13.09.2024, 16:43 ✶
Magiczne Różności
Olivia uniosła brwi, nie będąc pewną, czy Lorraine żartuje czy też nie. W zasadzie to nie znała jej za dobrze, ale nigdy (prawie nigdy) nie zakładała, że druga osoba ma złe intencje czy jest zła z natury, więc to na pewno musiał być żart. Uśmiechnęła się więc szeroko i nawet zachichotała, bo przecież skoro to był żart, to był naprawdę dobry.
- To jest myśl, tak w zasadzie. Będę skalpować każdą osobę w nocy, we śnie, a potem będę im wciskać eliksiry na porost włosów. Będziemy bogaci - pociągnęła ten przedni dowcip, kręcąc jednocześnie głową. Olivia nie byłaby w stanie skrzywdzić nikogo tak po prostu: nie była kryształowoczysta, to akurat był fakt, ale zwykle krzywdziła innych, gdy czuła się zagrożona lub też ktoś zagrażał jej bliskim. W zasadzie to często wybierała przemoc, chociaż głównie werbalną. Ach, biedny Tristan... Mimowolnie rudowłosa zerknęła w jego kierunku czule, z niedającą się ukrywać miłością w oczach. - Nie martw się, kochanie, zostawimy to w spokoju. Bez sensu to rozdmuchiwać.
Dostrzegła to kręcenie głową w ramach protestu. Tristan i tak za dużo przeszedł tego dnia. Po niej spłynie to jak po kaczce, na niej rany goiły się jak na psie, ale on... Ona wiedziała, jaki był wrażliwy i jak to zamieszanie mogło na niego wpłynąć. Dlatego chciała mu jakoś pomóc - a może w domu dotrze do niej, że po części była za to odpowiedzialna.
- Powinny jeszcze zostać jakieś - powiedziała, nachylając się nad fiolkami. Część się uszkodziła, część była pęknięta, lecz dość sporo towaru spadło na miękką ziemię i trawę, co uchroniło je przed stłuczeniem. Wiggenowe poszły w pizdu za przeproszeniem, ale dwie buteleczki nasennego miały się dość dobrze. Olivia podniosła je ostrożnie i obejrzała pod światło, by upewnić się, że na pewno wszystko było z nimi ok. - Tak, dwie ostatnie. Tamta jest popękana i pewnie przecieka. Co mogę poradzić, Lorraine, sama cierpię na tą paskudną przypadłość i mogę obiecać, że eksperymentowałam długo, by stworzyć takie, które sprawią że będziemy mogły zasnąć od razu i nie budzić się w nocy z krzykiem. Ja mam akurat problem z samym zasypianiem, wiesz? Potrafię przewracać się z boku na bok aż do świtu, jak zapomnę zażyć eliksir.
Podała blondynce dwie buteleczki. Już niestety bez torby i dodatków, bo... Cóż, te zostały poniszczone wśród tego całego zamieszania. Mrugnęła do Lorraine wesoło.
- Mam też mocniejsze, jakby coś cię trapiło wyjątkowo mocno i nie chciało odejść, ale to tak wiesz. Między nami - dodała jeszcze konspiracyjnym szeptem.