• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[30.08.72, cmentarz w Little Hangleton] Śmierć i pogrzeb Chestera Rookwooda

[30.08.72, cmentarz w Little Hangleton] Śmierć i pogrzeb Chestera Rookwooda
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#3
16.09.2024, 00:50  ✶  
Wiadomość o śmierci ojca, Ulysses otrzymał w chwili, w której pakował brzydkie, porcelanowe kury (kolejny element dziwacznej i niespójnej kolekcji matki Cathala) do kartonu. Jedna z nich upadła na drewnianą podłogę. Jej dziób odpadł. Ulyssesowi szumiało w uszach. Patrzył na krótki liścik – nic przesadnie wylewnego, Rookwoodzi byli popierdoleni, nie wylewni – i nie za bardzo wiedział, jak powinien zareagować.
Jak właściwie reagowało się na takie wiadomości? Z jednej strony poczuł żal. Taki prawdziwy, głęboki i bardzo bolesny. Taki żal, który rozlewał się po całym ciele i który bolał niezależnie od całego ciała. Żal, bo naprawdę kochał swojego ojca. Żal, bo nie zdążyli porozmawiać. Żal, bo nie zdążył powiedzieć mu wszystkiego, co kłębiło się w jego głowie od miesięcy, co sprawiało, że się zmieniał i zmieniał, że w jakiś dziwny sposób zdołał się wyzwolić spod wpływu Chestera Rookwooda i teraz, teraz, teraz… teraz to wcale nie miało znaczenia.
Ojciec umarł w swoim gabinecie. Ulysses był więcej niż pewien, że pewnie siedział przy biurku, że może opierał łokcie o blat, palce złożył w piramidę i myślał, myślał, myślał. I to na pewno nie były dobre myśli, ale już od dawna nie miał dobrych.
Ulyssesowi z trudem przychodziło odczytywanie cudzych emocji. Od zawsze miał z tym wielki problem, bo obok nich miał w pamięci słowa (często bezwartościowe, wypowiedziane w pośpiechu i pozbawione sensu) i obrazy. Ale teraz, gdy stał nieruchomo, gładząc odruchowo nieszczęsny zwitek papieru, wydawało mu się, że rozumiał tragedię własnego ojca aż nazbyt dobrze. Pamiętał (nie mógł przecież, do cholery jasnej, zapomnieć) jaki był wcześniej, jeszcze za życia matki. Pamiętał, że wtedy uśmiechał się częściej, że jego życie miało więcej kolorów, że jeszcze nie przesiąkło ślepą wiernością wobec Czarnego Pana.
Ale ojciec tracił wszystko po kolei. Był jak kot, który już, już, już miał opić się śmietanki, ale gdy dopadał do miski, ta niezmiennie okazywała się pusta. Najpierw, bezskutecznie, walczył o życie żony. Potem wiernopoddańczo zaufał Lordowi Voldemortowi, ale ten za nic miał jego lojalność. Chciał kontrolować swoje dzieci, ale wreszcie z całej trójki, w domu pozostał tylko Augustus. A Augustus miał Imogen a Imogen… Imogen mogła głośno schlebiać teściowi, ale władzę nad mężem chciała mieć sama. Vespera odeszła do męża. On sam uciekł do Cathala. Ojciec miał szansę na awans w pracy, był przecież dobrym aurorem, ale jego wybuchowy charakter pokrzyżował mu plany. Nawet ta nieszczęsna przyjaźń z Robertem Mulciberem. Ulyssesowi długo wydawało się, że była to znajomość niezniszczalna. Okazała się krucha jak wszystko w życiu Chestera Rookwooda. Dwójka przyjaciół zamieniła się w dwójkę zaciekłych wrogów.
I tak było chyba ze wszystkim.
Do pewnego stopnia, Ulysses był w stanie zrozumieć, że ojciec marniał, że coraz trudniej było mu się pogodzić z nieuchronnym przemijaniem własnego życia, własnej władzy i własnych zasług. Może nawet mu trochę współczuł i jakoś podświadomie, wolałby, odbudować potęgę Chestera Rookwooda niż pozwalać mu znikać. Ale ani nie potrafił wcześniej (tak, był czas, kiedy zrobiłby wszystko by uratować ojca, ale wtedy nie potrafił oddzielić własnego życia od jego życia) ani teraz to już nie miało żadnego znaczenia.
Ulysses zmiął w ręku liścik. Nakreślił na czystym pergaminie kilka zdań, które uformowały się w dwa listy. Pierwszy odesłał bratu. Był krótki. Informował tylko o tym, że za chwilę pojawi się w domu. Drugi zaadresował do Cathala.
*
