tym, że jest strasznie i źle, i ludzie się boją. Tylko tyle.
- Dupek – podsumowała szeptem. – No skończony dupek. – I jeszcze ją próbował w to wciągnąć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Daisy Lockhart (1583)




Wiadomości w tym wątku
[2.06.72, rodowa posiadłość Lockhartów] Jedno zdanie w Proroku Codziennym - przez Daisy Lockhart - 12.09.2024, 00:23

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa