15.09.2024, 18:25 ✶
Starał się nie patrzeć na niego w ten sposób; nie tyle bezpruderyjnie sugestywny, co pełen bezradnej tęsknoty. W sposób, w jaki znający swoje miejsce ludzie spoglądali na to, czego pragnęli, a czego mieć nie mogli - z rozmarzeniem tłumionym stopniowo przez bezradność samoświadomości. Laurent wyglądał pięknie z mokrym ubraniem lepiącym się do ciała, niewiele miejsca pozostawiając wyobraźni, z kroplami spływające przy każdym ruchu po jego skórze i wilgotnymi włosami opadającymi na jego czoło, raz za razem pieczołowicie odgarnianymi smukłymi palcami. Och, gdyby tylko to jego dłoń mogła wsuwać się w pszeniczne złoto kosmyków, gdyby ramiona otoczyć mogły jego drżącą sylwetkę i przygarnąć do siebie, dać mu całe ciepło, choć niewiele go się w nim jeszcze tliło a potem...
Poczuł, jak policzki mu pąsowieją. Odwrócił więc wzrok, czekając aż Laurent się wysuszył i wdzięczny był mu za to. Dbając o swój komfort nieświadomie uwolnił Perseusa od tych wszystkich myśli, wzburzonych niczym morze podczas sztormu. Dopiero po chwili mógł znów na niego spojrzeć i przeląkł się, gdy zdał sobie sprawę z tego, że wydarzenia minionych godzin odznaczyły swe piętno na jasnym licu młodego Prewetta. Gdyby tylko mógł rozpruć woal zmartwienia przykrywający jego twarz...
Mimowolnie podążył wzrokiem na opatrunek na swoim nadgarstku. Podejrzewał, że po ugryzieniu zostanie mu blizna, charakterystyczny półksiężyc bladych wypukłości odznaczających się na przegubie ręki. W żaden sposób mu to jednak nie przeszkadzało; przeciwnie, Perseus postanowił nosić ten ślad jak ozdobę, niczym najpiękniejszą biżuterię.
— To nie ja przypadkiem połknąłem truciznę — odbił piłeczkę i znów się uśmiechnął, tym razem przepraszająco. Na wzmiankę o domu przez jego twarz przebiegł grymas bólu; szybko, prawie niezauważalnie. Boję się do niego wracać, cały jestem roztrzęsiony, nie mam sił na konfrontację z Vesperą, chciał powiedzieć i nawet rozchylił wargi, by to zrobić, ale w ostatniej chwili się powtrzymał. — Mógłbym zapytać cię o to samo. Pomagasz jeszcze trytonom? Co z ranną selkie?
Poczuł, jak policzki mu pąsowieją. Odwrócił więc wzrok, czekając aż Laurent się wysuszył i wdzięczny był mu za to. Dbając o swój komfort nieświadomie uwolnił Perseusa od tych wszystkich myśli, wzburzonych niczym morze podczas sztormu. Dopiero po chwili mógł znów na niego spojrzeć i przeląkł się, gdy zdał sobie sprawę z tego, że wydarzenia minionych godzin odznaczyły swe piętno na jasnym licu młodego Prewetta. Gdyby tylko mógł rozpruć woal zmartwienia przykrywający jego twarz...
Mimowolnie podążył wzrokiem na opatrunek na swoim nadgarstku. Podejrzewał, że po ugryzieniu zostanie mu blizna, charakterystyczny półksiężyc bladych wypukłości odznaczających się na przegubie ręki. W żaden sposób mu to jednak nie przeszkadzało; przeciwnie, Perseus postanowił nosić ten ślad jak ozdobę, niczym najpiękniejszą biżuterię.
— To nie ja przypadkiem połknąłem truciznę — odbił piłeczkę i znów się uśmiechnął, tym razem przepraszająco. Na wzmiankę o domu przez jego twarz przebiegł grymas bólu; szybko, prawie niezauważalnie. Boję się do niego wracać, cały jestem roztrzęsiony, nie mam sił na konfrontację z Vesperą, chciał powiedzieć i nawet rozchylił wargi, by to zrobić, ale w ostatniej chwili się powtrzymał. — Mógłbym zapytać cię o to samo. Pomagasz jeszcze trytonom? Co z ranną selkie?
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory