15.09.2024, 18:57 ✶
Dzbanek, trafiony zaklęciem, zaklekotał pokrywką, potknął się, potoczył i przez moment wyglądało jakby to miał być koniec jego przygód i na całe szczęście nie otrzymał szansy na ponowne zamachanie nóżkami, bo Penny przezornie wzięła go na ręce. Dzbanek niby to zamachał porcelanowymi nogami w powietrzu, ale kiedy nie wyczuł oparcia, te schowały się jakoś, sprawiając że naczynie znowu wyglądało aż nazbyt niepozornie. Szkoda tylko, że udało mu się zrobić całkiem niezły bałagan.
- Nie zauważy czego? - zapytała z lekkim uśmiechem, podtrzymując całą ułudę tego, że absolutnie nic tutaj się nie stało i kiedy Trelawney wreszcie zwróci uwagę na poprzestawiane słoiczki to mu się będzie tylko wydawało, że coś jest nie tak. Z resztą... tak jakby nie miał nic lepszego do roboty tylko sprawdzał czy są równo w rządku i etykietą do klienta.
Rosie też postanowiła się na coś przydać, odrobinkę tylko winna, bo jakby nie patrzeć to ona tutaj te zastawę przyniosła, więc kucnęła obok Weasley, pochylając się na najniższą półką regału i zaczęła jej pomagać w ustawianiu poprzewracanych pojemników. Zawahała się też, co z całym bałaganem który wylądował na podłodze, ale widząc że sama właścicielka lokalu niezbyt się nim interesuje na ten moment, to ona i też odpuściła.
- Głupi numer? Błagam cię - jęknęła, przestępując z nogi na nogę, bo w gruncie rzeczy było jej cholernie głupio. Jakimś cudem, kiedy ten dzbanek zapakowany był wciąż w karton w którym dostała całą zastawę, siedział sobie spokojnie i nawet się pokrywką nie zajęknął. Nawet na sekundę. Ale kiedy tylko pudełko zostało otwarte i to akurat tutaj, musiał dosłownie dostać nóżek. Komu jak komu, ale Penny to by tego nie zrobiła. Nie kiedy chciała ten szmelc opchnąć. - Ja nic nie wiem, naprawdę. Przysięgam. Dostałam to od jednego z klientów, jako taki bonus i teraz to niech go pies jebał, jak go znajdę znowu to uduszę gołymi rękoma, przysięgam. No ale wydawały mi się ładne talerzyki i kubeczki i ten dzbanek cholerny - sama mu się znowu przyjrzała, bo teraz jakby wiedział że jest uważnie obserwowany i się nie ruszał. Dźgnęła go nawet palcem, ale to niczego nie zmieniło. Westchnęła ciężko.
W opakowaniu nic nie było. Chyba. Bo Ambrosia nie była specjalistką od run, którymi można by ewentualnie zabezpieczyć podobne przedmioty. Potem zaczęła coś pleść dalej, ale było to raczej gadanie bez większego sensu, kiedy to panna Weasley wytężała oko i zabrała się za dokładne oględziny dzbanka i reszty zastawy w poszukiwaniu czegokolwiek, co go napędzało, a co dałoby się jakoś łatwo rozbroić. W tym czasie też McKinnon posprzątała bałagan walający się po podłodze.
Ostatecznie doszły do tego, że na zastawę zostały nałożone runy i po zdjęciu ich powinna być zupełnie jak nowa no i do tego taka, co się absolutnie nie zamierzała rozbiegać. I tym optymistycznym akcentem zakończyła się ich cała przygoda tego dnia, a Ambrosia mogła wrócić do domu.
- Nie zauważy czego? - zapytała z lekkim uśmiechem, podtrzymując całą ułudę tego, że absolutnie nic tutaj się nie stało i kiedy Trelawney wreszcie zwróci uwagę na poprzestawiane słoiczki to mu się będzie tylko wydawało, że coś jest nie tak. Z resztą... tak jakby nie miał nic lepszego do roboty tylko sprawdzał czy są równo w rządku i etykietą do klienta.
Rosie też postanowiła się na coś przydać, odrobinkę tylko winna, bo jakby nie patrzeć to ona tutaj te zastawę przyniosła, więc kucnęła obok Weasley, pochylając się na najniższą półką regału i zaczęła jej pomagać w ustawianiu poprzewracanych pojemników. Zawahała się też, co z całym bałaganem który wylądował na podłodze, ale widząc że sama właścicielka lokalu niezbyt się nim interesuje na ten moment, to ona i też odpuściła.
- Głupi numer? Błagam cię - jęknęła, przestępując z nogi na nogę, bo w gruncie rzeczy było jej cholernie głupio. Jakimś cudem, kiedy ten dzbanek zapakowany był wciąż w karton w którym dostała całą zastawę, siedział sobie spokojnie i nawet się pokrywką nie zajęknął. Nawet na sekundę. Ale kiedy tylko pudełko zostało otwarte i to akurat tutaj, musiał dosłownie dostać nóżek. Komu jak komu, ale Penny to by tego nie zrobiła. Nie kiedy chciała ten szmelc opchnąć. - Ja nic nie wiem, naprawdę. Przysięgam. Dostałam to od jednego z klientów, jako taki bonus i teraz to niech go pies jebał, jak go znajdę znowu to uduszę gołymi rękoma, przysięgam. No ale wydawały mi się ładne talerzyki i kubeczki i ten dzbanek cholerny - sama mu się znowu przyjrzała, bo teraz jakby wiedział że jest uważnie obserwowany i się nie ruszał. Dźgnęła go nawet palcem, ale to niczego nie zmieniło. Westchnęła ciężko.
W opakowaniu nic nie było. Chyba. Bo Ambrosia nie była specjalistką od run, którymi można by ewentualnie zabezpieczyć podobne przedmioty. Potem zaczęła coś pleść dalej, ale było to raczej gadanie bez większego sensu, kiedy to panna Weasley wytężała oko i zabrała się za dokładne oględziny dzbanka i reszty zastawy w poszukiwaniu czegokolwiek, co go napędzało, a co dałoby się jakoś łatwo rozbroić. W tym czasie też McKinnon posprzątała bałagan walający się po podłodze.
Ostatecznie doszły do tego, że na zastawę zostały nałożone runy i po zdjęciu ich powinna być zupełnie jak nowa no i do tego taka, co się absolutnie nie zamierzała rozbiegać. I tym optymistycznym akcentem zakończyła się ich cała przygoda tego dnia, a Ambrosia mogła wrócić do domu.
Koniec sesji
she was a gentle
sort of horror
sort of horror