12.09.2024, 20:26 ✶
– I chyba kilka razy przy tym dostałeś w głowę – odpowiedział Atreusowi, bardziej chyba z samej przekory i chęci głupiego wyzłośliwienia się, niż czegokolwiek więcej, bo wbrew pozorom naprawdę lubił kuzyna i czasem traktował go jako kolejne rodzeństwo, to które nie było, ani za młode, aby mu dokuczać, ani na to za smutne, co niestety trochę tyczyło się jego własnych brata i siostry. No bo jak miał próbować wmówić kiedyś Icarusowi, że wygrano go w karty, lub ojciec odnalazł go na jakiś wykopaliskach, gdy kwestia pochodzenia młodszego Prewetta przyczyniła się do wielu awantur? Przy Electrze z kolei zdążył wyrosnąć z takich pomysłów, zanim nauczyła się mówić. Jedyne co to czasem traktował jej nogi zaklęciem lewitującym, tak by zwisała głową w dół, gdy przeszkadzała mu w nauce. Atreusowi jednak tak łatwo nie odpuszczał. – A co? Obawiasz się, że jeszcze ktoś usłyszy i się do ciebie przyzna? – spytał z udawaną troską w głosie. – Nie przejmuj się, obecnie nie mamy tutaj żadnych cyrkowców, więc prawdopodobieństwo, że spotkasz swoich prawdziwych rodziców jest niewielkie. Ale jak coś to i tak cię kochamy i nie damy cię im zabrać bez gry w pokera.
Kiedyś nawet kusiło go aby podrobić list, mówiący, że Atreus pochodzi z rodziny clownów, ale za bardzo bał się, że wtedy wszystko by się wydało, a Florence by go zabiła.
W odpowiedzi na delikatne uniesienie brwi, sam uniósł delikatnie brwi.
– Tak, jestem tego pewny. Daj spokój, wiem że zdarzają się nieudacznicy na różnych ważnych pozycjach, ale nie ryzykowano by tak, wystawiając go jako kandydata, gdyby miał aż tak problematyczną przeszłość. Tak robiliby tylko z pewnymi kandydatami czystej krwi. – Bo przecież raczej prawdopodobniejsze było, że Ministrem Magii zostałby wariat o dobrym pochodzeniu, głoszący szkodliwe poglądy, niż ktoś, kto miał mugolów za rodziców, a na dodatek był kontrowersyjny. Zamyślił się na chwilę I spojrzał na Atreusa, ostrożnie rozważając jego dalsze słowa. Tak, jego pierwsza myśl również była podobna. Że ktoś niewychowany w tym społeczeństwie od początku, nigdy go nie zrozumie ich w pełni z tym, że im dłużej o tym myślał ostatnimi czasy... Pokręcił głową. – Wszedł do tego społeczeństwa, gdy miał jedenaście lat. Jako dziecko. Wychował się w nim, między czarodziejami, a do domu wracał na dwa miesiące, uczył się tak, jak ty czy ja, jak być czarodziejem, i przez te wszystkie lata pracował i skupił się na życiu w tym społeczeństwie, siedząc jeszcze w polityce. Musiał pewnie nawet szybciej je zrozumieć od nas. Jedyna różnica jest taka, że babcia nie czytała mu na dobranoc Baśni Barda Beedla, a i tak pewnie szybko dowiedział się o nich od kolegów że szkoły. Kłóciłbym się, że lepiej rozumie ten świat, niż jakiś urodzony w nim znudzony życiem bogacz, który po Hogwarcie postanowił żyć na wsi i ignorować politykę.
Możliwe, że właśnie w tym samym społeczeństwie nadchodziła zmiana, na którą Basilius sam nie był pewny, czy był gotowy. Bo co jeśli doszłoby do jakiś zamieszek? Eskalacji napięć? Nie, to akurat nie mogłoby być dobre, ale dalej uważał, że ich obecny Minister Magii nie był na razie, ani lepszy, ani gorszy od swoich poprzedników. Czas to pokaże, jak i decyzje, które podejmie, a nie głupie plotki.
