Najpewniej Robert się ucieszy. Kolejna dziewczyna w jego kamienicy. Ale równie dobrze wychowana co Sophie. I w przeciwieństwie do chłopaków Richarda, Scarlett wysłała list ze swoją zapowiedzią. Nad tym teraz nie myślał, jak jego brat przyjmie jej obecność. Że byli znów daleko od siebie, irytowało to Richarda, że nie ukrywał tego po sobie. Być może też z tego powodu, zmienił temat, wracając do kwestii użytkowania skrzatów.
Zaufanie. Do tego tematu podchodziła odpowiednio. Tak jak uczył. Gorzej jednak było z Charlesem, który z jakiegoś powodu wierzył i ufał każdemu. Nieodpowiednim osobom, które wykorzystywały jego naiwność dla swoich korzyści. Nie spodziewał się usłyszeć definicji skrzata jako mebla z ust córki. Tu i teraz. Dopiero co parę dni temu ich rodzinnego musiał odebrać bratankowi, bo jego brat miał dziwne pomysły przesyłania ich między krajami. Idiotyzm.
Wysłuchał co chciała na ten temat powiedzieć Scarlett. Ale nie skomentował. Skrzaty były przydatne tak długo, jak były posłuszne. Kiedy wykonywały podstawowe czynności domowe i nie trzeba było się przejmować chociażby dbaniem o czystość i porządek w posiadłości oraz zapewnienie odpowiednich posiłków w wyznaczonych porach. Żyją po to, aby czarodziejom służyć. Richard doświadczył już okres swojego życia bez skrzata. Nie było łatwo. Nie miał nawet odwagi poprosić ojca o zabranie ze sobą Belenosa. Najpewniej by go nawet mu nie dał.
Okna w gabinecie były zasłonięte ciężkimi ciemnymi kotarami zasłoń. Jedyne światło jakie tutaj było, mogło pochodzić jedynie od świec. Lub ledwie przebijającej się jasności dnia i słońca. Robert nie chciał oglądać mugolskiego terenu.
- Praktyczny mebel, którego obecności nie można zignorować, a on sam potrzebuje być kontrolowany, pilnowany. Agnarr ma zajmować się tylko naszym domem w Oslo. Pilnować go i o niego dbać. Nie angażuj go w nic więcej. Nie chcę aby nasz dom pozostawał bez stałego nadzoru.Obawa? Częściowa. Musiał wyrazić swoje niezadowolenie tym, że córka pomimo posiadania skrzata po staruszce, która jej przekazała cały biznes, angażuje kolejnego skrzata do biznesu. I to jeszcze ich rodzinnego z Oslo.
Nie po to harował, aby finansowo wyjść na dobre, żeby legalnie posiąść to stworzenie. Udowadniając tym samym ojcu, że sobie poradzić.
Westchnął, kiedy zadała pytanie. Prawidłowa odpowiedź brzmiała by "nie jest w porządku". Wyciągnął papierośnicę i wyjął z niej papierosa, którego po chwili zapalił. Zaciągnął się, wypuszczając dym z płuc. Po tej chwili dopiero odpowiedział.
- Nie jest w porządku.Nie było sensu jej kłamać. I tak się dowie do odwalili jej bracia.
- Robert wyjechał z żoną, zostawiając mi jedynie list z tą informacją. Charles skompromitował się publicznie przez swój chujowy wyrób świec i wywiad. Zaufał nieodpowiedniej osobie. Leonard… Z nim za kilka dni będę musiał wrócić do Norwegii pomóc załatwić jego sprawy.
Streścił krótko. Może gdzieś jeszcze leżało to pierdolone czasopismo dla bab zwane "Czarownica", gdzie był wywiad z Charlesem. Zaciągnął się ponownie papierosem. Nic dziwnego, że był także zmęczony. Ponieważ od ostatnich kilku nocy, prawie nie sypiał.