12.09.2024, 20:26 ✶
Jak mógł nie odczuwać nadmiernych emocji, kiedy jego ojciec miał właśnie poznać Monę?! A co jeśli jej nie polubi? Nie. Dedalus miał rację. Icarus musiał się opanować. Dlatego pokiwał posłusznie głową i policzył do dziesięciu. Uno. Duo. Tres... – jego emocje powoli się uspokajały. A może po prostu odzyskiwał panowanie nad swoim zachowaniem? To było dziś mu potrzebne, wręcz niezbędne. Miał być dżentelmenem, a nie rozgadanym, mało rozgarniętym chłopcem, którego Mona spotykała na co dzień w Hogwarcie. Więcej: musiał być mężczyzną.
– Przepraszam, ojcze. Jestem gotowy – powiedział ze spokojem i poszedł otworzyć drzwi Monie.
Kiedy ją zobaczył, wstrzymał na chwilę oddech. Była tak piękna, że miał ochotę przytulić ją i unieść w ramionach, obsypać ją pocałunkami i podarować jej cały świat. Nie mógł tego jednak zrobić. Jedynym śladem jego intencji był uśmiech, który jej posłał, a ona go odwzajemniała. Była między nimi ta nić porozumienia, której być może ojciec Icarusa w ogóle nie zauważał. Cóż, ona nie należała do niego.
– Wręcz przeciwnie. Jesteś idealnie na czas – odparł, zapraszając dziewczynę do środka. – I na pewno upłynie w miłej atmosferze. Jest ona gdziekolwiek ty jesteś.
Może jego ojciec był obok, ale Icarus nie mógł się powstrzymać od prawienia Monie komplementów. Przychodziły naturalnie, może dlatego, że dla niego były najzwyczajniej prawdą.
W przedpokoju pokazał Monie wieszak na płaszcze i popiersie pierwszego rzymskiego cesarza.
– Przedstawiam ci Oktawiana. Oktawianie, to Mona – zwrócił się żartobliwie do pomnika. Był to jeden z jego ulubionych artefaktów w domu.
– Przepraszam, ojcze. Jestem gotowy – powiedział ze spokojem i poszedł otworzyć drzwi Monie.
Kiedy ją zobaczył, wstrzymał na chwilę oddech. Była tak piękna, że miał ochotę przytulić ją i unieść w ramionach, obsypać ją pocałunkami i podarować jej cały świat. Nie mógł tego jednak zrobić. Jedynym śladem jego intencji był uśmiech, który jej posłał, a ona go odwzajemniała. Była między nimi ta nić porozumienia, której być może ojciec Icarusa w ogóle nie zauważał. Cóż, ona nie należała do niego.
– Wręcz przeciwnie. Jesteś idealnie na czas – odparł, zapraszając dziewczynę do środka. – I na pewno upłynie w miłej atmosferze. Jest ona gdziekolwiek ty jesteś.
Może jego ojciec był obok, ale Icarus nie mógł się powstrzymać od prawienia Monie komplementów. Przychodziły naturalnie, może dlatego, że dla niego były najzwyczajniej prawdą.
W przedpokoju pokazał Monie wieszak na płaszcze i popiersie pierwszego rzymskiego cesarza.
– Przedstawiam ci Oktawiana. Oktawianie, to Mona – zwrócił się żartobliwie do pomnika. Był to jeden z jego ulubionych artefaktów w domu.