Nie tylko czarodzieje stawali się duchami, ale też byli dla swojej społeczności widzialni. Mugole nie mieli tego daru, aby widzieć duchy. Lecz jakąś wiarę w ich istnienie posiadali.
Laurence zareagował na odgłos i reakcję Camille, która wyglądała na nieco zaskoczoną zacnym widokiem. Rozpoznała duszę tej istoty? Słysząc wypowiedziane kolejne słowa, wypowiadane imię mężczyzny, znała go. Czyżby to był ten projektant? Właściciel tego miejsca? Jeżeli tak, dlaczego nikt tej lokacji nie pilnował?
- Zdaje mi się, że go znasz.Rzucił niepewnie, lecz jej reakcja i działanie wskazywało na twierdzącą odpowiedź. W przeciwieństwie do niej, Lestrange nie opuszczał różdżki. Wolał zachować ostrożność, nawet przed duchem.
Duch Anthony’ego się jąkał. Nie potrafił wysłowić w swoich słowach. Przebierał rękoma. Wyglądał na zdenerwowanego. Dlaczego? Co próbował powiedzieć?
- Ja…. Ja….Duch nie wiedział jak się wysłowić. Nerwowo spoglądał w kierunku niedokończonej sukni dla Panny Delacour. Była bliska ukończenia. Ale nie zdążył.
- Pani Camille…
Zwrócił się do niej imieniem.
- Pani wybaczy... Nie skończyłem Pani sukni na czas.
Drżącą dłonią, wskazał na suknię, która tkwiła w maszynie do szycia.
- Nie.... Nie mogę jej skończyć...
Dodał po chwili. Czyżby faktycznie nie wiedział, że nie umarł? Wrócił tutaj z zamiarem wykonania zadania, którego nie mógł ukończyć? Sprawa, która go tutaj trzymała, aby wywiązać się dla swoich klientów?
Laurence opuścił powoli różdżkę. Nie powiedział nic. Próbował zrozumieć, dlaczego nie było tutaj żadnego innego pracownika, któremu ów duch mógłby się ukazać i pomogli by ukończyć projekty.
Dla pewności, podszedł ponownie do drzwi, aby sprawdzić, czy tym razem może je otworzyć. Czy wciąż są tutaj uwięzieni.