14.09.2024, 23:21 ✶
To było dobre pytanie. Na tyle dobre, że nie można było udzielić na nie jednoznacznej, szybkiej odpowiedzi. Faye wydęła usta w zastanowieniu, zaciągnęła się papierosem tak, jakby robiła to całe życie, a potem wydmuchnęła dym nosem, niczym maleńki rozwścieczony bawół. Potem zapiła ten smak whisky, aczkolwiek wzięła tylko jeden, jeden malutki łyczek dla smaku. Aż tak głupia nie była, żeby przy obcych zerować szklankę, która kosztowała niemało tak swoją drogą. Drogi to był alkohol, ale nie potrafiła pić piwa, bo strasznie wzdymało jej brzuch i czuła się po nim źle.
- To jest doskonałe pytanie i powiem ci że nie mam pojęcia. Wychowałam się w Szkocji, więc mamy trochę inne zwyczaje - powiedziała w końcu, opierając swobodnie łokieć o blat stolika. Machnęła papierosem raz i drugi, marszcząc brwi. - Niby to samo, ale nie do końca. Wiesz, akcent to jedno, ryży łeb to drugie, ale jesteśmy... Inni.
Odpowiedziała tajemniczo, ale błysk w brązowym oku sugerował, że ta inność to była lepsza niż kij w dupie, o którym rozmawiały.
- O, Norwegia! - powiedziała podniesionym głosem, poprawiając się odrobinę na krześle. Merlinie, Kocioł był jedną z popularniejszych miejscówek tutaj, naprawdę nie stać ich było na załatwienie czegoś wygodniejszego? Zwłaszcza że ceny też mieli z dupy, to mogli chociaż zadbać o to, by w te dupy było klienteli wygodnie. - Tak coś czułam, że masz mocny, ostry akcent. Ładny, ale mówisz praktycznie bezbłędnie po angielsku. Słyszałam, że w Norwegii i tak jesteście dwujęzyczni? Byłam tam kiedyś i bez problemu mogłam się dogadać, zupełnie jakbyście mówili dwoma językami naraz. Fajna sprawa.
Pociągnęła kolejny mały łyczek ze szklanki, obserwując Scarlett. Niemalże białe włosy, blada cera - te włosy sugerowały faktycznie Norwegię, ale ona nie była jakoś specjalnie za stereotypami. Gdyby była Norweżką, to pewnie byłaby wysoka aż do nieba, a nie była więc pewnie miała rodzinę z Anglii, a po prostu tam mieszkali. To by tłumaczyło nienaganny język, nie podręcznikowy a taki... Ludzki, normalny.
- No mają, ale ostatnio to jakoś szczególnie, wiesz? Ta cała wojna krwi i inne Widma, które panoszą się po Kniei Godryka, do tego jakieś chwasty, które się panoszą i rozwalają chodniki - mam wrażenie, że za bardzo się spinają, wiesz? Przyjdzie jesień i wszystko się uspokoi - wzruszyła ramionami tak, jakby ten temat ani jej nie dotyczył, ani jej nie obchodził. Jebać Voldemorta, zabrał jej dobrą zabawę. Gdy podchwyciła grę w żaby Faye uśmiechnęła się szeroko. Zwykle ludzie po prostu porzucali temat i tyle. Ewentualnie uważali ją za dziwaczkę, co jej absolutnie nie przeszkadzało, bo... No, była dziwna. Teraz ludzie chodzili w płaszczach a ona paradowała w krótkim rękawku. I pewnie pachniała mokrą ziemią i lasem. Odrobinę też popiołem, bo musiała skorzystać z fiuu. Jebane Ministerstwo. - Na haczyk to ja je łapię. Ale tak, dobrze myślisz. To nie tak, że wkładam gumofilce i się pozbywam płazów i gadów. Łażę za tymi większymi, magicznymi okazami, żeby wariaci z różnych Departamentów mieli swoje składniki na eksperymenty. Te żabki, o których mówię, mają z metr wysokości i brodawki tak duże, że trzeba się nieźle namęczyć, żeby je odciąć.
Wyjaśniła, opierając się wygodniej o oparcie krzesła. Faye potrząsnęła głową, pozwalając by brązowo-rude włosy rozsypały się wokół jej twarzy.
- Więc tak. Ministerstwo zdecydowanie ma kija w dupie, wiesz? Muszę wypełniać tonę papierów, żeby się spowiadać z każdego jednego pierdnięcia. I jeszcze musiałam do nich iść i załatwić pieczątkę, żeby "to wszystko było legalne" - przewróciła oczami, unosząc jednocześnie papierosa do ust. Papierologia i Faye - to się ze sobą w ogóle nie łączyło, nawet jeżeli ktoś znał ją kilka minut. Była zbyt chaotyczna na dokładne wypełnianie dokumentów, to musiała być wyjątkowo upierdliwa konieczność w jej życiu. - Ale zwykle jak wpadam tutaj, to nie wiem. Ostatnio było jakieś widowisko randkowe i było pełno serduszek, nie? A ostatnio jakaś baba śpiewała. Fajnie było, ładny głos miała. A teraz? Wszyscy tacy ponurzy, szarzy. Dziwne to wszystko.
