16.09.2024, 21:28 ✶
Basilius niby trochę spał, a jednak obudził się czując się tak, jakby nie spał w ogóle i prawdę mówiąc nie miał pojęcia, czy była to kwestia tego, jak późno się wszyscy położyli, tego że przez dodającą mu energię muszlę pewnie szalał nieco bardziej niż powinien, czy może nerwów związanych z tą sytuacją na tych cholernych klifach, która sprawiła, że najchętniej zmusiłby wszystkie selkie w Wielkiej Brytanii, do stawienia się w Lecznicy Dusz w celu oceny poczytalności na podstawie której wydanoby im, lub też właśnie nie, pozwolenie na śpiewanie w pobliżu kurwa klifów lub innych niebezpiecznych miejsc, bo najwyraźniej na chorobę głupoty nie cierpieli tylko czarodzieje, ale też inne istoty. Było w tej myśli coś jednocześnie pocieszającego, jak i strasznie irytującego. Uznał jednak, że nie będzie za bardzo marudzić, ani nadużywać gościnności Brenny, więc zwalczył w sobie chęć powrotu do dalszego snu w obawie, że jeszcze piętnaście minut skończyłoby się spaniem w Warowni, aż do popołudnia i zwlókł się do kuchni, wcześniej oczywiście się nieco ogarniając. W końcu jeśli musiał przypominać dzisiaj w jakimś stopniu zombie, to wolał być ubranym i uczesanym zombie.
Prawdę mówiąc planował jedynie szybko zajrzeć do kuchni do Millie i Brenny (których głosy prowadziły go do tego pomieszczenia), aby umówić się z tą pierwszą na później, a tej drugiej podziękować za zabawę, ale gdy tylko zobaczył Longbottom przy stole, nagle zmienił plany.
– Twoje klify są przeklęte – wyrzucił z siebie zamiast dzień dobry, nim zdążył dobrze to przemyśleć, kierując na Brennę palec wskazujący w oskarżycielskim geście. Zaraz jednak przeniósł na chwilę wzrok na Millie, przyglądając się jej uważnie, a widząc minę czarownicy i fakt, że byli pewnie obecnie podobnie bladzi, wyraz jego twarzy ułożył się w nieme Wszystko dobrze, zanim ponownie powrócił do Brenny. Może i wiedział, że nie była to jej wina, ale… Ale wolał jednak przypatrywać się jej podejrzliwie na wypadek, gdyby wczoraj coś kombinowała i to jednak była jej wina.
Prawdę mówiąc planował jedynie szybko zajrzeć do kuchni do Millie i Brenny (których głosy prowadziły go do tego pomieszczenia), aby umówić się z tą pierwszą na później, a tej drugiej podziękować za zabawę, ale gdy tylko zobaczył Longbottom przy stole, nagle zmienił plany.
– Twoje klify są przeklęte – wyrzucił z siebie zamiast dzień dobry, nim zdążył dobrze to przemyśleć, kierując na Brennę palec wskazujący w oskarżycielskim geście. Zaraz jednak przeniósł na chwilę wzrok na Millie, przyglądając się jej uważnie, a widząc minę czarownicy i fakt, że byli pewnie obecnie podobnie bladzi, wyraz jego twarzy ułożył się w nieme Wszystko dobrze, zanim ponownie powrócił do Brenny. Może i wiedział, że nie była to jej wina, ale… Ale wolał jednak przypatrywać się jej podejrzliwie na wypadek, gdyby wczoraj coś kombinowała i to jednak była jej wina.