15.09.2024, 19:20 ✶
Wszechobecna szarość nadawała senny wyraz sklepowym półkom. Brakowało łagodnych promieni łaskoczących powierzchnię wystawionych w oszklonych witrynach klejnotów. Ciemnoszare welwetowe podkładki umieszczone za szklaną szybą kontuaru unosiły fantazyjnie zdobione pierścienie, prezentując je wychylone leniwie znad fałd wypchanego starannie materiału. Tuż obok kolejne, tym razem spokojne tafle welwetu prezentowały wijące się niczym węże bransoletki i łańcuszki, a pod ścianą, zaraz na prawo, dumnie prężyły się welwetowe szyje i popiersia, mieniąc się drogocennymi naszyjnikami. Drewniane krawędzie witryn inkrustowane złotem okalały dostojnie prezentowane kosztowności. Ciche dźwięki gramofonu pobudzały zmysły, drwiąc z pogody gładkimi nutami On The Sunny Side Of The Street Benny'ego Goodmana. Asmodeus, po raz setny tego dnia rzucał łagodne czary czyszczące na witryny, by uchronić je przed obecnością kurzu i szpecącymi odciskami palców. Główna fala klientów tego dnia już odwiedziła sklep, zadając niezliczone pytania i oglądając rzeczy na które większości z nich nie było stać. Nie czuł nawet rozdrażnienia. Obcowanie z pięknem było naturalną ludzką potrzebą, nawet jeśli nie łączyła się ona od razu z potrzebą posiadania. Gdy już miał usiąść na swoim ulubionym fotelu w roku pomieszczenia, tuż za ladą, usłyszał cichy krzyk potrąconego przez drzwi dzwonka, oznajmiający przybycie kolene go klienta.
- Cathal Shafiq, nie chciałbym być wróżbitą, ale sądzę, że nie przyszedłeś po pierścionek dla nowej miłości życia? - zażartował, podnosząc leniwie wzrok na znajdujący się w lekkim nieładzie podróżny strój Shafiqa i skinął lekko na powitanie staremu znajomemu. Zawsze dostawał od niego jakieś ciekawe wyzwania. Już czuł lekką ekscytację, oczekując na ten niezwykły moment, w którym dostanie do rąk kolejne przywiezione z odległych rejonów świata cacko. Gdyby tylko miał czas sam podróżować i móc zdobywać te wszystkie unikalne arcydzieła sztuki jubilerskiej, byłby prawdziwie wniebowzięty.
- Cathal Shafiq, nie chciałbym być wróżbitą, ale sądzę, że nie przyszedłeś po pierścionek dla nowej miłości życia? - zażartował, podnosząc leniwie wzrok na znajdujący się w lekkim nieładzie podróżny strój Shafiqa i skinął lekko na powitanie staremu znajomemu. Zawsze dostawał od niego jakieś ciekawe wyzwania. Już czuł lekką ekscytację, oczekując na ten niezwykły moment, w którym dostanie do rąk kolejne przywiezione z odległych rejonów świata cacko. Gdyby tylko miał czas sam podróżować i móc zdobywać te wszystkie unikalne arcydzieła sztuki jubilerskiej, byłby prawdziwie wniebowzięty.