Nobby Leach musiał jednak chwilę poczekać, bo jednak stan ręki Atreusa, był w oczach Basiliusa, nieco ważniejszy, niż dobre imię polityka. Prewett jeszcze przez chwilę upewniał się, że z palcami jest wszystko w porządku, kończyna kuzyna działa, a on nie ma jeszcze jakiś nieporządanych efektów ubocznych i wreszcie skinął z zadowoleniem głową.
– Nie powiem jej – zapewnił drugiego czarodzieja z uśmiechem. – A teraz zmykaj stąd szybko, zanim cię tutaj zobaczy i zacznie zadawać pytania. I oszczędzaj dzisiaj rękę.
A na drogę rzucił mu jeszcze kolejnego lizaka. Na całe szczęście tym razem bez żadnego efektu specjalnego.
Kiedyś nawet kusiło go aby podrobić list, mówiący, że Atreus pochodzi z rodziny clownów, ale za bardzo bał się, że wtedy wszystko by się wydało, a Florence by go zabiła.
W odpowiedzi na delikatne uniesienie brwi, sam uniósł delikatnie brwi.
– Tak, jestem tego pewny. Daj spokój, wiem że zdarzają się nieudacznicy na różnych ważnych pozycjach, ale nie ryzykowano by tak, wystawiając go jako kandydata, gdyby miał aż tak problematyczną przeszłość. Tak robiliby tylko z pewnymi kandydatami czystej krwi. – Bo przecież raczej prawdopodobniejsze było, że Ministrem Magii zostałby wariat o dobrym pochodzeniu, głoszący szkodliwe poglądy, niż ktoś, kto miał mugolów za rodziców, a na dodatek był kontrowersyjny. Zamyślił się na chwilę I spojrzał na Atreusa, ostrożnie rozważając jego dalsze słowa. Tak, jego pierwsza myśl również była podobna. Że ktoś niewychowany w tym społeczeństwie od początku, nigdy go nie zrozumie ich w pełni z tym, że im dłużej o tym myślał ostatnimi czasy... Pokręcił głową. – Wszedł do tego społeczeństwa, gdy miał jedenaście lat. Jako dziecko. Wychował się w nim, między czarodziejami, a do domu wracał na dwa miesiące, uczył się tak, jak ty czy ja, jak być czarodziejem, i przez te wszystkie lata pracował i skupił się na życiu w tym społeczeństwie, siedząc jeszcze w polityce. Musiał pewnie nawet szybciej je zrozumieć od nas. Jedyna różnica jest taka, że babcia nie czytała mu na dobranoc Baśni Barda Beedla, a i tak pewnie szybko dowiedział się o nich od kolegów że szkoły. Kłóciłbym się, że lepiej rozumie ten świat, niż jakiś urodzony w nim znudzony życiem bogacz, który po Hogwarcie postanowił żyć na wsi i ignorować politykę.
Możliwe, że właśnie w tym samym społeczeństwie nadchodziła zmiana, na którą Basilius sam nie był pewny, czy był gotowy. Bo co jeśli doszłoby do jakiś zamieszek? Eskalacji napięć? Nie, to akurat nie mogłoby być dobre, ale dalej uważał, że ich obecny Minister Magii nie był na razie, ani lepszy, ani gorszy od swoich poprzedników. Czas to pokaże, jak i decyzje, które podejmie, a nie głupie plotki.
Nobby Leach musiał jednak chwilę poczekać, bo jednak stan ręki Atreusa, był w oczach Basiliusa, nieco ważniejszy, niż dobre imię polityka. Prewett jeszcze przez chwilę upewniał się, że z palcami jest wszystko w porządku, kończyna kuzyna działa, a on nie ma jeszcze jakiś nieporządanych efektów ubocznych i wreszcie skinął z zadowoleniem głową.
– Nie powiem jej – zapewnił drugiego czarodzieja z uśmiechem. – A teraz zmykaj stąd szybko, zanim cię tutaj zobaczy i zacznie zadawać pytania. I oszczędzaj dzisiaj rękę.
A na drogę rzucił mu jeszcze kolejnego lizaka. Na całe szczęście tym razem bez żadnego efektu specjalnego.
Koniec sesji