15.09.2024, 17:20 ✶
Nie chciałem jej sprawdzać. Była kobietą, co już ustaliłem, wpływową kobietą, więc nie zamierzałem jeszcze uruchamiać jej upartości. Wtedy byłbym pogrążony, zapewne do usranej śmierci skazany na sałatkę w robocie.
- W dniu, kiedy skażesz mnie na jedzenie zieleniny, przystąpię do tych Śmieciojadów żebyś miała więcej roboty - odparłem lekko, jakbym serio to rozważał i był do tego zdolny. Nie, żebym miał zamiar się słuchać jakiegoś typa i zabijać w jego imieniu, ale mogłem zabijać dla przyjemności albo dla pieniędzy, albo dla chwały. No nie wiem. Jakiś powód by się znalazł... A, zapomniałem.Fakt, zabijałbym, żeby Brenna miała co robić w robocie i nie miała czasu zjeść nawet sałatki.
Szybko pożałowałem własnych pogróżek, bo Brenna okazała się być animagiem. A mogłem z ciekawości przeczytać jej akta, to wolałem czytać o widmach... No kto by pomyślał, że mogła mnie złapać za kostkę zębiskami i nieźle popieścić. Jeszcze brakowało, żeby mi się za rogiem wyłonili urażeni Śmierciożercy! Może jednak nie powinienem tyle myśleć, bo przyciągałem kłopoty swoimi mrocznymi żarcikami. To co, że zostały w obrębie mojej głowy? Ewidentnie działały.
No i teraz się nie dziwiłem, że mnie wywęszyła w tej okropnej uliczce. Aż się wzdrygnąłem na wspomnienie tych okropnych, ściskających mnie ścian.
- Tak, to wilk - odparłem naukowym tonem do Kimberley. - A ty też potrafisz w takie bajery, bo ja z kolei to... - zacząłem, ale się powstrzymałem od dalszych wyznań, bo coś przykuło moją uwagę bardziej od niuchającego wilka, choć to właśnie ten wilk mnie nieco zainspirował do szukania poszlak w powietrzu. Może właśnie dlatego wpatrywałem się w dziwnie wirujący dym z mojego papierosa? A czary tylko potwierdziły tę poszlakę.
- To trochę słabe, że metamorfomagowie nie wyskakują z ubranek przy przemianie... Nie, że bym chciał zobaczyć twoje cycki... - zacząłem, ale nie dokończyłem, bo jednak chciałem. Persephona by tego nie pochwalała, a ja zresztą też, gdybym zaczął się do nich ślinić, więc odchrząknąłem i wskazałem na ścianę. - Ja to bym jednak poszedł w zaparte jednak tu. Zabawne, że ktoś użył tak ulotnego zaklęcia, żeby zamaskować swoją drogę. Nawet nie musiałem niczego rozpraszać... Tylko sprawdzałem z ciekawości, co mnie otacza. Niebywałe - stwierdziłem, dotykając ściany w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu była teoretycznie ściana. Powąchałem ją.
Faktycznie, cuchnęło czarną magią. Co prawda, to zaklęcie ze ścianą nijak się imało zaklęć zakazanych, nawet obok nich nie leżało. Prędzej zakrawało na uczniowski żart z umiejętnościami, ale... Czasami najprostsze rozwiązania były najlepsze. Czasami, właśnie. Czasami to było po prostu ułatwienie dla magicznej policji.
- Wolisz pierwsza czy mam jednak robić za tarczę? - zapytałem Brenny nim się ruszyłem. Skoro rozdawała karty i zamierzała mnie karać za nieposłuszeństwo, to mogłem być betą w jej stadzie. Albo nawet i omegą, bylebym nie musiał żreć trawy. - Chociaż... Może jak na osobę kradnącą zwłoki, to jednak nie powinno być wcale takie proste...? - zapytałem powietrza przed sobą, czyli Brenny stojącej obok mojej osoby. Gdybym ukradł zwłoki i spierdalał z nimi, to bym się nie bawił w przedszkole.
Wzniosłem papierosa, zaciągnąłem się głęboko, po czym postanowiłem raz jeszcze dmuchnąć dymem, żeby się przekonać, czy aby na pewno mieliśmy dwie drogi do wyboru. Może istniała jakaś trzecia?