- To jest doskonałe pytanie i powiem ci że nie mam pojęcia. Wychowałam się w Szkocji, więc mamy trochę inne zwyczaje - powiedziała w końcu, opierając swobodnie łokieć o blat stolika. Machnęła papierosem raz i drugi, marszcząc brwi. - Niby to samo, ale nie do końca. Wiesz, akcent to jedno, ryży łeb to drugie, ale jesteśmy... Inni.
Odpowiedziała tajemniczo, ale błysk w brązowym oku sugerował, że ta inność to była lepsza niż kij w dupie, o którym rozmawiały.
- O, Norwegia! - powiedziała podniesionym głosem, poprawiając się odrobinę na krześle. Merlinie, Kocioł był jedną z popularniejszych miejscówek tutaj, naprawdę nie stać ich było na załatwienie czegoś wygodniejszego? Zwłaszcza że ceny też mieli z dupy, to mogli chociaż zadbać o to, by w te dupy było klienteli wygodnie. - Tak coś czułam, że masz mocny, ostry akcent. Ładny, ale mówisz praktycznie bezbłędnie po angielsku. Słyszałam, że w Norwegii i tak jesteście dwujęzyczni? Byłam tam kiedyś i bez problemu mogłam się dogadać, zupełnie jakbyście mówili dwoma językami naraz. Fajna sprawa.
Pociągnęła kolejny mały łyczek ze szklanki, obserwując Scarlett. Niemalże białe włosy, blada cera - te włosy sugerowały faktycznie Norwegię, ale ona nie była jakoś specjalnie za stereotypami. Gdyby była Norweżką, to pewnie byłaby wysoka aż do nieba, a nie była więc pewnie miała rodzinę z Anglii, a po prostu tam mieszkali. To by tłumaczyło nienaganny język, nie podręcznikowy a taki... Ludzki, normalny.
- No mają, ale ostatnio to jakoś szczególnie, wiesz? Ta cała wojna krwi i inne Widma, które panoszą się po Kniei Godryka, do tego jakieś chwasty, które się panoszą i rozwalają chodniki - mam wrażenie, że za bardzo się spinają, wiesz? Przyjdzie jesień i wszystko się uspokoi - wzruszyła ramionami tak, jakby ten temat ani jej nie dotyczył, ani jej nie obchodził. Jebać Voldemorta, zabrał jej dobrą zabawę. Gdy podchwyciła grę w żaby Faye uśmiechnęła się szeroko. Zwykle ludzie po prostu porzucali temat i tyle. Ewentualnie uważali ją za dziwaczkę, co jej absolutnie nie przeszkadzało, bo... No, była dziwna. Teraz ludzie chodzili w płaszczach a ona paradowała w krótkim rękawku. I pewnie pachniała mokrą ziemią i lasem. Odrobinę też popiołem, bo musiała skorzystać z fiuu. Jebane Ministerstwo. - Na haczyk to ja je łapię. Ale tak, dobrze myślisz. To nie tak, że wkładam gumofilce i się pozbywam płazów i gadów. Łażę za tymi większymi, magicznymi okazami, żeby wariaci z różnych Departamentów mieli swoje składniki na eksperymenty. Te żabki, o których mówię, mają z metr wysokości i brodawki tak duże, że trzeba się nieźle namęczyć, żeby je odciąć.
Wyjaśniła, opierając się wygodniej o oparcie krzesła. Faye potrząsnęła głową, pozwalając by brązowo-rude włosy rozsypały się wokół jej twarzy.
- Więc tak. Ministerstwo zdecydowanie ma kija w dupie, wiesz? Muszę wypełniać tonę papierów, żeby się spowiadać z każdego jednego pierdnięcia. I jeszcze musiałam do nich iść i załatwić pieczątkę, żeby "to wszystko było legalne" - przewróciła oczami, unosząc jednocześnie papierosa do ust. Papierologia i Faye - to się ze sobą w ogóle nie łączyło, nawet jeżeli ktoś znał ją kilka minut. Była zbyt chaotyczna na dokładne wypełnianie dokumentów, to musiała być wyjątkowo upierdliwa konieczność w jej życiu. - Ale zwykle jak wpadam tutaj, to nie wiem. Ostatnio było jakieś widowisko randkowe i było pełno serduszek, nie? A ostatnio jakaś baba śpiewała. Fajnie było, ładny głos miała. A teraz? Wszyscy tacy ponurzy, szarzy. Dziwne to wszystko.