15.09.2024, 22:25 ✶
Lyssa w sumie nie zwracała na Scyllę większej uwagi, przynajmniej do momentu kiedy sama się do niej nie odezwała. Dla niej to całe machanie podpisów było odrobinę głupiutkie i będące takim zajęciem, które wpychało się komuś właśnie żeby go zająć. Innym dość popularnym, które otrzymywała Greyback, było chyba parzenie herbaty i wstępne sortowanie korespondencji, na co wszystko z resztą Mulciber patrzyła z pewnym politowaniem, oczywiście znad filiżanki herbaty, którą przyniosła jej dziewczyna.
- Nie umiem wywoływać duchów - odpowiedziała jej machinalnie, skoncentrowana jeszcze na moment na lusterku, zanim przymknęła oczy, zagłębiając się w wizji.
Wszystko było tak cholernie nudne i mdłe jak flaki z olejem. Dokładnie tak samo jak odpowiedź Louvaina na pytanie, czy coś ciekawego wie o Alannie. Kobieta nie posiadała chyba zbyt wielu znajomych o ile jakichkolwiek; a to dostała pocztę, a to sąsiadka zaczepiła ją i rozmawiała przez drzwi. No tragedia poprostu. Nie wiedziec czemu, ale Lyssa oczekiwała czegoś wielkiego. Jakiejś obcej twarzy, która zdradzała swoje najmroczniejsze sekrety, ale zamiast tego krzyk zadźwięczał jej w uszach, na co mimowolnie się skrzywiła. Potem przyszedł szloch i dziewczyna sama mimowolnie potarła swój nadgarstek, jakby w ślad po Alannie.
Ale potem, kiedy spróbowała pchnąć wizję dalej i zagłębić się we wspomnienia lusterka znowu, obraz rozmył się gwałtownie. Nie widziała nic, a kiedy otuliła ją lepka ciemność, wzdrygnęła się, w panice upuszczając lusterko na podłogę. Szkło posypało się na panele.
- Ah, nic nie widzę - podniosła głos, drgający teraz panicznie, unosząc jednocześnie dłonie do oczu i pocierając je palcami. - Scylla! Scylla, jesteś tu jeszcze? - zajęczała, nawet jeśli przed chwilą, między jedną i drugą próbą, doskonale widziała te jej pokurczoną sylwetkę naprzeciwko siebie, kiedy obejmowała nogi i przyglądała jej się w wyczekiwaniu. Jak zwykle też dziwacznie. Dziewczyna drgnęła też wreszcie, jedną dłonią wciąż pocierając oczy, a drugą wyciągając przed siebie w nieporadnym geście.
- Nie umiem wywoływać duchów - odpowiedziała jej machinalnie, skoncentrowana jeszcze na moment na lusterku, zanim przymknęła oczy, zagłębiając się w wizji.
Wszystko było tak cholernie nudne i mdłe jak flaki z olejem. Dokładnie tak samo jak odpowiedź Louvaina na pytanie, czy coś ciekawego wie o Alannie. Kobieta nie posiadała chyba zbyt wielu znajomych o ile jakichkolwiek; a to dostała pocztę, a to sąsiadka zaczepiła ją i rozmawiała przez drzwi. No tragedia poprostu. Nie wiedziec czemu, ale Lyssa oczekiwała czegoś wielkiego. Jakiejś obcej twarzy, która zdradzała swoje najmroczniejsze sekrety, ale zamiast tego krzyk zadźwięczał jej w uszach, na co mimowolnie się skrzywiła. Potem przyszedł szloch i dziewczyna sama mimowolnie potarła swój nadgarstek, jakby w ślad po Alannie.
Ale potem, kiedy spróbowała pchnąć wizję dalej i zagłębić się we wspomnienia lusterka znowu, obraz rozmył się gwałtownie. Nie widziała nic, a kiedy otuliła ją lepka ciemność, wzdrygnęła się, w panice upuszczając lusterko na podłogę. Szkło posypało się na panele.
- Ah, nic nie widzę - podniosła głos, drgający teraz panicznie, unosząc jednocześnie dłonie do oczu i pocierając je palcami. - Scylla! Scylla, jesteś tu jeszcze? - zajęczała, nawet jeśli przed chwilą, między jedną i drugą próbą, doskonale widziała te jej pokurczoną sylwetkę naprzeciwko siebie, kiedy obejmowała nogi i przyglądała jej się w wyczekiwaniu. Jak zwykle też dziwacznie. Dziewczyna drgnęła też wreszcie, jedną dłonią wciąż pocierając oczy, a drugą wyciągając przed siebie w nieporadnym geście.