16.01.2023, 01:30 ✶
- To spodziewaj się, że coś ode mnie dostaniesz – 26 października… to bylo jeszcze spoooro czasu. Byleby tylko nie zapomniała… Chyba, że da mu ten prezent wcześniej, bo sama nie wytrzyma tego wyczekiwania. Zanotowała to jednak w głowie. Pewnie nawet kupi go wcześniej, żeby nie robić tego na ostatnią chwilę… Ruchome zdjęcia były fantastyczną pamiątką jakby nie było.
- Naprawdę nie wiem jakimi ścieżkami chodzi czasami twój umysł… Nie eliksir z babeczek tylko po prostu eliksir. Jesteś w domu Lestrange'ów, spodziewaj się, że w promieniu dwudziestu metrów znajdzie się ktoś, kto żyje z warzenia eliksirów, albo ktoś, kto po prostu lubi i potrafi to robić – większość jej rodziny trudniła się magimedycyną, spora część przodowała w eliksirach. Victoria też nie mogła być gorsza – może się z tego nie utrzymywała, ale zdecydowanie potrafiła w eliksiry. I lubiła to robić. Co zabawne – to nie mogło się bardzo różnić od gotowania i pichcenia, prawda? Masz przepis i jedziesz zgodnie z nim, zupełnie jak z eliksirami. Ale jakoś zupełnie nie przyszło to Victorii do głowy, przerażona pomysłem PIECZENIA. - Tylko ona gotuje – przyznała i na dłuższą chwilę zamilkła, ewidentnie mieląc to w głowie. I po chwili się najwyraźniej namyśliła, z ciężkim sercem wołając Strzałkę.
- Potrzebuję twojej pomocy, Strzałko. Nigdy nie piekłam, a mam upiec babeczki… z ciasta marchewkowego. Jakbyś mi mogła mówić co potrzebuję… I co powinnam robić i kiedy… – Strzałka z początku miała spuszczone te swoje nietoperzowate uszy i oczy miała wpatrzone w swoją panią, a w miarę słuchania, oczy jej się rozszerzały w zdziwieniu.
- A… A-ale jak to p-panienka m-ma piec? P-przecież Strzałka u-upiecze – i zaszurała nóżką.
- Nie nie, o to właśnie chodzi. Założyłam się z Saurielem i mam upiec babeczki, po prostu nie wiem jak – i te opuszczone uszy Strzałki teraz się podniosły, jakby nasłuchiwała z zainteresowaniem. Na moment nawet spojrzała na Sauriela. Wydawała się teraz być mniej przerażona niż wcześniej. Kiwnęła tylko głową i zaczęła wymieniać, odginając swoje paluszki, co będzie w ogóle potrzebne.
- Naprawdę nie wiem jakimi ścieżkami chodzi czasami twój umysł… Nie eliksir z babeczek tylko po prostu eliksir. Jesteś w domu Lestrange'ów, spodziewaj się, że w promieniu dwudziestu metrów znajdzie się ktoś, kto żyje z warzenia eliksirów, albo ktoś, kto po prostu lubi i potrafi to robić – większość jej rodziny trudniła się magimedycyną, spora część przodowała w eliksirach. Victoria też nie mogła być gorsza – może się z tego nie utrzymywała, ale zdecydowanie potrafiła w eliksiry. I lubiła to robić. Co zabawne – to nie mogło się bardzo różnić od gotowania i pichcenia, prawda? Masz przepis i jedziesz zgodnie z nim, zupełnie jak z eliksirami. Ale jakoś zupełnie nie przyszło to Victorii do głowy, przerażona pomysłem PIECZENIA. - Tylko ona gotuje – przyznała i na dłuższą chwilę zamilkła, ewidentnie mieląc to w głowie. I po chwili się najwyraźniej namyśliła, z ciężkim sercem wołając Strzałkę.
- Potrzebuję twojej pomocy, Strzałko. Nigdy nie piekłam, a mam upiec babeczki… z ciasta marchewkowego. Jakbyś mi mogła mówić co potrzebuję… I co powinnam robić i kiedy… – Strzałka z początku miała spuszczone te swoje nietoperzowate uszy i oczy miała wpatrzone w swoją panią, a w miarę słuchania, oczy jej się rozszerzały w zdziwieniu.
- A… A-ale jak to p-panienka m-ma piec? P-przecież Strzałka u-upiecze – i zaszurała nóżką.
- Nie nie, o to właśnie chodzi. Założyłam się z Saurielem i mam upiec babeczki, po prostu nie wiem jak – i te opuszczone uszy Strzałki teraz się podniosły, jakby nasłuchiwała z zainteresowaniem. Na moment nawet spojrzała na Sauriela. Wydawała się teraz być mniej przerażona niż wcześniej. Kiwnęła tylko głową i zaczęła wymieniać, odginając swoje paluszki, co będzie w ogóle potrzebne.