13.09.2024, 20:11 ✶
Los bywał przewrotny a Ambroise, choć powinien przygotować się na taką okoliczność, w żadnym razie nie spodziewał się wpaść na Geraldine. Całkiem zapomniał o tym, co mówiła mu o swoim miejscu zamieszkania. Ponadto, kiedy ostatnio o niej myślał, dowiedział się, że wyjechała zagranicę. Na swój sposób mu wtedy ulżyło, że uciekła. Może dla samej siebie i nie przez to, że go posłuchała, ale uważał, że to była dobra decyzja.
Tymczasem stała tu przed nim z grzanym bezalkoholowym napojem winnym na butach. Rozgoryczona i niezadowolona z ich interakcji. Nawet nie raczyła mu spojrzeć w oczy. To zabolało, nawet jeśli tego nie pokazał. Musiał odwrócić wzrok od tych plam, oddychając głęboko, kiedy kazała mu się w nie nie wtrącać.
Jedna a potem druga jego brew uniosła się znacznie wyżej niż powinna, ale powstrzymał wszystkie niestosowne komentarze, jakie cisnęły mu się na usta. Nie był tu sam. Reprezentował Evelyn i te cholerne smoki, a więc działał bardziej marketingowo niż zazwyczaj. Musiał utrzymać klasę, tym bardziej, że już wymsknęło mu się jedno czy dwa przekleństwa. Prócz tego, jeśli przez jakiś czas była między nimi jakakolwiek sympatia, to pół roku wcześniej wyparowała, jakby nigdy nie istniała. Jakiekolwiek przesłanki, że mogliby się polubić były tylko mętnym wspomnieniem.
- W porządku - zmierzył ją spojrzeniem i wzruszył ramionami, chowając różdżkę na miejsce. - Jeszcze raz proszę mi wybaczyć, panienko Yaxley. To nie było celowe. Udanej zabawy- zapewnił uprzejmie, po czym kiwnął głową na pożegnanie.
Nie wiedzieć dokładnie czemu, po prostu wolał wrócić do mówienia jej na Panno. Choć łączyła ich wspólna historia i nie jeden, lecz dwa brudne sekrety, jakiś czas temu zdecydowali się nie kontynuować znajomości. On sam wyszedł z inicjatywą ku temu. Doskonale to pamiętał, nawet jeśli przemawiało przez niego wtedy rozgoryczenie i zbyt dużo bimbru. Czasami żałował swojej decyzji, ale potem wyjaśniał sobie, że tak jest lepiej. Szczególnie, że każde z ich spotkań od chwili tamtego sporu w szklarni coraz bardziej oddalało ich na skali znajomości.
Powiedział jej, że się nie znali, ale nie sądził, że mogą nie znać się jeszcze bardziej. Być dla siebie tak chłodni i oziębli. Nie do końca wrodzy, ale kulturalnie nieprzychylni. Pozerstwo czy nie, odnosił wrażenie, że Geraldine bardzo poważnie potraktowała tamten fragment o zaprzestaniu troszczenia się o siebie nawzajem.
Tak było lepiej. Powtórzył to sobie jeszcze dwukrotnie, kiedy obracał się na pięcie, żeby odejść z miejsca tego niezbyt przyjemnego wypadku. Szybkim krokiem skierował się do straganu, mijając po drodze dobrze bawiących się ludzi. Zrobił wszystko, co mógł. Nie chciała jego pomocy, więc nie próbował wciskać się tam, gdzie nie był mile widziany. Miał nadzieję, że nie popsuł jej butów. Choć to pewnie i tak nie byłoby w stanie pogorszyć sytuacji między nimi.
Tymczasem stała tu przed nim z grzanym bezalkoholowym napojem winnym na butach. Rozgoryczona i niezadowolona z ich interakcji. Nawet nie raczyła mu spojrzeć w oczy. To zabolało, nawet jeśli tego nie pokazał. Musiał odwrócić wzrok od tych plam, oddychając głęboko, kiedy kazała mu się w nie nie wtrącać.
Jedna a potem druga jego brew uniosła się znacznie wyżej niż powinna, ale powstrzymał wszystkie niestosowne komentarze, jakie cisnęły mu się na usta. Nie był tu sam. Reprezentował Evelyn i te cholerne smoki, a więc działał bardziej marketingowo niż zazwyczaj. Musiał utrzymać klasę, tym bardziej, że już wymsknęło mu się jedno czy dwa przekleństwa. Prócz tego, jeśli przez jakiś czas była między nimi jakakolwiek sympatia, to pół roku wcześniej wyparowała, jakby nigdy nie istniała. Jakiekolwiek przesłanki, że mogliby się polubić były tylko mętnym wspomnieniem.
- W porządku - zmierzył ją spojrzeniem i wzruszył ramionami, chowając różdżkę na miejsce. - Jeszcze raz proszę mi wybaczyć, panienko Yaxley. To nie było celowe. Udanej zabawy- zapewnił uprzejmie, po czym kiwnął głową na pożegnanie.
Nie wiedzieć dokładnie czemu, po prostu wolał wrócić do mówienia jej na Panno. Choć łączyła ich wspólna historia i nie jeden, lecz dwa brudne sekrety, jakiś czas temu zdecydowali się nie kontynuować znajomości. On sam wyszedł z inicjatywą ku temu. Doskonale to pamiętał, nawet jeśli przemawiało przez niego wtedy rozgoryczenie i zbyt dużo bimbru. Czasami żałował swojej decyzji, ale potem wyjaśniał sobie, że tak jest lepiej. Szczególnie, że każde z ich spotkań od chwili tamtego sporu w szklarni coraz bardziej oddalało ich na skali znajomości.
Powiedział jej, że się nie znali, ale nie sądził, że mogą nie znać się jeszcze bardziej. Być dla siebie tak chłodni i oziębli. Nie do końca wrodzy, ale kulturalnie nieprzychylni. Pozerstwo czy nie, odnosił wrażenie, że Geraldine bardzo poważnie potraktowała tamten fragment o zaprzestaniu troszczenia się o siebie nawzajem.
Tak było lepiej. Powtórzył to sobie jeszcze dwukrotnie, kiedy obracał się na pięcie, żeby odejść z miejsca tego niezbyt przyjemnego wypadku. Szybkim krokiem skierował się do straganu, mijając po drodze dobrze bawiących się ludzi. Zrobił wszystko, co mógł. Nie chciała jego pomocy, więc nie próbował wciskać się tam, gdzie nie był mile widziany. Miał nadzieję, że nie popsuł jej butów. Choć to pewnie i tak nie byłoby w stanie pogorszyć sytuacji między nimi.