16.09.2024, 11:42 ✶
Drogiego Oktawiana musiała niestety rozczarować, bo jej serce należało do młodszego mężczyzny. Jego uśmiech wciąż miał w sobie ten ciepły urok, którym potrafił ją rozbroić. Chwilę patrzyła na niego z rozbawieniem, przypominając sobie jego wcześniejsze słowa.
– Pomagałeś przy gotowaniu, tak? – zaczęła nagle, przekrzywiając głowę w geście lekkiego niedowierzania i jednocześnie z szerokim, figlarnym uśmiechem na ustach. Jej oczy zaświeciły się ze śmiechu, który próbowała bezskutecznie powstrzymać. – Ty? W kuchni? Dobrowolnie? Czyli nawet ty czasem się poświęcasz.
Spojrzała na niego z takim ciepłem, jakby chciała powiedzieć więcej, jakby chciała przypomnieć, że nie zmienił się aż tak bardzo od czasu, kiedy byli blisko siebie. Przywołując wspomnienia ich dni w Hogwarcie, kiedy droczyli się ze sobą na każdym kroku.
Gdy zasiedli do stołu, a zupa została podana, Mona podniosła wzrok na Icarusa, który puścił jej oczko. Serce zabiło jej mocniej. Poczuła rumieńce na policzkach, kiedy usłyszała komplementy znowu pod swoim adresem. Naprawdę podziwiała, jak Ari starał się, aby wszystko wypadło idealnie. Czy on zawsze był taki… chyba się naprawdę za sobą stęskniliśmy, o bogowie, pomyślała.
Mona uśmiechnęła się do siebie, gdy zdała sobie sprawę, że to właśnie jego ulubione powiedzenie wślizgnęło się do jej własnego słownika. W szkole zawsze ją to bawiło — jak często powtarzał te dwa słowa, jakby rzucał zaklęcie, gdy coś go zaskakiwało lub rozbawiało. Ona sama również używała tego wyrażenia. Kiedy to się stało? Czy to był ten subtelny wpływ, który Ari miał na nią przez cały ten czas?
„Któryś konkretny wizerunek boga przykuł pani uwagę?” – pytanie zawisło w powietrzu. Oczywiście, znała mitologię, przynajmniej na tyle, na ile Hogwart oferował edukację w tej dziedzinie. Czyli… Jeśli była to próba sprawdzenia jej wiedzy, to Mona nawet tego nie zauważyła. Zbyt upojona obecnością Icarusa, w wyśmienitym humorze i nie przykuwając zbytnio uwagi do swojej odpowiedzi, wypaliła z szerokim uśmiechem:
– Ta zastawa... jest po prostu przepiękna, szczególnie te wyraziste detale... no, choćby sam... Zeus! – uniosła kieliszek wina w jego kierunku. – Zdecydowanie mamy Zeusa na tym talerzu, prawda? – spojrzała na dekoracje, próbując znaleźć wzrokiem jakikolwiek symbol błyskawicy.
Zdała sobie sprawę, że chyba nie trafiła, ale nie chciała stracić poczucia tej swobodnej atmosfery, którą tak bardzo lubiła w towarzystwie Icarusa. Więc dodała z jeszcze większym entuzjazmem:
– Wie pan, panie Prewett, to mi przypomina, że mugole mają niesamowite mity o stworzeniach takich jak... no, dragonborny– Zaśmiała się, jakby to był największy żart na świecie, zupełnie nieświadoma, jak bardzo temat odchodził od powagi ich rozmowy. – Wyobrażacie sobie? Ludzie, którzy rodzą się z duszami smoków! Niesamowite, prawda? Myślę, że Zeus by ich uwielbiał. On przecież miał słabość do potężnych stworzeń. – Przez chwilę wyobraziła sobie mugolskie opowieści w magicznym świecie i jeszcze bardziej ją to rozbawiło.
– Dragonborny i Zeus, świetne połączenie – dodała z lekką ironią.
Na chwilę zapadła cisza.
– Pomagałeś przy gotowaniu, tak? – zaczęła nagle, przekrzywiając głowę w geście lekkiego niedowierzania i jednocześnie z szerokim, figlarnym uśmiechem na ustach. Jej oczy zaświeciły się ze śmiechu, który próbowała bezskutecznie powstrzymać. – Ty? W kuchni? Dobrowolnie? Czyli nawet ty czasem się poświęcasz.
Spojrzała na niego z takim ciepłem, jakby chciała powiedzieć więcej, jakby chciała przypomnieć, że nie zmienił się aż tak bardzo od czasu, kiedy byli blisko siebie. Przywołując wspomnienia ich dni w Hogwarcie, kiedy droczyli się ze sobą na każdym kroku.
Gdy zasiedli do stołu, a zupa została podana, Mona podniosła wzrok na Icarusa, który puścił jej oczko. Serce zabiło jej mocniej. Poczuła rumieńce na policzkach, kiedy usłyszała komplementy znowu pod swoim adresem. Naprawdę podziwiała, jak Ari starał się, aby wszystko wypadło idealnie. Czy on zawsze był taki… chyba się naprawdę za sobą stęskniliśmy, o bogowie, pomyślała.
Mona uśmiechnęła się do siebie, gdy zdała sobie sprawę, że to właśnie jego ulubione powiedzenie wślizgnęło się do jej własnego słownika. W szkole zawsze ją to bawiło — jak często powtarzał te dwa słowa, jakby rzucał zaklęcie, gdy coś go zaskakiwało lub rozbawiało. Ona sama również używała tego wyrażenia. Kiedy to się stało? Czy to był ten subtelny wpływ, który Ari miał na nią przez cały ten czas?
„Któryś konkretny wizerunek boga przykuł pani uwagę?” – pytanie zawisło w powietrzu. Oczywiście, znała mitologię, przynajmniej na tyle, na ile Hogwart oferował edukację w tej dziedzinie. Czyli… Jeśli była to próba sprawdzenia jej wiedzy, to Mona nawet tego nie zauważyła. Zbyt upojona obecnością Icarusa, w wyśmienitym humorze i nie przykuwając zbytnio uwagi do swojej odpowiedzi, wypaliła z szerokim uśmiechem:
– Ta zastawa... jest po prostu przepiękna, szczególnie te wyraziste detale... no, choćby sam... Zeus! – uniosła kieliszek wina w jego kierunku. – Zdecydowanie mamy Zeusa na tym talerzu, prawda? – spojrzała na dekoracje, próbując znaleźć wzrokiem jakikolwiek symbol błyskawicy.
Zdała sobie sprawę, że chyba nie trafiła, ale nie chciała stracić poczucia tej swobodnej atmosfery, którą tak bardzo lubiła w towarzystwie Icarusa. Więc dodała z jeszcze większym entuzjazmem:
– Wie pan, panie Prewett, to mi przypomina, że mugole mają niesamowite mity o stworzeniach takich jak... no, dragonborny– Zaśmiała się, jakby to był największy żart na świecie, zupełnie nieświadoma, jak bardzo temat odchodził od powagi ich rozmowy. – Wyobrażacie sobie? Ludzie, którzy rodzą się z duszami smoków! Niesamowite, prawda? Myślę, że Zeus by ich uwielbiał. On przecież miał słabość do potężnych stworzeń. – Przez chwilę wyobraziła sobie mugolskie opowieści w magicznym świecie i jeszcze bardziej ją to rozbawiło.
– Dragonborny i Zeus, świetne połączenie – dodała z lekką ironią.
Na chwilę zapadła cisza.