16.09.2024, 00:51 ✶
Lyssa nigdy nie miała ambicji zaglądać za zasłonę. Śmierć nie obchodziła jej zupełnie, albo raczej to co działo się po niej z duszami i gdzie spędzały resztę wieczności. Po prawdzie też, to duchy ją zwyczajnie obrzydzały i irytowały - nie miały za wiele ciekawych rzeczy do opowiedzenia i często zdarzały się takie, które zapętlały się w jednym momencie swojej egzystencji. No i przeszkadzały. Lyssa słyszała, że panoszyły się po Hogwarcie i było to dla niej absolutnie niedorzeczne, tym bardziej że jej ktoś raz wspominał, ze ta szkoła miała nadwornego poltergeista który robił sobie głupie żarty i wyglądał absolutnie niestylowo, a to była już zbrodnia nad zbrodniami, bo gdyby ona miała wyglądać okropnie po śmierci i inni ludzie mieliby ją taką widzieć to by umarła drugi raz.
Zapowietrzyła się, niby to oburzona, niby wciąż zrozpaczona bo po pierwsze, nie będzie jej Greybackówna tutaj grozić i mówić, czego ma nie robić, a po drugie nie chciała teraz zostać sama. No dobrze, w sumie to wolałaby, żeby nikt jej w takim stanie nie oglądał, ale skoro już tu Scylla była to mogła się na coś przydać, no i wolała już ją jako widownię niż ojca lub Peregrinusa.
- Przecież się nie miotam, pajączku - rzuciła, bardzo się powstrzymując, żeby nie syknąć tego w jej stronie, bo może i machała ręką jak nawiedzona, szukając w dziewczynie oparcia, ale brzęk szkła dotarł do jej na tyle przytomnego umysłu, by nie postanowiła zwyczajnie się podnieść. A może chodziło też o to, że gdyby się sama podniosła to by zaraz się całkiem wywaliła. Odetchnęła jednak wreszcie, czując uścisk Scylli i podnosząc się z jej pomocą, a potem grzecznie wędrując na krzesełko. No i najważniejsze - puszczając mimo uszu jej komentarz o zaglądanie w oczy, bo w tym momencie nie była w stanie dopatrzeć się w nim jakiegokolwiek drugiego dna.
- Oczywiście. Ale ja wiem, czemu oślepłam, Cylla, bo to lusterko jest przeklęte - powiedziała z przekąsem, ale nie tyle do Greybackowej, co do samego lusterka. - Nic w nim nie było, więc i tak było absolutnie bezwartościowe, a to wszystko było jedną wielką stratą czasu - westchnęła, może trochę smutna i rozgoryczona, ale z drugiej strony pomyślała, ze bardzo kurwa dobrze, na nic więcej niż te bzdury o poczcie i przecenie w warzywniaku Louvain nie zasługiwał.
Zapowietrzyła się, niby to oburzona, niby wciąż zrozpaczona bo po pierwsze, nie będzie jej Greybackówna tutaj grozić i mówić, czego ma nie robić, a po drugie nie chciała teraz zostać sama. No dobrze, w sumie to wolałaby, żeby nikt jej w takim stanie nie oglądał, ale skoro już tu Scylla była to mogła się na coś przydać, no i wolała już ją jako widownię niż ojca lub Peregrinusa.
- Przecież się nie miotam, pajączku - rzuciła, bardzo się powstrzymując, żeby nie syknąć tego w jej stronie, bo może i machała ręką jak nawiedzona, szukając w dziewczynie oparcia, ale brzęk szkła dotarł do jej na tyle przytomnego umysłu, by nie postanowiła zwyczajnie się podnieść. A może chodziło też o to, że gdyby się sama podniosła to by zaraz się całkiem wywaliła. Odetchnęła jednak wreszcie, czując uścisk Scylli i podnosząc się z jej pomocą, a potem grzecznie wędrując na krzesełko. No i najważniejsze - puszczając mimo uszu jej komentarz o zaglądanie w oczy, bo w tym momencie nie była w stanie dopatrzeć się w nim jakiegokolwiek drugiego dna.
- Oczywiście. Ale ja wiem, czemu oślepłam, Cylla, bo to lusterko jest przeklęte - powiedziała z przekąsem, ale nie tyle do Greybackowej, co do samego lusterka. - Nic w nim nie było, więc i tak było absolutnie bezwartościowe, a to wszystko było jedną wielką stratą czasu - westchnęła, może trochę smutna i rozgoryczona, ale z drugiej strony pomyślała, ze bardzo kurwa dobrze, na nic więcej niż te bzdury o poczcie i przecenie w warzywniaku Louvain nie zasługiwał.