16.09.2024, 13:07 ✶
On nie miał zahamowań. Bariery, którymi się otaczał na co dzień, opadły cicho, lecz zdecydowanie w chwili, gdy jego wargi po raz pierwszy dotknęły rozgrzanej skóry. To nie był pierwszy raz i na pewno nie ostatni, przynajmniej dla niego. Jak to miało się w przypadku Charlesa? Nie wiedział, bo nawet go o to nie zapytał. Gdy obie koszule wylądowały miękko na podłodze, a zaraz za nimi los podzieliły spodnie, było za późno na pytania. Zresztą czy chciał znać na nie odpowiedź?
Nie zostawiaj mnie. Charles tak desperacko pragnął akceptacji, że grzechem było tego nie wykorzystać. I chociaż nie planował zostawać przy nim na zawsze, to przecież jego plan zakładał, że będzie przy nim przez te kilka chwil teraz i później. Poczeka, aż odzyska pewność siebie, ustabilizuje się i wtedy wyprowadzi cios, przeciągając go na jedyną słuszną stronę. Tej nocy jednak był przy nim i dawał mu tyle uwagi, ile mógł. I gdy było już po wszystkim, a ostatnie wspomnienia tego, co robili, powoli się ulatniały w akompaniamencie stabilizujących się oddechów, nie zniknął.
Gładził miękkie włosy Charlesa, wpatrując się w sufit. Milczał, odruchowo zaplatając kosmyki wokół swoich palców. Rozum powoli zaczął się przebijać przez przyjemną mgiełkę beztroski, która na kilka momentów opanowała jego umysł. Jeżeli Charles nie weźmie eliksiru teraz, jutro nad ranem obudzi się nie tylko z kacem moralnym, ale również tym fizycznym. Kontrolnie zerknął na stolik, na którym stała fiolka z połyskującym płynem.
- Charles, musisz wziąć eliksir - odezwał się cicho, wzmacniając uścisk na ramionach mężczyzny. Jeżeli mu teraz zaśnie, to będzie jutro musiał dealować ze skacowanym Mulciberem. Wolał tego uniknąć.
Nie zostawiaj mnie. Charles tak desperacko pragnął akceptacji, że grzechem było tego nie wykorzystać. I chociaż nie planował zostawać przy nim na zawsze, to przecież jego plan zakładał, że będzie przy nim przez te kilka chwil teraz i później. Poczeka, aż odzyska pewność siebie, ustabilizuje się i wtedy wyprowadzi cios, przeciągając go na jedyną słuszną stronę. Tej nocy jednak był przy nim i dawał mu tyle uwagi, ile mógł. I gdy było już po wszystkim, a ostatnie wspomnienia tego, co robili, powoli się ulatniały w akompaniamencie stabilizujących się oddechów, nie zniknął.
Gładził miękkie włosy Charlesa, wpatrując się w sufit. Milczał, odruchowo zaplatając kosmyki wokół swoich palców. Rozum powoli zaczął się przebijać przez przyjemną mgiełkę beztroski, która na kilka momentów opanowała jego umysł. Jeżeli Charles nie weźmie eliksiru teraz, jutro nad ranem obudzi się nie tylko z kacem moralnym, ale również tym fizycznym. Kontrolnie zerknął na stolik, na którym stała fiolka z połyskującym płynem.
- Charles, musisz wziąć eliksir - odezwał się cicho, wzmacniając uścisk na ramionach mężczyzny. Jeżeli mu teraz zaśnie, to będzie jutro musiał dealować ze skacowanym Mulciberem. Wolał tego uniknąć.