14.09.2024, 21:51 ✶
Ambroise potrzebował kilku dłużących się sekund, żeby dotarło do niego, że pacjentka się budzi. Nie była najłatwiejsza do monitorowania. Nawet w krytycznym stanie, który powinien trzymać ją w łóżku. Raz na jakiś czas serwowała mu złudny sygnał powrotu do przytomności a zaraz potem głębiej osuwała się w narkotyczny sen. Wierciła się, szarpała, raz czy dwa niemal uszkodziła kroplówkę. Całe szczęście, zazwyczaj nadążał za tym, żeby zatrzymać ją wyuczonym ruchem. Tym razem nie było inaczej.
Jeszcze zanim udało jej się wstać albo uszkodzić kroplówkę, delikatnie zablokował ją wyciągniętym ramieniem, gotowy do tego, żeby wstać w razie potrzeby. Nie zamierzał się z nią siłować. Wybrał proste uprzedzenie Geraldine o tym, co planował zrobić w razie dalszego braku współpracy.
- Leż spokojnie, bo będę zmuszony unieruchomić cię zaklęciem - nie groził, miał do tego prawo dla jej własnego zdrowia.
Szczęście w nieszczęściu, była za słaba, żeby poczynić znaczące zniszczenia w jego próbach przyspieszenia rekonwalescencji.
Rozbawiłoby go podejście Geraldine, gdyby nie był tak wyczerpany czuwaniem przy niej. Jasne. Teraz też poczuł jak drgnęły mu kąciki ust, ale nie było to tak zabawne jak mogłoby być. W innej sytuacji powiedziałby coś o kłusownikach i mordercach. Odniósłby się do ich niedawnej rozmowy, ale w tym wypadku tego nie zrobił. Szczególnie, że ściany miały uszy. Zwłaszcza w tak eleganckich miejscach.
- Zgadza się - odrzekł bez zawahania. - Pomyśleliśmy, że znajoma twarz może być dla grzesznika doskonałą rozgrzewką przed torturami - wyjaśnił równie gładko, co wcześniej.
Mimo to podniósł się z fotela, który zajmował, żeby nalać trochę płynu do specjalnej szklanki-butelki z wąskim dziubkiem przygotowanej na taką okoliczność.
- To nie woda - uprzedził, bo wbrew jej życzeniu nie zgadzał się na tymczasowe podawanie czystej wody.
To, co znalazło się w szklance było orzeźwiającym, lekko słodkim płynem z elektrolitami. Czystą wodę planował podawać jej powoli i w kontrolowany sposób. Dopiero co się obudziła.
- Leż spokojnie. Nawet nie próbuj majstrować przy czymkolwiek - powiedział poważnie, ostrzegawczo i niemal groźnie.
Korzystając z tego, że już stał, podszedł do drugiej strony łóżka i kroplówki, którą niemal wyrwała. Bez słowa sięgnął do ręki Geraldine, żeby poprawić kable. Był poważny, profesjonalny i całkowicie pozbawiony tego, czym zazwyczaj emanował w jej towarzystwie. Jego suchość wynikała ze skupienia a nie z niechęci i dało się to odczuć. Przynajmniej tym razem.
Jeszcze zanim udało jej się wstać albo uszkodzić kroplówkę, delikatnie zablokował ją wyciągniętym ramieniem, gotowy do tego, żeby wstać w razie potrzeby. Nie zamierzał się z nią siłować. Wybrał proste uprzedzenie Geraldine o tym, co planował zrobić w razie dalszego braku współpracy.
- Leż spokojnie, bo będę zmuszony unieruchomić cię zaklęciem - nie groził, miał do tego prawo dla jej własnego zdrowia.
Szczęście w nieszczęściu, była za słaba, żeby poczynić znaczące zniszczenia w jego próbach przyspieszenia rekonwalescencji.
Rozbawiłoby go podejście Geraldine, gdyby nie był tak wyczerpany czuwaniem przy niej. Jasne. Teraz też poczuł jak drgnęły mu kąciki ust, ale nie było to tak zabawne jak mogłoby być. W innej sytuacji powiedziałby coś o kłusownikach i mordercach. Odniósłby się do ich niedawnej rozmowy, ale w tym wypadku tego nie zrobił. Szczególnie, że ściany miały uszy. Zwłaszcza w tak eleganckich miejscach.
- Zgadza się - odrzekł bez zawahania. - Pomyśleliśmy, że znajoma twarz może być dla grzesznika doskonałą rozgrzewką przed torturami - wyjaśnił równie gładko, co wcześniej.
Mimo to podniósł się z fotela, który zajmował, żeby nalać trochę płynu do specjalnej szklanki-butelki z wąskim dziubkiem przygotowanej na taką okoliczność.
- To nie woda - uprzedził, bo wbrew jej życzeniu nie zgadzał się na tymczasowe podawanie czystej wody.
To, co znalazło się w szklance było orzeźwiającym, lekko słodkim płynem z elektrolitami. Czystą wodę planował podawać jej powoli i w kontrolowany sposób. Dopiero co się obudziła.
- Leż spokojnie. Nawet nie próbuj majstrować przy czymkolwiek - powiedział poważnie, ostrzegawczo i niemal groźnie.
Korzystając z tego, że już stał, podszedł do drugiej strony łóżka i kroplówki, którą niemal wyrwała. Bez słowa sięgnął do ręki Geraldine, żeby poprawić kable. Był poważny, profesjonalny i całkowicie pozbawiony tego, czym zazwyczaj emanował w jej towarzystwie. Jego suchość wynikała ze skupienia a nie z niechęci i dało się to odczuć. Przynajmniej tym razem.