12.09.2024, 14:44 ✶
Zawsze przygotowywał się na najgorsze. Wiedział, że Brenna i Longbottomowie byli o sto osiemdziesiąt stopni inni od jego własnej rodziny, ale przyzwyczajenia i odruchy miały zostać z nim jeszcze na długo; starał się być wsparciem i promykiem nadziei dla innych, kiedy w głowie zostawiając mroczne scenariusze, lęki i plany na to, jak sobie z nimi poradzić jeżeli nadejdą. Sam fakt, że musiał wykorzystać jeden z nich, że nie poddał się panice w momencie ucieczki z miejsca śmierci Fineasa i Christie, było dla niego zarówno koszmarem jak i sukcesem. Oznaczało, że potrafi radzić sobie w trudnych sytuacjach, ale jednocześnie sprawiało, że brał pod uwagę więcej ze swoich narastających lęków i nieprzyjemnych scenariuszy, że trudniej było mu nad nimi panować, nie pozwalać brać nad sobą pewnej kontroli.
- Co się tak właściwie stało? Wyglądasz … - chyba chciał powiedzieć 'okropnie’, ale cichy głosik w głowie podpowiedział mu, że to może być niewłaściwe określenie do podzielenia się z pacjentem, który chce jak najszybciej wrócić do zdrowia i jest już po wizycie w szpitalu - nie za dobrze - odparł w końcu. Zmierzył wzrokiem bark Brenny, który był owinięty opatrunkiem i dopiero wtedy podszedł do jej łóżka. Z początku chciał po prostu usiąść na podłodze, ale to mogłoby być trochę krępujące, więc po krótkim zawahaniu przysunął sobie krzesło.
- Mówiłem Ci, że chciałem dołączyć? Właściwie to chciałem być Aurorem, prestiżowa praca, nie? Ale rodzice naciskali na Amnezjatora. Miałem wystarczająco problemów i kłótni z nimi, zgodziłem się dla świętego spokoju. Teraz myśle, że idiotyczne to było, ale może przynajmniej przydadzą się moje umiejętności w tej … - zerknął raz jeszcze na list, który wciąż trzymał w ręce jakby potrzebował ściągi, bo zapomniał, co chciał powiedzieć. Tak naprawdę nie był pewien jak ma określać to, co chciał powiedzieć, więc potrzebował chwilę pomyśleć - walce. Wojnie. Trudno mi powiedzieć, co to właściwie ma być. Ale wymazywanie pamięci zawsze może się przydać, to trzeba mojemu ojcu przyznać - zaśmiał się gorzko.
Widać było, że emocje z poprzednich miesięcy powoli znajdywały ujście albo miejsce w głowie Charlesa. Wciąż czuł się nieswojo, ale początkowo odczuwani nienawiść przeszła wpierw w złość, potem w zirytowanie, aby urodzić napędzaną melancholią stagnację statusu quo; chciał się przydać, bał się stać w miejscu, ale to wydawało mu się zawsze najbezpieczniejsze, chociaż ostatnie wydarzenia udowodniły mu co innego, głównie dlatego popychał się do akcji. Wiedział, że to najlepsza droga, albo przynajmniej tak się przekonywał.
- Potem może być za późno. Jeże ludzie mają umierać, to chce przynajmniej się do czegoś przydać, powiedzieć, że próbowałem. - wzruszył ramionami i schował list Brenny do kieszeni spodni, siadając po turecku na krześle i trzymając rękoma długie nogi, które ledwo się tam mieściły. Rokwood wydawał się tym nieprzejęty.
- Chce też zapytać co czytasz, ale o tym możemy pogadać potem, jak będziesz miała siłę. Najpierw ważne sprawy. A, no i dzięki za szampon. Jak widzisz, działa wspaniale - uśmiechnął się, chociaż trochę blado.
- Co się tak właściwie stało? Wyglądasz … - chyba chciał powiedzieć 'okropnie’, ale cichy głosik w głowie podpowiedział mu, że to może być niewłaściwe określenie do podzielenia się z pacjentem, który chce jak najszybciej wrócić do zdrowia i jest już po wizycie w szpitalu - nie za dobrze - odparł w końcu. Zmierzył wzrokiem bark Brenny, który był owinięty opatrunkiem i dopiero wtedy podszedł do jej łóżka. Z początku chciał po prostu usiąść na podłodze, ale to mogłoby być trochę krępujące, więc po krótkim zawahaniu przysunął sobie krzesło.
- Mówiłem Ci, że chciałem dołączyć? Właściwie to chciałem być Aurorem, prestiżowa praca, nie? Ale rodzice naciskali na Amnezjatora. Miałem wystarczająco problemów i kłótni z nimi, zgodziłem się dla świętego spokoju. Teraz myśle, że idiotyczne to było, ale może przynajmniej przydadzą się moje umiejętności w tej … - zerknął raz jeszcze na list, który wciąż trzymał w ręce jakby potrzebował ściągi, bo zapomniał, co chciał powiedzieć. Tak naprawdę nie był pewien jak ma określać to, co chciał powiedzieć, więc potrzebował chwilę pomyśleć - walce. Wojnie. Trudno mi powiedzieć, co to właściwie ma być. Ale wymazywanie pamięci zawsze może się przydać, to trzeba mojemu ojcu przyznać - zaśmiał się gorzko.
Widać było, że emocje z poprzednich miesięcy powoli znajdywały ujście albo miejsce w głowie Charlesa. Wciąż czuł się nieswojo, ale początkowo odczuwani nienawiść przeszła wpierw w złość, potem w zirytowanie, aby urodzić napędzaną melancholią stagnację statusu quo; chciał się przydać, bał się stać w miejscu, ale to wydawało mu się zawsze najbezpieczniejsze, chociaż ostatnie wydarzenia udowodniły mu co innego, głównie dlatego popychał się do akcji. Wiedział, że to najlepsza droga, albo przynajmniej tak się przekonywał.
- Potem może być za późno. Jeże ludzie mają umierać, to chce przynajmniej się do czegoś przydać, powiedzieć, że próbowałem. - wzruszył ramionami i schował list Brenny do kieszeni spodni, siadając po turecku na krześle i trzymając rękoma długie nogi, które ledwo się tam mieściły. Rokwood wydawał się tym nieprzejęty.
- Chce też zapytać co czytasz, ale o tym możemy pogadać potem, jak będziesz miała siłę. Najpierw ważne sprawy. A, no i dzięki za szampon. Jak widzisz, działa wspaniale - uśmiechnął się, chociaż trochę blado.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you