14.09.2024, 21:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.09.2024, 21:33 przez Icarus Prewett.)
Roześmiał się, gdy Mona przywitała się z Oktawianem. Stanął wtedy za popiersiem i zniżył głos.
– Bene. Gratias tibi ago, Mona. Quam pulchra es hac nocte! – skomplementował ją jako Oktawian i potem wrócił do bycia Icarusem. – Oj, Oktawianie, jesteś dla niej za stary!
Po chwili jednak ojciec go wezwał, więc poszedł wybrać wino. Zawsze lubił jego smak, choć uważał, żeby nie przesadzać. Ojciec przecież powtarzał mu, że nie wypadało żadnemu przyzwoitemu człowiekowi przesadzać z piciem. Alkoholizm oznaczał upadek i brak ambicji. A przede wszystkim zwyczajną głupotę. Wybrał czerwone półsłodkie, takie, które zawsze mu smakowało. Nie lubił jeszcze takiego czysto wytrawnego.
– Tak, ta zastawa jest świetna! Ojciec przywiózł ją z Rzymu dwanaście lat temu. A jedzenie, które ci na niej podamy będzie jeszcze lepsze! Eustachia przeszła sama siebie! Ona jest naprawdę tak dobrą kucharką. Pomagałem dziś jej trochę i oglądanie jej przy pracy zawsze jest bardzo inspirujące. – wskazał ręką na skrzatkę, która jeszcze krzątała się przy zanoszeniu do stołu pomidorowej zupy krem z grzankami.
– Dziękuję, paniczu – skrzatka skłoniła głowę.
Icarus wiedział, że nie było do końca w porządku, że ojciec jeszcze jej nie uwolnił. Mogli przecież jej płacić za pomoc domową, rodzina Prewettów miała pieniądze. Tyle, że... Icarus wolał nie wysławiać tych obaw. Był bękartem i musiał zawsze uważać, by nie podpaść rodzinie. Z łatwością mogli go odrzucić. Macocha od dawna wspierała ten pomysł, a jak Icarus był już dorosły, musiał tym bardziej uważać.
– Wiesz, co jest zaszczytem, Mo? Że przyjechałaś. Zdawało mi się, że od naszego ostatniego spotkania minęła wieczność – uśmiechnął się do dziewczyny, znowu z nią flirtując. To było silniejsze od niego.
Po chwili Eustachia podała im zupę. Pachniała wieloma przyprawami, które skrzatka potrafiła połączyć w idealną kompozycję. Icarus podziękował jej, po czym życzył ojcu i Monie smacznego. Jednocześnie puścił oczko dziewczynie, która siedziała naprzeciwko niego.
Przez chwilę chciał, żeby ojciec może musiał wyjść z domu wezwany przez jakieś ważne sprawy w Towarzystwie Historyków Magii, zostawiając ich dwójkę samą. Chyba by wtedy straumatyzowali biedną Eustachię. Bo od niedawna Icarus zaczął mieć myśli, które przyprawiały go czasem o rumieńce. Różne... scenariusze, które może mogły zrealizować się na ich wakacjach w Walii. Na zielonych polach, w galerii artefaktów albo normalnie, romantycznie na łóżku... No, ale to była oficjalna kolacja z ojcem. To ona miała zaważyć na tym, czy Dedalus zgodzi się w ogóle na te wakacje... Icarusowi na szczęście już wydawało się, że Mona robiła na nim pozytywne wrażenie.
– Bene. Gratias tibi ago, Mona. Quam pulchra es hac nocte! – skomplementował ją jako Oktawian i potem wrócił do bycia Icarusem. – Oj, Oktawianie, jesteś dla niej za stary!
Po chwili jednak ojciec go wezwał, więc poszedł wybrać wino. Zawsze lubił jego smak, choć uważał, żeby nie przesadzać. Ojciec przecież powtarzał mu, że nie wypadało żadnemu przyzwoitemu człowiekowi przesadzać z piciem. Alkoholizm oznaczał upadek i brak ambicji. A przede wszystkim zwyczajną głupotę. Wybrał czerwone półsłodkie, takie, które zawsze mu smakowało. Nie lubił jeszcze takiego czysto wytrawnego.
– Tak, ta zastawa jest świetna! Ojciec przywiózł ją z Rzymu dwanaście lat temu. A jedzenie, które ci na niej podamy będzie jeszcze lepsze! Eustachia przeszła sama siebie! Ona jest naprawdę tak dobrą kucharką. Pomagałem dziś jej trochę i oglądanie jej przy pracy zawsze jest bardzo inspirujące. – wskazał ręką na skrzatkę, która jeszcze krzątała się przy zanoszeniu do stołu pomidorowej zupy krem z grzankami.
– Dziękuję, paniczu – skrzatka skłoniła głowę.
Icarus wiedział, że nie było do końca w porządku, że ojciec jeszcze jej nie uwolnił. Mogli przecież jej płacić za pomoc domową, rodzina Prewettów miała pieniądze. Tyle, że... Icarus wolał nie wysławiać tych obaw. Był bękartem i musiał zawsze uważać, by nie podpaść rodzinie. Z łatwością mogli go odrzucić. Macocha od dawna wspierała ten pomysł, a jak Icarus był już dorosły, musiał tym bardziej uważać.
– Wiesz, co jest zaszczytem, Mo? Że przyjechałaś. Zdawało mi się, że od naszego ostatniego spotkania minęła wieczność – uśmiechnął się do dziewczyny, znowu z nią flirtując. To było silniejsze od niego.
Po chwili Eustachia podała im zupę. Pachniała wieloma przyprawami, które skrzatka potrafiła połączyć w idealną kompozycję. Icarus podziękował jej, po czym życzył ojcu i Monie smacznego. Jednocześnie puścił oczko dziewczynie, która siedziała naprzeciwko niego.
Przez chwilę chciał, żeby ojciec może musiał wyjść z domu wezwany przez jakieś ważne sprawy w Towarzystwie Historyków Magii, zostawiając ich dwójkę samą. Chyba by wtedy straumatyzowali biedną Eustachię. Bo od niedawna Icarus zaczął mieć myśli, które przyprawiały go czasem o rumieńce. Różne... scenariusze, które może mogły zrealizować się na ich wakacjach w Walii. Na zielonych polach, w galerii artefaktów albo normalnie, romantycznie na łóżku... No, ale to była oficjalna kolacja z ojcem. To ona miała zaważyć na tym, czy Dedalus zgodzi się w ogóle na te wakacje... Icarusowi na szczęście już wydawało się, że Mona robiła na nim pozytywne wrażenie.