13.09.2024, 23:28 ✶
Charlotte różniła się od osób, które znał z Departamentu Tajemnic. Wydawało mu się na samym początku, że Niewymowni byli wybierani spośród różnych kandydatów na podstawie nie tylko dokonań, ale i usposobienia. A usposobienie Kelly zdecydowanie nie pasowało do Komnaty Śmierci. Nie znał jej na tyle dobrze, by móc z całą pewnością twierdzić, że nie nadaje się na to stanowisko, lecz na pierwszy rzut oka wydawała się inna. Inna od Nicholasa, z którym spędzał tyle czasu. Przede wszystkim mówiła więcej. Miała przepiękną mimikę twarzy, z której korzystała. Uśmiechała się, przekrzywiała głowę, a jej nogi były tak długie, że gdy tylko pierwszy raz ją zobaczył, musiał odwrócić głowę i upomnieć siebie samego w myślach, że przecież powiedzenie nogi długie aż do nieba było tylko powiedzeniem, którego nie powinno się wypowiadać na głos.
Była też osobą, która związała się z mugolakiem. Wiedział o tym, bo to nie była żadna tajemnica. Nie komentował tego, bo nie czuł żadnej potrzeby wywyższania się. To znaczy inaczej: czuł, ale nie publicznie czy prywatnie. Nie miał żadnego interesu w tym, by podpadać osobie, która krąży po ich wspólnym piętrze. Omijał ją więc z różnych powodów, znanych tylko sobie, a że stronił od plotek, to po prostu Kelly rozeszła się po kościach. Aż do teraz.
- Doskonale wiesz, że to tak nie działa - odpowiedział uprzejmie, wciskając dłonie w kieszenie spodni. Nie była głupia, przecież Departament Tajemnic nie zatrudniał idiotów. Podejrzewał, że to była jakaś próba odreagowania czegoś innego, bardziej skomplikowanego. Bo to, że Charlotte była zła, można było wyczuć. Słyszał, że miała należeć do zespołu, który miał przejąć tę sprawę i pracować nad nią wspólnie. Każdy by się zirytował, gdyby nagle nic nie zostało dostarczone: ani notatki, ani próbki, ani osoba która za to odpowiadała. Dziwił się tylko, że wysłano ich aż we dwoje, by to sprawdzili. Czemu nie posłano kogoś innego?
Ach, no tak. Departament Tajemnic mieszał w głowie.
Przecież każdy wiedział, że prędzej czy później Niewymowni wariowali. Po to badał mózgi również swoich kolegów, żeby starać się zapobiegać takim przypadkom. Ale badania były w powijakach, nic nie było wiadomo. Magia i tajemnice, czas i przestrzeń - to wszystko wpływało na strukturę tego organu, powodując niewidoczne, acz na pewno istniejące zniszczenia. Niektórzy byli po prostu za słabi, by dożyć sędziwego wieku i zwariować. Niektórym zdarzało się to szybciej.
- Chyba? - zapytał, przekrzywiając głowę. Zerknął w witrynę, lecz jedyne co rzucało mu się w oczy, to odbicie Kelly, poprawiającej włosy i sprawdzającej szminkę. - Nie sprawdziłaś tego?
Była też osobą, która związała się z mugolakiem. Wiedział o tym, bo to nie była żadna tajemnica. Nie komentował tego, bo nie czuł żadnej potrzeby wywyższania się. To znaczy inaczej: czuł, ale nie publicznie czy prywatnie. Nie miał żadnego interesu w tym, by podpadać osobie, która krąży po ich wspólnym piętrze. Omijał ją więc z różnych powodów, znanych tylko sobie, a że stronił od plotek, to po prostu Kelly rozeszła się po kościach. Aż do teraz.
- Doskonale wiesz, że to tak nie działa - odpowiedział uprzejmie, wciskając dłonie w kieszenie spodni. Nie była głupia, przecież Departament Tajemnic nie zatrudniał idiotów. Podejrzewał, że to była jakaś próba odreagowania czegoś innego, bardziej skomplikowanego. Bo to, że Charlotte była zła, można było wyczuć. Słyszał, że miała należeć do zespołu, który miał przejąć tę sprawę i pracować nad nią wspólnie. Każdy by się zirytował, gdyby nagle nic nie zostało dostarczone: ani notatki, ani próbki, ani osoba która za to odpowiadała. Dziwił się tylko, że wysłano ich aż we dwoje, by to sprawdzili. Czemu nie posłano kogoś innego?
Ach, no tak. Departament Tajemnic mieszał w głowie.
Przecież każdy wiedział, że prędzej czy później Niewymowni wariowali. Po to badał mózgi również swoich kolegów, żeby starać się zapobiegać takim przypadkom. Ale badania były w powijakach, nic nie było wiadomo. Magia i tajemnice, czas i przestrzeń - to wszystko wpływało na strukturę tego organu, powodując niewidoczne, acz na pewno istniejące zniszczenia. Niektórzy byli po prostu za słabi, by dożyć sędziwego wieku i zwariować. Niektórym zdarzało się to szybciej.
- Chyba? - zapytał, przekrzywiając głowę. Zerknął w witrynę, lecz jedyne co rzucało mu się w oczy, to odbicie Kelly, poprawiającej włosy i sprawdzającej szminkę. - Nie sprawdziłaś tego?