15.09.2024, 21:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2024, 21:32 przez Baldwin Malfoy.)
Jeśli nad panną Mulciber czuwał jakikolwiek anioł stróż to dziś, no cóż… Najwyraźniej wziął sobie wolne. Nie mogło być inaczej, skoro los skorzystał z okazji i na drodze dziewczyny postawił nikogo innego jak młodego Malfoya.
Prawdę powiedziawszy, stojący na rogu Pokątnej i Nokturnu Baldwin nie robił aktualnie nic szczególnego. Palił papierosa, wpatrując się w kanał rzeczny napełniony do połowy wodą i obserwując szczurzy ogon obwiązany różową wstążką raz pojawiający się nad, a raz znikający pod, taflą deszczówki. Możliwości nad którymi w milczeniu debatował były dwie - albo wlezie do tego kanału i Rozalindę odłowi, pozbawiając ulubienicę rozrywki, albo spędzi kolejne pół godziny stercząc jak kołek i czekając aż jej się kąpiel znudzi. Żadna z opcji nie wydawała się szczególnie zachęcająca.
I tak sobie, błogo nieświadomy nadciągającego małego Armagedonu, Baldwin kontemplował rzeczywistość, kompletnie odcięty od rzeczywistości, kiedy nagle poczuł czyjś ciężar na sobie.
Co do kur…
Reszta zdania kompletnie utknęła w czeluściach podświadomości, gdy został pociągnięty do pocałunku.
Pierwsza myśl - kurewka z dziwacznym pomysłem na siebie. Szczerze mówią, jeżeli to była jakaś nowa taktyka panienek od McKinnonów, musiał im pogratulować. Działała bez zarzutów. Ale z drugiej strony, co pierwsza lepsza dziwka robiłaby na środku Pokątnej, narażając się na nalot i kontrole BUMu?
Druga myśl - blondynka musiała być jakąś pieprzoną, małą złodziejką; ani się obejrzy a straci sakiewkę, różdżkę i resztkę godności. Niby nic cennego, ale jednak głupio.
Trzecia myśl pojawiła się, kiedy dostrzegł za jej plecami rosłego dryblasa. Czy znał go? A skądże. Takich jak ten tu było mnóstwo. Pokracznych, tępych predatorów czających się na bezbronne panieneczki, żeby je zaciągnąć do ciemnego zaułka.
- Hej babygirl~ - Mruknął, zniżając głos do przyjemnego pomruku. Wykorzystał moment by uważnie przyjrzeć się tej uroczej twarzyczce. Kompletnie obca dziewoja. A skoro on nie kojarzył jej… Ona nie kojarzyła na pewno jego.
Och biedna, biedna duszyczko. Czy żeś nieświadoma żeś wpadła z deszczu pod rynnę?
Przytrzymał blondynkę bliżej siebie, niemal czule unosząc jej podbródek i przesuwając końcówką języka po jej wargach, smakując uciekający pocałunek. Dziwka czy nie, sama wpadła mu w ramiona, jakby poszukiwała utęsknionego kochanka.
Uniósł kąciki ust słuchając co ma do powiedzenia o wykastrowaniu typa i wtedy, dopiero wtedy, zaszczycił go uważniejszym spojrzeniem. W wyjątkowo naturalnym ruchu przesunął dłoń wzdłuż kręgosłupa Scarlett obejmując ją ostatecznie w pasie, chociaż wzrok cały czas miał utkwiony w czarodzieju.
- Mamy jakiś problem?- Zapytał znudzonym, wręcz zblazowanym tonem, nawet przez moment nie mając w planach wypuścić tej zbłąkanej ptaszyny z objęć. Pachniała mieszanką wanilii z czymś kwaśnym, ale nie potrafił stwierdzić z czym konkretnie. Wciąż przyjemna odmiana od sztucznych perfum kokietek z Podziemnych Ścieżek.
Wolną dłoń wyciągnął do mężczyzny w geście zwykłego przywitania. Jakby miał mu zaraz podziękować, że doprowadził bezpiecznie ukochaną do jej “narzeczonego”. Wszystko to jednak tylko po to by gość wyraźnie zauważył rodowy sygnet Malfoy’ów zdobiący szczupły palec wskazujący Baldwina.
