16.09.2024, 19:29 ✶
Enzo zakrył płaszcz rękoma, tak zaborczo, jakby w ten sposób mógł ochronić się przed zaklęciami Brenny. Faktem było jednak, że jego dłonie, choć duże i męskie, zakrywały tylko niewielki fragment płaszcza. Nie był w stanie się uwolnić od wizji zniszczenia! Czy chłoszczyściem, czy czymś innym, Brenna nie miała prawa tak ingerować w jego życie i płaszcz.
Straciwszy zainteresowanie trytonami, Enzo ruszył obok Brenny brzegiem jeziora. Och, jakże przyjemnie było, gdy oboje cieszyli się dniem w swoim doskonałym towarzystwie!
- Ślizgoni mają więcej problemów z nim, niż ze mną! - Zaśmiał się Enzo, wiedząc, że wystawienie Isaaca do bójki byłoby równe wielu kopniakom i jeszcze większej ilości kuksańców, nawet jeśli Bagshot chciałby rozwiązać sprawę polubownie. - Jeśli pójdę do nich z Isaaciem, będą mieli dwie pieczenie na jednym ogniu. A może pójdziesz sama z Isaaciem, Brenno? - Enzo błysnął zębami w uśmiechu. - W końcu jesteście tak dobrymi przyjaciółmi! - Zawołał, kładąc emfazę na odpowiednie słowa. Zachichotał jak nastolatka. - A ja zajmę się pozostałymi? Odciągnę ich, nie martw się!
To od początku nie był plan Brenny, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć. Enzo miał już swoją wizję i nie zamierzał jej zmieniać. Panna Longbottom znalazła sobie odpowiedniego kawalera!
- Kochanie, umiesz, umiesz... tylko jeszcze o tym nie wiesz.
Z tymi pięknymi, tak dalekimi od prawdy wyobrażeniami, Enzo odprowadził Brennę do zamku i oddał w ręce koleżanek. To był udany dzień... mimo poplamionego płaszcza.
Straciwszy zainteresowanie trytonami, Enzo ruszył obok Brenny brzegiem jeziora. Och, jakże przyjemnie było, gdy oboje cieszyli się dniem w swoim doskonałym towarzystwie!
- Ślizgoni mają więcej problemów z nim, niż ze mną! - Zaśmiał się Enzo, wiedząc, że wystawienie Isaaca do bójki byłoby równe wielu kopniakom i jeszcze większej ilości kuksańców, nawet jeśli Bagshot chciałby rozwiązać sprawę polubownie. - Jeśli pójdę do nich z Isaaciem, będą mieli dwie pieczenie na jednym ogniu. A może pójdziesz sama z Isaaciem, Brenno? - Enzo błysnął zębami w uśmiechu. - W końcu jesteście tak dobrymi przyjaciółmi! - Zawołał, kładąc emfazę na odpowiednie słowa. Zachichotał jak nastolatka. - A ja zajmę się pozostałymi? Odciągnę ich, nie martw się!
To od początku nie był plan Brenny, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć. Enzo miał już swoją wizję i nie zamierzał jej zmieniać. Panna Longbottom znalazła sobie odpowiedniego kawalera!
- Kochanie, umiesz, umiesz... tylko jeszcze o tym nie wiesz.
Z tymi pięknymi, tak dalekimi od prawdy wyobrażeniami, Enzo odprowadził Brennę do zamku i oddał w ręce koleżanek. To był udany dzień... mimo poplamionego płaszcza.
Koniec sesji