16.09.2024, 17:38 ✶
Dla Asmodeusza sztuka nie miała granic. Dziedzictwo kulturowe należało do wszystkich i należało się wszystkim. Czy czarodzieje byli kimś gorszym, by nie móc korzystać ze wszystkich możliwości, które dawał im świat? Momentami wydawało mu się, że niektórzy czarodzieje czystej krwi byli po prostu krótkowzroczni, a ciasnotę ich umysłów przyrównać można było do torby niuchacza biegającego po skarbcach banku Gringotta. Nawet gdybyś chciał coś jeszcze do niej wcisnąć, nie dasz rady. W jego sklepie można było usłyszeć zarówno czarodziejski jak i mugolski jazz. Zabawnym było, że wielu czarodziejów nie kojarzyło dobrze żadnego z nich, a przecież żadna muzyka nie była podobnie żywa, pełna wolności, nasycona przeróżnymi emocjami i żadna nie posiadała tego mięsistego, dusznego bounce'u. Kochał jazz. Swingowe rytmy zawsze sprawiały, że jego stopy żądały tańca.
"Dostałaby coś, co kiedyś nosiły królowe." Mod żachnął się w myślach. Dawno nie słyszał tak pretensjonalnej, pozbawionej głębszego znaczenia bzdury. Trupie klejnoty, zwleczone z gnijącego truchła, czy też odziedziczone w spadku okupionym krwią, dramatem, nienawiścią krewnych. Rzadko zdarzało się, że stara biżuteria była nasiąknięta szczęściem. Każdy jubiler wiedział o magicznym działaniu kamieni, ich znaczeniu, ich nasycaniu przeznaczeniem. Kamienie wraz z ciepłem ciała nabierały aury swoich właścicieli. Rzadko która królowa miała szczęśliwe życie. Większość zmagała się z cierpieniem, nieszczęśliwą miłością i rodząc kolejnych spadkobierców lękała się o jutro lub ginęła w pałacowych intrygach. Mimo to nie rozwiewał romantycznego myślenia zakochanego w historii archeologa. Każdy miał prawo do swojej szczęśliwej bajki, napisanej dokładnie tak jak to sobie wymarzył. A biżuterię zawsze można było poddać oczyszczającym zabiegom i porządnie zakląć, jakkolwiek urągliwie nie wypowiadaliby się o tym różni wróżbici i specjaliści od przeznaczenia. Sam doceniał starą biżuterię i pochłaniały go bez reszty jej tajemnice, ale nie rozpatrywał jej wartości w kontekście romantycznym. Jego podejście skupiało się bardziej na wartości kamieni - ich rzadkości, przejrzystości, szlifie, rodzaju. Kamień musiał korespondować z osobą. Być odbiciem jej duszy. Nie dla każdego kamienia znajdował osobę. Czasem kamień był po prostu zbyt wyjątkowy i w oczach klientów nie widział "tego czegoś". Takich kamieni nie wystawiał na widok. Czekał aż pojawi się dla nich odpowiedni właściciel.
- Życzę ci wobec tego całej kolekcji godnych znalezisk...- odpowiedział rozbawiony Mod, a po chwili dodał -...kolekcji biżuterii, nie kobiet.
Drobne słowne potknięcie w konwersacji przypomniało mu o jego nikłych zdolnościach small talku. Z cierpliwością czekał na zakończenie wstępów i wymianę wszystkich koniecznych konwenansów, by móc dobrać się do nowej zabawki. Pozwolił sobie na stopniowanie napięcia i rozkoszowanie się chwilą niepewności. Kiedy usłyszał o Egipcie, jego oczy zaświeciły się lekko, a myśli powędrowały do fantastycznych wysadzanych klejnotami masek pogrzebowych, pierścieni, bransolet, masywnych naszyjników... Cóż mógł dla niego mieć Shafiq? Szanował mężczyznę jako świetnego archeologa i człowieka o kompleksowej wiedzy. Spodziewał się po nim czegoś... niezwykłego.
- Pozwól mi rzucić okiem, a postaram się rozwiać wszystkie twoje wątpliwości - odpowiedział z błąkającym się na ustach uśmiechem szczerego zaciekawienia i oparł biodro o ladę w pełnej nieskrywanego wyczekiwania pozycji.
"Dostałaby coś, co kiedyś nosiły królowe." Mod żachnął się w myślach. Dawno nie słyszał tak pretensjonalnej, pozbawionej głębszego znaczenia bzdury. Trupie klejnoty, zwleczone z gnijącego truchła, czy też odziedziczone w spadku okupionym krwią, dramatem, nienawiścią krewnych. Rzadko zdarzało się, że stara biżuteria była nasiąknięta szczęściem. Każdy jubiler wiedział o magicznym działaniu kamieni, ich znaczeniu, ich nasycaniu przeznaczeniem. Kamienie wraz z ciepłem ciała nabierały aury swoich właścicieli. Rzadko która królowa miała szczęśliwe życie. Większość zmagała się z cierpieniem, nieszczęśliwą miłością i rodząc kolejnych spadkobierców lękała się o jutro lub ginęła w pałacowych intrygach. Mimo to nie rozwiewał romantycznego myślenia zakochanego w historii archeologa. Każdy miał prawo do swojej szczęśliwej bajki, napisanej dokładnie tak jak to sobie wymarzył. A biżuterię zawsze można było poddać oczyszczającym zabiegom i porządnie zakląć, jakkolwiek urągliwie nie wypowiadaliby się o tym różni wróżbici i specjaliści od przeznaczenia. Sam doceniał starą biżuterię i pochłaniały go bez reszty jej tajemnice, ale nie rozpatrywał jej wartości w kontekście romantycznym. Jego podejście skupiało się bardziej na wartości kamieni - ich rzadkości, przejrzystości, szlifie, rodzaju. Kamień musiał korespondować z osobą. Być odbiciem jej duszy. Nie dla każdego kamienia znajdował osobę. Czasem kamień był po prostu zbyt wyjątkowy i w oczach klientów nie widział "tego czegoś". Takich kamieni nie wystawiał na widok. Czekał aż pojawi się dla nich odpowiedni właściciel.
- Życzę ci wobec tego całej kolekcji godnych znalezisk...- odpowiedział rozbawiony Mod, a po chwili dodał -...kolekcji biżuterii, nie kobiet.
Drobne słowne potknięcie w konwersacji przypomniało mu o jego nikłych zdolnościach small talku. Z cierpliwością czekał na zakończenie wstępów i wymianę wszystkich koniecznych konwenansów, by móc dobrać się do nowej zabawki. Pozwolił sobie na stopniowanie napięcia i rozkoszowanie się chwilą niepewności. Kiedy usłyszał o Egipcie, jego oczy zaświeciły się lekko, a myśli powędrowały do fantastycznych wysadzanych klejnotami masek pogrzebowych, pierścieni, bransolet, masywnych naszyjników... Cóż mógł dla niego mieć Shafiq? Szanował mężczyznę jako świetnego archeologa i człowieka o kompleksowej wiedzy. Spodziewał się po nim czegoś... niezwykłego.
- Pozwól mi rzucić okiem, a postaram się rozwiać wszystkie twoje wątpliwości - odpowiedział z błąkającym się na ustach uśmiechem szczerego zaciekawienia i oparł biodro o ladę w pełnej nieskrywanego wyczekiwania pozycji.