14.09.2024, 22:48 ✶
- Przepraszam, przepraszam! - pisnął nieznajomy, kucając. Pech chciał, że w chwili, gdy to robił, Thomas machnął różdżką i pakunki miały znaleźć się z powrotem w jego rękach. Chłopaczyna się tego kompletnie nie spodziewał i dostał którąś paczką w nos. Krzyknął, ręce rozłożył na powrót tak, że wszystko znalazło się na ziemi, a potem złapał się za nos. I wtedy nastąpił wybuch.
Nieduży, ale słyszalny. Eliksiry po zmieszaniu się ze sobą po prostu wybuchły, rozerwały paczkę numer jeden od środka, a potem paczkę numer dwa i wszystko poszło już lawinowo. Kolejne pakunki wybuchały, bryzgając kolorową cieczą na prawo i lewo. Spora część zawartości fiolek wylądowała na Figgu, ale również na przechodniach, którzy planowali po prostu wyminąć to niefortunne zderzenie.
- Nie słyszałeś, co pan powiedział? - zza pleców Thomasa odezwał się zirytowany, głęboki głos wypełniony frustracją. Należał do wysokiego czarodzieja, ubranego w czarny garnitur i białą koszulę. Wyglądał wypisz-wymaluj, jakby dopiero co wyszedł z Ministerstwa Magii: z jakiegoś przesłuchania albo z pracy. Właśnie strzepywał dziwną, zieloną maź z białej koszuli. Nie miał przy sobie jednak nesesera, co mogło być rozczarowujące. Ale tylko odrobinę. Kilka kropel wylądowało mu we włosach, lecz zdawał się tego nie zauważać.
- NIE CHCIAŁEM! - pisnął rudy, który był cały pokryty tym gównem. Gorzej, że to, co na nim wylądowało, zaczęło się dymić. To, co wylądowało na ubraniach Thomasa i Rodolphusa: również.
Nieduży, ale słyszalny. Eliksiry po zmieszaniu się ze sobą po prostu wybuchły, rozerwały paczkę numer jeden od środka, a potem paczkę numer dwa i wszystko poszło już lawinowo. Kolejne pakunki wybuchały, bryzgając kolorową cieczą na prawo i lewo. Spora część zawartości fiolek wylądowała na Figgu, ale również na przechodniach, którzy planowali po prostu wyminąć to niefortunne zderzenie.
- Nie słyszałeś, co pan powiedział? - zza pleców Thomasa odezwał się zirytowany, głęboki głos wypełniony frustracją. Należał do wysokiego czarodzieja, ubranego w czarny garnitur i białą koszulę. Wyglądał wypisz-wymaluj, jakby dopiero co wyszedł z Ministerstwa Magii: z jakiegoś przesłuchania albo z pracy. Właśnie strzepywał dziwną, zieloną maź z białej koszuli. Nie miał przy sobie jednak nesesera, co mogło być rozczarowujące. Ale tylko odrobinę. Kilka kropel wylądowało mu we włosach, lecz zdawał się tego nie zauważać.
- NIE CHCIAŁEM! - pisnął rudy, który był cały pokryty tym gównem. Gorzej, że to, co na nim wylądowało, zaczęło się dymić. To, co wylądowało na ubraniach Thomasa i Rodolphusa: również.