Na stosowanie papierosa przy percepcji, hehe. Na co komu zaklęcia?
- W dniu, kiedy skażesz mnie na jedzenie zieleniny, przystąpię do tych Śmieciojadów żebyś miała więcej roboty - odparłem lekko, jakbym serio to rozważał i był do tego zdolny. Nie, żebym miał zamiar się słuchać jakiegoś typa i zabijać w jego imieniu, ale mogłem zabijać dla przyjemności albo dla pieniędzy, albo dla chwały. No nie wiem. Jakiś powód by się znalazł... A, zapomniałem.Fakt, zabijałbym, żeby Brenna miała co robić w robocie i nie miała czasu zjeść nawet sałatki.
Szybko pożałowałem własnych pogróżek, bo Brenna okazała się być animagiem. A mogłem z ciekawości przeczytać jej akta, to wolałem czytać o widmach... No kto by pomyślał, że mogła mnie złapać za kostkę zębiskami i nieźle popieścić. Jeszcze brakowało, żeby mi się za rogiem wyłonili urażeni Śmierciożercy! Może jednak nie powinienem tyle myśleć, bo przyciągałem kłopoty swoimi mrocznymi żarcikami. To co, że zostały w obrębie mojej głowy? Ewidentnie działały.
No i teraz się nie dziwiłem, że mnie wywęszyła w tej okropnej uliczce. Aż się wzdrygnąłem na wspomnienie tych okropnych, ściskających mnie ścian.
- Tak, to wilk - odparłem naukowym tonem do Kimberley. - A ty też potrafisz w takie bajery, bo ja z kolei to... - zacząłem, ale się powstrzymałem od dalszych wyznań, bo coś przykuło moją uwagę bardziej od niuchającego wilka, choć to właśnie ten wilk mnie nieco zainspirował do szukania poszlak w powietrzu. Może właśnie dlatego wpatrywałem się w dziwnie wirujący dym z mojego papierosa? A czary tylko potwierdziły tę poszlakę.
- To trochę słabe, że metamorfomagowie nie wyskakują z ubranek przy przemianie... Nie, że bym chciał zobaczyć twoje cycki... - zacząłem, ale nie dokończyłem, bo jednak chciałem. Persephona by tego nie pochwalała, a ja zresztą też, gdybym zaczął się do nich ślinić, więc odchrząknąłem i wskazałem na ścianę. - Ja to bym jednak poszedł w zaparte jednak tu. Zabawne, że ktoś użył tak ulotnego zaklęcia, żeby zamaskować swoją drogę. Nawet nie musiałem niczego rozpraszać... Tylko sprawdzałem z ciekawości, co mnie otacza. Niebywałe - stwierdziłem, dotykając ściany w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu była teoretycznie ściana. Powąchałem ją.
Faktycznie, cuchnęło czarną magią. Co prawda, to zaklęcie ze ścianą nijak się imało zaklęć zakazanych, nawet obok nich nie leżało. Prędzej zakrawało na uczniowski żart z umiejętnościami, ale... Czasami najprostsze rozwiązania były najlepsze. Czasami, właśnie. Czasami to było po prostu ułatwienie dla magicznej policji.
- Wolisz pierwsza czy mam jednak robić za tarczę? - zapytałem Brenny nim się ruszyłem. Skoro rozdawała karty i zamierzała mnie karać za nieposłuszeństwo, to mogłem być betą w jej stadzie. Albo nawet i omegą, bylebym nie musiał żreć trawy. - Chociaż... Może jak na osobę kradnącą zwłoki, to jednak nie powinno być wcale takie proste...? - zapytałem powietrza przed sobą, czyli Brenny stojącej obok mojej osoby. Gdybym ukradł zwłoki i spierdalał z nimi, to bym się nie bawił w przedszkole.
Wzniosłem papierosa, zaciągnąłem się głęboko, po czym postanowiłem raz jeszcze dmuchnąć dymem, żeby się przekonać, czy aby na pewno mieliśmy dwie drogi do wyboru. Może istniała jakaś trzecia?
Na stosowanie papierosa przy percepcji, hehe. Na co komu zaklęcia?
Rzut Z 1d100 - 35
Akcja nieudana
Akcja nieudana