Wizyta w domu rodzinnym sprawiła, że śmierć ojca stała się jeszcze bardziej namacalna. Chester Rookwood naprawdę nie żył. Wiadomość nie była tylko nieśmiesznym żartem. Ulysses patrzył na ciało ojca i jeszcze bardziej nie wiedział, jak powinien się zachować. Mimowolnie zrównywał w pamięci widok zmarłych rodziców. Porównywał ich twarze. Sam nie wiedział, czego właściwie w nich szukał, ale czegoś na pewno.
Nie tak dawno temu, ojciec powiedział mu, że kochał matkę. Ulysses pamiętał tamtą rozmowę. Tak naprawdę dotyczyła jego zaręczyn z Eunice (kolejnego wielkiego niepowodzenia Chestera Rookwooda), ale temat matki wypłynął całkiem naturalnie. Może wreszcie byli razem? Może gdzieś tam, po drugiej stronie, w Limbo, byli w stanie zacząć od początku? Wspomnienie rozmowy mimowolnie przywołało mu w myślach obraz Danielle. Teraz nawet nie wiedział, gdzie była, ale ciągle za nią tęsknił i w chwilach takich jak ta, chciałby ją mieć obok, chciałby objąć ją ramionami i przyciągnąć do siebie, schować głowę w zagłębieniu jej szyi i po prostu uciec od całego świata. Ba, paradoksalnie, ostatnia przeszkoda by mógł po prosić ją o rękę, właśnie umarła. Ale to była tylko mrzonka. Z jakiegoś powodu uzdrowicielka wolała wyjechać bez słowa niż cokolwiek mu wyjaśnić. Jak zwykle wszystko źle zinterpretował. Eunice też wyjechała. Wszystko się kończyło.
Ulysses zajął się formalnościami związanymi z przygotowaniem pogrzebu. Napisał też nekrolog do Proroka Codziennego i dowiedział się o śmierci Roberta Mulcibera. I znowu, wydało mu się to jakieś takie znamionujące, że śmierć obydwu dzielił tak krótki odstęp czasu. Nawet pogrzeb mieli mieć tego samego dnia, choć w różnych godzinach.
*
Z uwagi na obecność dwójki wampirów w rodzinie, pogrzeb ojca odbywał się późną nocą. Ulysses szedł w orszaku żałobnym, tusz obok swojego rodzeństwa, na czele pochodu. Jak zawsze wyglądał nienagannie. Trzymał się prosto a jego twarz nie wyrażała zbyt wielu emocji. Było mu smutno. I przykro. Patrząc trzeźwym wzrokiem, widział wady ojca, ale też ciągle go kochał. Może już nie miłością tak ślepą jak wcześniej i nie tak wiernopoddańczą, ale nadal był synem, który stracił rodzica. Ostatniego rodzica. Rodzica, który się nim opiekował i mimo swoich wad chciał dla niego jak najlepiej.
Wyłączył się w czasie przemowy kapłanki. Nie chciał słuchać niczego, co miała do powiedzenia. Nie słuchał innych przemawiających. W głowie miał własną przemowę, ale nie byłby w stanie jej wygłosić. Nie tego wieczoru, gdy ciało Chestera Rookwooda składano do rodzinnego grobowca.
Chwilę przed tym, jak to się stało, jakoś tak odruchowo położył rękę na trumnie.
- Trzymaj się, tato – wyszeptał. Jego głos zabrzmiał bardzo ludzko, wreszcie pełen bólu i prawdziwego żalu. A w myślach dodał: Przepraszam. Przepraszam, że nie byłem takim synem, jakiego potrzebowałeś, ale naprawdę zrobiłem wszystko, byś był ze mnie dumny. Tylko… tylko w pewnym momencie, musiałem pójść swoją drogą. I to nie była droga naznaczona twoimi śladami.
Złożył kwiaty. Trochę odruchowo wybrał ulubione kwiaty matki. Racjonalnie wiedział, że nie miało żadnego znaczenia, co wybrał. A jednak… wolał by w tej ostatniej wędrówce towarzyszyła ojcu matka. Choćby tak metaforycznie.
Po złożeniu trumny, był jednym z pierwszych, który pożegnał się z ojcem i wyszedł z cmentarza. Nie czuł się na siłach, by zostać tam dłużej, ale był pewien że jeszcze tu wróci któregoś dnia i w promieniach jesiennego słońca postoi przed rodzinnym grobowcem.

Postać opuszcza sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Norvel Twonk (413), Sauriel Rookwood (1514), Ulysses Rookwood (1067)

Wątek zamknięty  Dodaj do kolejeczki 



Wiadomości w tym wątku
[30.08.72, cmentarz w Little Hangleton] Śmierć i pogrzeb Chestera Rookwooda - przez Norvel Twonk - 07.09.2024, 23:35
RE: [30.08.72, cmentarz w Little Hangleton] Śmierć i pogrzeb Chestera Rookwooda - przez Sauriel Rookwood - 08.09.2024, 16:22
RE: [30.08.72, cmentarz w Little Hangleton] Śmierć i pogrzeb Chestera Rookwooda - przez Ulysses Rookwood - 16.09.2024, 00:50

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa