Widma. Oczywiście, że były widma. Przecież mu o nich mówił dwa miesiące wcześniej, gdy wracali znad jeziora. Najwidoczniej młodszy czarodziej miał coś innego w głowie, niż pamiętanie o ostrzeżeniach. Teraz Morpheus miał inne rzeczy. Losy Doliny Godryka leżały w jego dłoniach, a drzewa zaczynały gubić liście i nadchodził dzień sądny. Dzień w którym cały świat zapłonie. Widział to, bogini Matka mu to pokazała. Pod powiekami miał swoje sczerniałe od płomieni ciało, leżące zapomniane, na kurhanach rzeczywistości.
— Owszem, mówił. Uznał , że potrzebujesz pomocy. Samuel cię upił? Bo wiesz, że jesteś pijany?
Przypomniał sobie o własnej osobie, nastoletnim Morfeuszu, który absolutnie nie radził sobie z uczuciami. Dłoń zamrowiła go, więc rozciągnął palce, fantomowy ból i nieistniejący w rzeczywistości trzask skóry zderzającej się z inną skórą na chwilę przybył z przeszłości. Neil nie zamierzał krzywdzić kogoś, kogo kochał. Źle trafił, bo Morpheus krzywdził każdego, kto go obdarzył uczuciem.
— Obawiam się, że obie te rzeczy są poza twoim zasięgiem, Neil. Ale to minie — powiedział mu, z pewnością kogoś, kto zna przyszłość. Jemu nie minęło, ale on był wyjątkiem od reguły, tym który stał na lewo od rzeczywistości, dla którego czas nie miał znaczenia, bo nie płynął. Przyszłość była teraz i w tej przyszłości Efner był dużo starszy, bardziej doświadczony, z własnym życiem, z kilkoma bliznami więcej i pierwszymi oznakami siwizny. Nie był trupem w trumnie. Trupem, należącym do kogoś innego, w maleńkim pudełeczku, które można nosić przy sercu. Neil miał przyszłość.
O ile zacznie o tę przyszłość dbać.
Nożyczki (separacja/sprzeczka w domu)
Bardziej usłyszał to, niż zobaczył. Nożyce losu, przecinające nic relacji, zrywające ją całkowicie. A więc to koniec, nie ma nic więcej. Morpheus wydał z siebie przeciągły wydech, wypełniony przeszłością i przyszłością, przeplatanką wspomnień.
— Czy poza fizycznością jest coś, czego ode mnie chcesz?
Nie było w tym zgorzkniałego poczucia winy czy niechęci. Wyglądał podobnie, gdy był w jego wieku, ze złamanym sercem, jeszcze bardziej żałosny, bo złamał je sam sobie w ucieczce przed prawdą, przed oceną, przed zranieniem. Nigdy nie był odważny.