— Nie wyglądam, ale też kiedyś byłem młody i pamiętam to przyciąganie do tego, co odbiega od normy. Ja zastanawiałem się nad deformacjami ego w procesach alchemicznych i istnieniu Czarnego Słońca w filozofiach różnych narodów, w oparciu o analizę psyche Junga, gdzieś chyba mam jeszcze artykuł, który na ten temat napisałem — przyznał się. W młodych, którzy mieli wszystko na wyciągnięcie ręki, często budziło się pragnienie jakichś głębszych emocji, uciekając się niejednokrotnie do turpizmów, tragizmu, symboliki związanej ze śmiertelnością.
— Szczęśliwa żona, szczęśliwe życie, a tak się składa, że wziąłem ślub z pracą, więc nie narzekam, chociaż doba ma nieco za mało godzin — zabawne zdanie, gdy mogło się tylko pracować, nie miało się, przynajmniej oficjalnie, żadnych innych obowiązków. Przestrzenie sprzątała skrzatka Malwa, gotowała jedzenie, przygotowała posiłki do pracy, prała ubrania, odbierała je od krawca, prasowała i krochmaliła, pastowała buty; nie miał też dzieci, nie musiał z nikim spędzać czasu z obowiązku. Miał bardzo dużo czasu, który mógł wykorzystać, jak tylko chciał. I jeszcze więcej, dzięki czasozmieniaczowi, tajemnicy, która zawsze wystawała lekko nad kołnierzyk, jako złoty łańcuszek.
Wyrwany z zamyślenia, zamrugał. To nie tak, że nie miał serca. Jak każdy Longbottom, wspomagał niedomagających finansowo, wpłacał na cele dobroczynne spore sumy, fundując potrzebującym dzieciom wyprawki szkolne, znając potrzebę edukacji pośród niższego stanu. Żebracy jednak budzili w nim niechęć, czyniąc zawód ze swojej biedy i niejako akceptując, że żyją z łaski innych. Przyjął jednak dość otwartą pozę, chcąc aby mężczyzna odczepił się od nich i pozwolił rozmawiać o mózgach w słoikach.
— Żaden z nas. — Morpheus uśmiechnął się do żebraka w ten Longbottomowy sposób, który mógł wydawać się szczery wszystkim, którzy nie mieli okazji zobaczyć go w wielu kopiach na różnych twarzach. Rodolphus prawdopodobnie widział przynajmniej dwie wersje, młodszą, na ślicznej twarzy Brenny i starszą, na specyficznie przystojnyn licu Morpheusa. Może jeszcze też na twarzy słonecznego dziedzica tytułów godrykowych i miecza, zaklętego i wykutego przez gobliny, gloryfikowanej wykałaczki. To był ten specyficzny rodzaj układania twarzy, który w swojej całkowitej nieszczerości emanował ciepłem przyjacielskości.
Wrócił do twarzy Rodolphusa, trójkątnych, ostrych proporcji pomiędzy kośćmi policzkowymi i podbródkiem. To była jedna z tych twarzy, których nie potrafił wyobrazić sobie z zarostem, nawet jeżeli ciemny kolor włosów sugerował łatwy wzrost. Kontynuował ich rozmowę, jakby nie wisiał za ich plecami dowód nieudolności systemu. Nierówność jest jak cień, zawsze obecna, nawet w najbardziej oświeconych miejscach.
— Dzienniki są wyjątkowo dobrze zachowane, jak na coś, co zostało wywiezione z Anglii dwadzieścia lat temu ukradkiem w wątpliwych warunkach. Zobaczysz sam.