14.09.2024, 20:05 ✶
Gdy Deadalus mówił, Mona zwróciła uwagę na jego ton. Chociaż oszczędny w emocjach, wyczuła cień aprobaty. Nie była pewna, czy to tylko grzeczność czy raczej opinia. Przynajmniej mnie nie skreślił na wejściu, pomyślała.
A potem przez dłuższą chwilę Mona i Icarus zdawali się zupełnie ignorować obecność starszego mężczyzny. Dla kogoś, kto przywiązywał dużą wagę do dobrych manier, ich zachowanie mogłoby wydawać się niegrzeczne, wręcz bezczelne. Romantyk mógłby dostrzec w tym historię dwójki zakochanych, którzy znają się od dzieciaka. Z kolei ktoś spostrzegawczy szybko zauważyłby, jak natychmiast rozluźnili się na swój widok, jak wystarczyło, że spojrzeli na siebie, by cały świat przestał istnieć. A może mógłby być to każdy, nawet przypadkowy obserwator, żeby zauważyć, jak Icarus patrzył na Monę z czułością, a ona, całkowicie wpatrzona w niego, zdawała się nie dostrzegać nikogo poza nim.
Bo Mona właściwie w tamtym momencie nie widziała nikogo poza nim. Całe napięcie, jakie towarzyszyło jej chwilę wcześniej, rozmyło się. Wystarczyło kilka chwil, kilka słodkich słów (na które oczywiście się rumieniła jak idiotka) i czułych spojrzeń, aby się całkowicie odprężyła. Tylko Icarus potrafił wywrzeć na nią taki efekt, a tego wieczoru było to bardziej widoczne niż kiedykolwiek wcześniej – jego obecność natychmiast wprowadziła ją w stan relaksu.
Ukrywanie wcześniejszej radości przyniosło jej wyjątkowo marny skutek, bo na słowa Icarusa dziewczyna parsknęła śmiechem (właściwie to rechotnęła), a potem zawtórowała mu:
— Witaj, Oktawianie. O tobie również Ari wiele mi mówił. Jak się miewasz w ten lipcowy wieczór?
Doprawdy czego innego mogła się spodziewać w jego domu? Skinęła głową wdzięcznie, gdy zaproszono ją do jadalni, a tam Mona nie mogła powstrzymać się od cichego zachwytu. O Rzymie wiedziała tyle, ile mogła wynieść z wykładów Ariego. Rzymskie motywy na zastawie przywodziły na myśl eleganckie bankiety sprzed wieków i pewne magiczne istoty, które mogły na takie bankiety uczęszczać. Z uśmiechem na twarzy powiedziała:
— Ojej, muszę przyznać, że zastawa wygląda jak coś, co mogłoby zdobić ucztę w czasach Imperium Rzymskiego.
Rzuciła przelotne spojrzenie na Icarusa: — Chyba powinnam uznać to za zaszczyt, przecież nie każdy dzień kończy się kolacją na talerzach godnych rzymskich cesarzy! — zażartowała, bo naprawdę czuła beztroskę w tamtym momencie. Poza tym żart tu czy tam nie zaszkodzi nigdy, prawda?
A potem przez dłuższą chwilę Mona i Icarus zdawali się zupełnie ignorować obecność starszego mężczyzny. Dla kogoś, kto przywiązywał dużą wagę do dobrych manier, ich zachowanie mogłoby wydawać się niegrzeczne, wręcz bezczelne. Romantyk mógłby dostrzec w tym historię dwójki zakochanych, którzy znają się od dzieciaka. Z kolei ktoś spostrzegawczy szybko zauważyłby, jak natychmiast rozluźnili się na swój widok, jak wystarczyło, że spojrzeli na siebie, by cały świat przestał istnieć. A może mógłby być to każdy, nawet przypadkowy obserwator, żeby zauważyć, jak Icarus patrzył na Monę z czułością, a ona, całkowicie wpatrzona w niego, zdawała się nie dostrzegać nikogo poza nim.
Bo Mona właściwie w tamtym momencie nie widziała nikogo poza nim. Całe napięcie, jakie towarzyszyło jej chwilę wcześniej, rozmyło się. Wystarczyło kilka chwil, kilka słodkich słów (na które oczywiście się rumieniła jak idiotka) i czułych spojrzeń, aby się całkowicie odprężyła. Tylko Icarus potrafił wywrzeć na nią taki efekt, a tego wieczoru było to bardziej widoczne niż kiedykolwiek wcześniej – jego obecność natychmiast wprowadziła ją w stan relaksu.
Ukrywanie wcześniejszej radości przyniosło jej wyjątkowo marny skutek, bo na słowa Icarusa dziewczyna parsknęła śmiechem (właściwie to rechotnęła), a potem zawtórowała mu:
— Witaj, Oktawianie. O tobie również Ari wiele mi mówił. Jak się miewasz w ten lipcowy wieczór?
Doprawdy czego innego mogła się spodziewać w jego domu? Skinęła głową wdzięcznie, gdy zaproszono ją do jadalni, a tam Mona nie mogła powstrzymać się od cichego zachwytu. O Rzymie wiedziała tyle, ile mogła wynieść z wykładów Ariego. Rzymskie motywy na zastawie przywodziły na myśl eleganckie bankiety sprzed wieków i pewne magiczne istoty, które mogły na takie bankiety uczęszczać. Z uśmiechem na twarzy powiedziała:
— Ojej, muszę przyznać, że zastawa wygląda jak coś, co mogłoby zdobić ucztę w czasach Imperium Rzymskiego.
Rzuciła przelotne spojrzenie na Icarusa: — Chyba powinnam uznać to za zaszczyt, przecież nie każdy dzień kończy się kolacją na talerzach godnych rzymskich cesarzy! — zażartowała, bo naprawdę czuła beztroskę w tamtym momencie. Poza tym żart tu czy tam nie zaszkodzi nigdy, prawda?