12.09.2024, 18:50 ✶
- Jeśli wolisz ten scenariusz - to był jeszcze ten moment, kiedy nie chciał się kłócić.
Jeżeli czuła się lepiej z tym, co mówiła, był to w stanie zaakceptować. Szczególnie, że i tak nie mieli się przekonać, co by się stało. Nie mogli cofnąć się w czasie. To były tylko mało realistyczne spekulacje, które wzięły w łeb mniej więcej wtedy, kiedy oboje podjęli swoją część decyzji.
Musieli z tym żyć, ale najwidoczniej w kompletnej ciszy, nie wymieniając się spostrzeżeniami, bo to groziło dosyć rozognioną kłótnią.
- Może o to chodzi? - Zasugerował bez wahania, całkiem przygotowany na te konsekwencje, jakie sugerowała, że poniesie.
Może chciał ją sprowokować i rozjuszyć tak jak ona chciała jego? Może chciał ją zniechęcić do wszelkich kolejnych kontaktów, żeby wyszła teraz ze szklarni i nigdy nie wróciła bez potrzeby? Umawiali się na pakt milczenia a nie na zostanie najlepszymi kompanami. Owszem. Był czas, że zaczynał ją lubić, ale to było zanim zaczęło ich łączyć coś poza sympatią.
- Nie rzucaj mi wyzwania - ostrzegł dwojako. To mogło brzmieć zarówno poważnie, jak i jako czarny humor. Nie wyjaśniał jej swoich pobudek. - Mogę stać się najbardziej odpychającym człowiekiem, jakiego znasz. Nic o mnie nie wiesz, ja o tobie też - stwierdził. - Średnie podstawy do budowania przyjaźni.
Oczywiście, nie chciał być dla niej kimś takim. To, co zapowiadał było jedynie zlepkiem gróźb bez pokrycia. Jeszcze niecały miesiąc temu powiedziałby, że chciał ją bliżej poznać. Wydawała mu się fascynująca, nieobliczalna, pozytywnie nieprzewidywalna. Ich dwa wcześniejsze spotkania przed pamiętnym wieczorem były dostatecznie ciekawe, aby myślał o kolejnych.
Tak było, dopóki się nie pokomplikowało. Teraz przelotnie pomyślał o tym, co by mogło być, gdyby do tego nie doszło, ale to były stracone szanse. Nie chciał przyjaźni budowanej na tym samym gruncie, w którym pochowali trupa. To nie miało zadatków na piękną przyjaźń, skoro u podstaw było skażone i obrzydliwe. Przynajmniej tak o tym myślał w tej chwili. Nie był przekonany, że mogliby wytrzymać ze sobą na dłuższą metę. Nie chciał tego sprawdzać.
- To tylko tymczasowe rozwiązanie - spróbował do niej dotrzeć.
Chciał pokazać jej inny punkt widzenia. To, że nie chodziło o klatkę zamkniętą na cztery spusty a jedynie o coś, co niektórzy wykorzystywali dla dobra zwierząt. Ten specyficzny rodzaj osiatkowanej budy, której nazwy nie pamiętał. Przypominała klatkę, ale nią nie była. Nie służyła do stałego uwięzienia. W przeciwieństwie do celi w Azkabanie.
- Zawsze możesz uciec, jeśli uważasz to za łatwiejsze - zaciągnął się dymem, zgasił niedopałek i niemal natychmiast zapalił nowy. - Wyjedź gdzieś, znajdź zlecenie poza granicami kraju. Nic cię tu nie trzyma, sama o tym mówiłaś - przypomniał jej słowa, które padły nie tak dawno temu a jednocześnie jakby w innym życiu.
Wszystko między nimi dało się podzielić na dwie cieniutkie książki. To, co było wcześniej i to, co było teraz. Mimo tego, co mówiła Geraldine, byłby znacznie mniej niespokojny, gdyby nie dopisywali trzeciej części. To, co miało się wydarzyć w przyszłości mogło nie mieć miejsca, gdyby tylko postanowiła go posłuchać i wyjechać jak najdalej. Na innych kontynentach na pewno mieli fascynujące zlecenia i ciekawe bestie. Mogła zacząć tam lepsze życie.
- Więc nie rób tego - wzruszył ramionami, przyglądając się Geraldine z powagą. - Wyjedź. Na ile chcesz. Gdzie chcesz. Daję ci gotowe rozwiązanie - stwierdził. To było tak banalne.
Wyobrażał sobie, że skoro tak bardzo pragnęła wolności to była w stanie rozważyć danie dyla zagranicę. Tym bardziej, że miała takie możliwości. Pieniądze, kontakty, wsparcie. Nie spodziewał się tego, co jeszcze miała w zanadrzu aż nagle zaoferowała to drobne przedstawienie. Nie wiedział czy powinien zaklaskać.
Ostatecznie tak zrobił.
- Wyobrażasz sobie wilka czy niedźwiedzia w centrum miasta? - spytał z malutkim cieniem rozbawienia. - Z tych wszystkich zwierząt bardziej fascynujący byłby tylko nietoperz. Bardziej pasowałby do wampiryzmu - zawyrokował.
Przez ten cały czas śledził jej kroki, patrząc na Geraldine w zamyśleniu. Nie wiedział, co powinien myśleć o tej historii i o tym, że najwyraźniej stał się powiernikiem pilnie strzeżonego sekretu. Nie wiedział, jak powinien reagować. Musiał to przemyśleć.
