12.09.2024, 01:05 ✶
Daisy rozglądała się z zainteresowaniem po lokalu, do którego wprowadził ją Isaac. To miejsce było… osobliwe. Dokładnie to słowo przychodziło jej do kędzierzawej głowy, gdy próbowała je jakoś określić. Nie była może najbardziej purytańską czarownicą w swoim pokoleniu, ale chociaż miała bogatą fantazję i – chwilami – dość liberalne poglądy, pierwszy raz w swoim życiu znalazła się w… w… w jakimś lokalu dla mniejszości seksualnych i w ogóle mniejszości?
I tak, oczywiście, zdecydowanie, było tutaj dość ciekawie i nawet… nawet do pewnego stopnia ładnie, ale ciągle nie za bardzo wiedziała co właściwie powinna sądzić o tym miejscu i o Isaacu, bo przecież to Isaac ją tutaj sprowadził. Przyglądała mu się szeroko otwartymi oczami, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że przypominały w tym momencie ze zdziwienia okrągłe spodki.
Trochę bezwiednie, bez słowa sprzeciwu, w końcu to ona była tu pierwszy raz, dała się poprowadzić kuzynowi do stolika. Przysiadła na wybranym przez niego krześle, wcześniej zrzucając torbę na ziemię, koło swoich nóg.
Pokręciła głową.
- Papierosy śmierdzą – powiedziała wreszcie, co chyba dobrze oddawało jej stosunek do nikotyny i palących w ogóle. Daisy nie lubiła brzydkich zapachów, nie lubiła śmierdzieć, więc i nie paliła papierosów.
Oparła się łokciami o blat stołu. Przez chwilę, znowu dość odruchowo, przypatrywała się z zaciekawieniem zebranym w lokalu ludziom. Nie wydawała się obrzydzona lub skonfundowana, może trochę zainteresowana, choć nie tak bardzo jak potrafiła się zainteresować, kiedy coś naprawdę ją fascynowało. To miejsce było po prostu inne, takie w którym jeszcze nie była, ale też do którego jej dusza raczej nie tęskniła a palce nie rwały się by sięgnąć po aparat i zrobić im wszystkim kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt zdjęć. Zawiesiła wzrok na scenie, zastanawiając się czy za chwilę rozpocznie się jakieś przedstawienie albo występ. I kto miałby tu występować? Ktoś szczególny? Jakiś znajomy lub znajoma Isaaca? A może sam Isaac?
Zamrugała, gdy zbliżyła się do nich kelnerka. Na czole Daisy pojawił się drobny mars, ale nie był on spowodowany tym, że rozmawiała z przebranym w damskie ubrania mężczyzną (bądźmy poważni, była czarownicą, część konserwatywnych czarodziei z upodobaniem nosiła szaty a szaty przecież do złudzenia przypominały niezbyt kształtne sukienki), ale z powodu jego pytania.
- Specjalne drinki? – zapytała powoli, nieświadomie pewnie dając się złapać na przynętę. – Może być jakiś specjalny drink. Podaj mi taki, który sama lubisz najbardziej – zadecydowała. Młodziutka czarownica wyszła wreszcie z prostego założenia, że jeśli miał być niedobry, najwyżej odda go kuzynowi. Może jemu bardziej podpasuje niż jej. Zaczekała aż kelnerka się oddali, przekrzywiła głowę na bok i uśmiechnęła się do Isaaca. – No dobra. Zaintrygowałeś mnie. Czemu chciałeś się ze mną spotkać? Chcesz, żeby ktoś cię wyoutował przed rodziną i w redakcji i szukasz do tego odpowiedniej osoby? Czy też postanowiłeś założyć podobny klub na horyzontalnej? – nazwę ulicy, choć brzmiała całkiem niegroźnie, wymówiła trochę ciszej.
Wpatrywała się w Isaaca ze szczerym zaciekawieniem, czekając na to, co jej odpowie.
I tak, oczywiście, zdecydowanie, było tutaj dość ciekawie i nawet… nawet do pewnego stopnia ładnie, ale ciągle nie za bardzo wiedziała co właściwie powinna sądzić o tym miejscu i o Isaacu, bo przecież to Isaac ją tutaj sprowadził. Przyglądała mu się szeroko otwartymi oczami, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że przypominały w tym momencie ze zdziwienia okrągłe spodki.
Trochę bezwiednie, bez słowa sprzeciwu, w końcu to ona była tu pierwszy raz, dała się poprowadzić kuzynowi do stolika. Przysiadła na wybranym przez niego krześle, wcześniej zrzucając torbę na ziemię, koło swoich nóg.
Pokręciła głową.
- Papierosy śmierdzą – powiedziała wreszcie, co chyba dobrze oddawało jej stosunek do nikotyny i palących w ogóle. Daisy nie lubiła brzydkich zapachów, nie lubiła śmierdzieć, więc i nie paliła papierosów.
Oparła się łokciami o blat stołu. Przez chwilę, znowu dość odruchowo, przypatrywała się z zaciekawieniem zebranym w lokalu ludziom. Nie wydawała się obrzydzona lub skonfundowana, może trochę zainteresowana, choć nie tak bardzo jak potrafiła się zainteresować, kiedy coś naprawdę ją fascynowało. To miejsce było po prostu inne, takie w którym jeszcze nie była, ale też do którego jej dusza raczej nie tęskniła a palce nie rwały się by sięgnąć po aparat i zrobić im wszystkim kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt zdjęć. Zawiesiła wzrok na scenie, zastanawiając się czy za chwilę rozpocznie się jakieś przedstawienie albo występ. I kto miałby tu występować? Ktoś szczególny? Jakiś znajomy lub znajoma Isaaca? A może sam Isaac?
Zamrugała, gdy zbliżyła się do nich kelnerka. Na czole Daisy pojawił się drobny mars, ale nie był on spowodowany tym, że rozmawiała z przebranym w damskie ubrania mężczyzną (bądźmy poważni, była czarownicą, część konserwatywnych czarodziei z upodobaniem nosiła szaty a szaty przecież do złudzenia przypominały niezbyt kształtne sukienki), ale z powodu jego pytania.
- Specjalne drinki? – zapytała powoli, nieświadomie pewnie dając się złapać na przynętę. – Może być jakiś specjalny drink. Podaj mi taki, który sama lubisz najbardziej – zadecydowała. Młodziutka czarownica wyszła wreszcie z prostego założenia, że jeśli miał być niedobry, najwyżej odda go kuzynowi. Może jemu bardziej podpasuje niż jej. Zaczekała aż kelnerka się oddali, przekrzywiła głowę na bok i uśmiechnęła się do Isaaca. – No dobra. Zaintrygowałeś mnie. Czemu chciałeś się ze mną spotkać? Chcesz, żeby ktoś cię wyoutował przed rodziną i w redakcji i szukasz do tego odpowiedniej osoby? Czy też postanowiłeś założyć podobny klub na horyzontalnej? – nazwę ulicy, choć brzmiała całkiem niegroźnie, wymówiła trochę ciszej.
Wpatrywała się w Isaaca ze szczerym zaciekawieniem, czekając na to, co jej odpowie.