13.09.2024, 20:39 ✶
Przedziwna, naprawdę przedziwna dziewczyna trafiła mu się na rozmówcę. Co ciekawsze, może nie okazywał tego w jednoznaczny sposób (a wręcz brzmiał na zirytowanego ich interakcją), ale czuł się całkiem zainwestowany w ich dialog. Angażował całą swoją kreatywność, żeby nie zostawić jej słów nieskomentowanych. Im więcej starała się wymyślić, tym bardziej musiał wysilać się, żeby nadgonić za jej tokiem myślenia i tym bardziej go to bawiło.
- Ależ nigdy tak nie powiedziałem - zaprzeczył od razu, szybko i równie teatralnie kręcąc głową. - Całkowicie przeinaczasz moje słowa, Młoda Damo. Mówię tylko, że duchy Hogwartu są wyjątkowe na swój własny sposób a te tutaj są zupełnie inne. Równie istotne, zwłaszcza ta cała - zmarszczył brwi na sekundę, starając się przypomnieć te dziwne personalia kolejnego ducha - Helen Bay. Na pewno musi być specjalnym duchem, skoro potrafi rzucać silne klątwy - przytaknął, choć ani trochę nie wierzył w te banialuki.
Jasne, duchy były dosłownie wszędzie. Nawiedzały różne miejsca, więc nie wykluczał, że były też w jabłonkowych sadach. Mimo to nie wyobrażał sobie, żeby kryły się dosłownie wszędzie, gdzie chodziła ta dziewczyna. A gdyby ją o to spytał, pewnie odrzekłaby, że to właśnie stamtąd miała swoje morderczo twarde jabłka. Co nie?
Nie pytał jej o to wyłącznie dlatego, że nie chciał, żeby znowu zapętliła się w nieznacznie misogynistycznej historii. Jedna dziennie mu wystarczała. Co za dużo to niezdrowo.
- Na pewno ma ku temu swoje powody - skwitował gładko z uśmiechem wskazującym na to, że sądził, że mógłby wymienić chociażby kilka. A żaden nie byłby do końca korzystny, bo za co najmniej dwa najpewniej dostałby z jabłka.
- Skoro za nie odpowiadasz to jesteś ich właścicielką - ocenił, choć był pewien, że miała się z nim nie zgodzić.
Podczas tej krótkiej rozmowy zdążył ją na tyle poznać, że miał niemal stuprocentową pewność, że planowała kontrować wszystko, co mówił. Dokładnie tak jak on w przypadku jej wypowiedzi, więc byli mniej więcej kwita.
- Najwidoczniej nie znasz go tak dobrze jak ja - wzruszył ramionami - co nie jest dziwne, bo z nas dwojga to ja jestem Greengrassem. Na pierwszy rzut oka, dodatkowo starszym - to było trochę dziecinne, ale czy cała ich rozmowa nie była na bardzo dziecięcym poziomie?
No właśnie.
- No dobrze, wobec tego zaufam specjalistce i wcześniej znajdę sobie inny. Jeśli będę mieć szczęście, może mi doradzi - odrzekł, wcale nie zaprzeczając zarzutowi, że chciał ją zmienić w ducha.
W końcu co by było lepsze od jednego ducha, jak nie dwa duchy?
Chociaż po głębszym zastanowieniu się najprawdopodobniej powinien zrezygnować z tego pomysłu, jeśli nie chciał być przez nią nawiedzany. Całe szczęście, postanowiła odejść zanim znalazł odpowiednią gałąź. Miała farta.
A jednak złapał się na tym, że przyjął to z lekkim zawodem. W gruncie rzeczy podobała mu się ich dyskusja.
- Uważaj na ducha Aliny Ray! - Zakrzyknął za nią pełen tłumionego rozbawienia, po czym odprowadził ją wzrokiem aż do momentu, kiedy zniknęła mu z oczu.
Postał tak przez chwilę obok drzewa, po czym znalazł sobie nowy patyk i ruszył dalej na obchód. To była całkiem zabawna interakcja, choć dziewczyna mogłaby mu zarzucić kija w dupie. I to źle wyważonego, oczywiście.
- Ależ nigdy tak nie powiedziałem - zaprzeczył od razu, szybko i równie teatralnie kręcąc głową. - Całkowicie przeinaczasz moje słowa, Młoda Damo. Mówię tylko, że duchy Hogwartu są wyjątkowe na swój własny sposób a te tutaj są zupełnie inne. Równie istotne, zwłaszcza ta cała - zmarszczył brwi na sekundę, starając się przypomnieć te dziwne personalia kolejnego ducha - Helen Bay. Na pewno musi być specjalnym duchem, skoro potrafi rzucać silne klątwy - przytaknął, choć ani trochę nie wierzył w te banialuki.
Jasne, duchy były dosłownie wszędzie. Nawiedzały różne miejsca, więc nie wykluczał, że były też w jabłonkowych sadach. Mimo to nie wyobrażał sobie, żeby kryły się dosłownie wszędzie, gdzie chodziła ta dziewczyna. A gdyby ją o to spytał, pewnie odrzekłaby, że to właśnie stamtąd miała swoje morderczo twarde jabłka. Co nie?
Nie pytał jej o to wyłącznie dlatego, że nie chciał, żeby znowu zapętliła się w nieznacznie misogynistycznej historii. Jedna dziennie mu wystarczała. Co za dużo to niezdrowo.
- Na pewno ma ku temu swoje powody - skwitował gładko z uśmiechem wskazującym na to, że sądził, że mógłby wymienić chociażby kilka. A żaden nie byłby do końca korzystny, bo za co najmniej dwa najpewniej dostałby z jabłka.
- Skoro za nie odpowiadasz to jesteś ich właścicielką - ocenił, choć był pewien, że miała się z nim nie zgodzić.
Podczas tej krótkiej rozmowy zdążył ją na tyle poznać, że miał niemal stuprocentową pewność, że planowała kontrować wszystko, co mówił. Dokładnie tak jak on w przypadku jej wypowiedzi, więc byli mniej więcej kwita.
- Najwidoczniej nie znasz go tak dobrze jak ja - wzruszył ramionami - co nie jest dziwne, bo z nas dwojga to ja jestem Greengrassem. Na pierwszy rzut oka, dodatkowo starszym - to było trochę dziecinne, ale czy cała ich rozmowa nie była na bardzo dziecięcym poziomie?
No właśnie.
- No dobrze, wobec tego zaufam specjalistce i wcześniej znajdę sobie inny. Jeśli będę mieć szczęście, może mi doradzi - odrzekł, wcale nie zaprzeczając zarzutowi, że chciał ją zmienić w ducha.
W końcu co by było lepsze od jednego ducha, jak nie dwa duchy?
Chociaż po głębszym zastanowieniu się najprawdopodobniej powinien zrezygnować z tego pomysłu, jeśli nie chciał być przez nią nawiedzany. Całe szczęście, postanowiła odejść zanim znalazł odpowiednią gałąź. Miała farta.
A jednak złapał się na tym, że przyjął to z lekkim zawodem. W gruncie rzeczy podobała mu się ich dyskusja.
- Uważaj na ducha Aliny Ray! - Zakrzyknął za nią pełen tłumionego rozbawienia, po czym odprowadził ją wzrokiem aż do momentu, kiedy zniknęła mu z oczu.
Postał tak przez chwilę obok drzewa, po czym znalazł sobie nowy patyk i ruszył dalej na obchód. To była całkiem zabawna interakcja, choć dziewczyna mogłaby mu zarzucić kija w dupie. I to źle wyważonego, oczywiście.