Nikt nie tykał czegoś co potencjalnie mogło należeć do tej rodziny.
Prawdę powiedziawszy, stojący na rogu Pokątnej i Nokturnu Baldwin nie robił aktualnie nic szczególnego. Palił papierosa, wpatrując się w kanał rzeczny napełniony do połowy wodą i obserwując szczurzy ogon obwiązany różową wstążką raz pojawiający się nad, a raz znikający pod, taflą deszczówki. Możliwości nad którymi w milczeniu debatował były dwie - albo wlezie do tego kanału i Rozalindę odłowi, pozbawiając ulubienicę rozrywki, albo spędzi kolejne pół godziny stercząc jak kołek i czekając aż jej się kąpiel znudzi. Żadna z opcji nie wydawała się szczególnie zachęcająca.
I tak sobie, błogo nieświadomy nadciągającego małego Armagedonu, Baldwin kontemplował rzeczywistość, kompletnie odcięty od rzeczywistości, kiedy nagle poczuł czyjś ciężar na sobie.
Co do kur…
Reszta zdania kompletnie utknęła w czeluściach podświadomości, gdy został pociągnięty do pocałunku.
Pierwsza myśl - kurewka z dziwacznym pomysłem na siebie. Szczerze mówią, jeżeli to była jakaś nowa taktyka panienek od McKinnonów, musiał im pogratulować. Działała bez zarzutów. Ale z drugiej strony, co pierwsza lepsza dziwka robiłaby na środku Pokątnej, narażając się na nalot i kontrole BUMu?
Druga myśl - blondynka musiała być jakąś pieprzoną, małą złodziejką; ani się obejrzy a straci sakiewkę, różdżkę i resztkę godności. Niby nic cennego, ale jednak głupio.
Trzecia myśl pojawiła się, kiedy dostrzegł za jej plecami rosłego dryblasa. Czy znał go? A skądże. Takich jak ten tu było mnóstwo. Pokracznych, tępych predatorów czających się na bezbronne panieneczki, żeby je zaciągnąć do ciemnego zaułka.
- Hej babygirl~ - Mruknął, zniżając głos do przyjemnego pomruku. Wykorzystał moment by uważnie przyjrzeć się tej uroczej twarzyczce. Kompletnie obca dziewoja. A skoro on nie kojarzył jej… Ona nie kojarzyła na pewno jego.
Och biedna, biedna duszyczko. Czy żeś nieświadoma żeś wpadła z deszczu pod rynnę?
Przytrzymał blondynkę bliżej siebie, niemal czule unosząc jej podbródek i przesuwając końcówką języka po jej wargach, smakując uciekający pocałunek. Dziwka czy nie, sama wpadła mu w ramiona, jakby poszukiwała utęsknionego kochanka.
Uniósł kąciki ust słuchając co ma do powiedzenia o wykastrowaniu typa i wtedy, dopiero wtedy, zaszczycił go uważniejszym spojrzeniem. W wyjątkowo naturalnym ruchu przesunął dłoń wzdłuż kręgosłupa Scarlett obejmując ją ostatecznie w pasie, chociaż wzrok cały czas miał utkwiony w czarodzieju.
- Mamy jakiś problem?- Zapytał znudzonym, wręcz zblazowanym tonem, nawet przez moment nie mając w planach wypuścić tej zbłąkanej ptaszyny z objęć. Pachniała mieszanką wanilii z czymś kwaśnym, ale nie potrafił stwierdzić z czym konkretnie. Wciąż przyjemna odmiana od sztucznych perfum kokietek z Podziemnych Ścieżek.
Wolną dłoń wyciągnął do mężczyzny w geście zwykłego przywitania. Jakby miał mu zaraz podziękować, że doprowadził bezpiecznie ukochaną do jej “narzeczonego”. Wszystko to jednak tylko po to by gość wyraźnie zauważył rodowy sygnet Malfoy’ów zdobiący szczupły palec wskazujący Baldwina.
Nikt nie tykał czegoś co potencjalnie mogło należeć do tej rodziny.