- Twój sekret jest pilnie strzeżony - zapewnił powoli z namysłem.
Jeżeli czuła się lepiej z tym, co mówiła, był to w stanie zaakceptować. Szczególnie, że i tak nie mieli się przekonać, co by się stało. Nie mogli cofnąć się w czasie. To były tylko mało realistyczne spekulacje, które wzięły w łeb mniej więcej wtedy, kiedy oboje podjęli swoją część decyzji.
Musieli z tym żyć, ale najwidoczniej w kompletnej ciszy, nie wymieniając się spostrzeżeniami, bo to groziło dosyć rozognioną kłótnią.
- Może o to chodzi? - Zasugerował bez wahania, całkiem przygotowany na te konsekwencje, jakie sugerowała, że poniesie.
Może chciał ją sprowokować i rozjuszyć tak jak ona chciała jego? Może chciał ją zniechęcić do wszelkich kolejnych kontaktów, żeby wyszła teraz ze szklarni i nigdy nie wróciła bez potrzeby? Umawiali się na pakt milczenia a nie na zostanie najlepszymi kompanami. Owszem. Był czas, że zaczynał ją lubić, ale to było zanim zaczęło ich łączyć coś poza sympatią.
- Nie rzucaj mi wyzwania - ostrzegł dwojako. To mogło brzmieć zarówno poważnie, jak i jako czarny humor. Nie wyjaśniał jej swoich pobudek. - Mogę stać się najbardziej odpychającym człowiekiem, jakiego znasz. Nic o mnie nie wiesz, ja o tobie też - stwierdził. - Średnie podstawy do budowania przyjaźni.
Oczywiście, nie chciał być dla niej kimś takim. To, co zapowiadał było jedynie zlepkiem gróźb bez pokrycia. Jeszcze niecały miesiąc temu powiedziałby, że chciał ją bliżej poznać. Wydawała mu się fascynująca, nieobliczalna, pozytywnie nieprzewidywalna. Ich dwa wcześniejsze spotkania przed pamiętnym wieczorem były dostatecznie ciekawe, aby myślał o kolejnych.
Tak było, dopóki się nie pokomplikowało. Teraz przelotnie pomyślał o tym, co by mogło być, gdyby do tego nie doszło, ale to były stracone szanse. Nie chciał przyjaźni budowanej na tym samym gruncie, w którym pochowali trupa. To nie miało zadatków na piękną przyjaźń, skoro u podstaw było skażone i obrzydliwe. Przynajmniej tak o tym myślał w tej chwili. Nie był przekonany, że mogliby wytrzymać ze sobą na dłuższą metę. Nie chciał tego sprawdzać.
- To tylko tymczasowe rozwiązanie - spróbował do niej dotrzeć.
Chciał pokazać jej inny punkt widzenia. To, że nie chodziło o klatkę zamkniętą na cztery spusty a jedynie o coś, co niektórzy wykorzystywali dla dobra zwierząt. Ten specyficzny rodzaj osiatkowanej budy, której nazwy nie pamiętał. Przypominała klatkę, ale nią nie była. Nie służyła do stałego uwięzienia. W przeciwieństwie do celi w Azkabanie.
- Zawsze możesz uciec, jeśli uważasz to za łatwiejsze - zaciągnął się dymem, zgasił niedopałek i niemal natychmiast zapalił nowy. - Wyjedź gdzieś, znajdź zlecenie poza granicami kraju. Nic cię tu nie trzyma, sama o tym mówiłaś - przypomniał jej słowa, które padły nie tak dawno temu a jednocześnie jakby w innym życiu.
Wszystko między nimi dało się podzielić na dwie cieniutkie książki. To, co było wcześniej i to, co było teraz. Mimo tego, co mówiła Geraldine, byłby znacznie mniej niespokojny, gdyby nie dopisywali trzeciej części. To, co miało się wydarzyć w przyszłości mogło nie mieć miejsca, gdyby tylko postanowiła go posłuchać i wyjechać jak najdalej. Na innych kontynentach na pewno mieli fascynujące zlecenia i ciekawe bestie. Mogła zacząć tam lepsze życie.
- Więc nie rób tego - wzruszył ramionami, przyglądając się Geraldine z powagą. - Wyjedź. Na ile chcesz. Gdzie chcesz. Daję ci gotowe rozwiązanie - stwierdził. To było tak banalne.
Wyobrażał sobie, że skoro tak bardzo pragnęła wolności to była w stanie rozważyć danie dyla zagranicę. Tym bardziej, że miała takie możliwości. Pieniądze, kontakty, wsparcie. Nie spodziewał się tego, co jeszcze miała w zanadrzu aż nagle zaoferowała to drobne przedstawienie. Nie wiedział czy powinien zaklaskać.
Ostatecznie tak zrobił.
- Wyobrażasz sobie wilka czy niedźwiedzia w centrum miasta? - spytał z malutkim cieniem rozbawienia. - Z tych wszystkich zwierząt bardziej fascynujący byłby tylko nietoperz. Bardziej pasowałby do wampiryzmu - zawyrokował.
Przez ten cały czas śledził jej kroki, patrząc na Geraldine w zamyśleniu. Nie wiedział, co powinien myśleć o tej historii i o tym, że najwyraźniej stał się powiernikiem pilnie strzeżonego sekretu. Nie wiedział, jak powinien reagować. Musiał to przemyśleć.
- Twój sekret jest pilnie strzeżony - zapewnił powoli z namysłem.