16.09.2024, 22:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.09.2024, 01:55 przez Erik Longbottom.)
Nie dało się ukryć, że mugolski Londyn, choć łatwy łup dla oddziałów złożonych z czarodziejów, obfitował w miejsca znacznie bardziej ''godne'' uwagi Śmierciożerców niż przypadkowy zaułek w okolicy przejścia na Ulicę Pokątną. Czyż nie lepiej byłoby skupić uwagę na pałacu Westminsterskim, Big Benie, pałacu królewskim, a nawet okolicach Hyde Parku? Gdyby chcieli wywołać jak największy chaos - a to przecież było ich specjalnością - z pewnością zaczęliby swoje pokazy właśnie tam.
— Czy jesteś w stu procentach pewien, że dym papierosowy... eee… nie stępił twojego węchu? — dopytał nieśmiało Erik w nawiązaniu do uwagi mężczyzny o zapachu czarnej magii.
Po chwili uniósł wymownie brwi, gdy Thomas sięgnął po swoją osobistą paczkę fajek. Odmówił krótkim machnięciem dłoni. Wprawdzie sam nie był wolny od tego grzechu, tak w tym przypadku wolał nie poświęcać najbliższych minut na zaciąganie się papierosem. Zwłaszcza jeśli w grę miała jeszcze wchodzić czarna magia i czarnoksiężnicy. Wolał być ostrożny z oskarżeniami o korzystanie z tego rodzaju technik.
Ludzkie zmysły potrafiły być zawodne, a Londyn sam w sobie nie był najłatwiejszym polem operacyjnym pod słońcem w tym konkretnym względzie. Chociaż sporą ilość czarno-magicznych fenomenów i wypadków szło zidentyfikować i bez wskazówek węchów, tak w mieście, w którym roiło się od palaczy, zarówno tych magicznych jak i niemagicznych, łatwo było o zbyt szybkie połączenie kilku kropek. Ale są jeszcze ta ptaki..., napomniał się Longbottom, wzdychając ciężko.
— Nie chcę zanadto krytykować naszych ziomków, ale dziwne ciuchy mogą wskazywać na jakichś tradycjonalistów — napomknął z krzywą miną. Wpływ kultury mugoli na społeczeństwo czarodziejów był praktycznie widoczny gołym okiem. Żeby nie sięgać daleko, wystarczyło przypatrzyć się codziennej garderobie jego siostry. Bardzo łatwo przyszło jej zrezygnować z tiar i wielowarstwowych szat na rzecz T-shirtów i dżinsów. — Jak się okaże, że noszą kiczowate nakrycia głowy i posługują się niezrozumiałym słownictwem, to będziemy mieli już prawie sto procent pewności, że coś się tu kroi.
Skinął głową, kierując się za Patrickiem i Thomasem w stronę kamienicy.
— Mogę poczekać na zewnątrz — zaproponował bez większego wahania. — Thomas najwięcej widział, więc może w środku też mu się coś rzuci w oczy, więc dobrze by było, gdyby poszedł z tobą.
Erik nie miał większego problemu z tym, aby czasem odpuścić i usunąć się na bok. Bądź co bądź, jego zestaw umiejętności i domysłów nie zawsze musiał być tym, który okaże się kluczowy do rozwiązania danej sprawy. A kto wie, może Figg razem ze Stewardem zdołają razem coś tam znaleźć? Odprowadzając obu mężczyzn wzrokiem, Erik pozostał pod wejściem, aby po niedługim czasie przesunąć się w stronę pobliskiej ławki.
— Czy jesteś w stu procentach pewien, że dym papierosowy... eee… nie stępił twojego węchu? — dopytał nieśmiało Erik w nawiązaniu do uwagi mężczyzny o zapachu czarnej magii.
Po chwili uniósł wymownie brwi, gdy Thomas sięgnął po swoją osobistą paczkę fajek. Odmówił krótkim machnięciem dłoni. Wprawdzie sam nie był wolny od tego grzechu, tak w tym przypadku wolał nie poświęcać najbliższych minut na zaciąganie się papierosem. Zwłaszcza jeśli w grę miała jeszcze wchodzić czarna magia i czarnoksiężnicy. Wolał być ostrożny z oskarżeniami o korzystanie z tego rodzaju technik.
Ludzkie zmysły potrafiły być zawodne, a Londyn sam w sobie nie był najłatwiejszym polem operacyjnym pod słońcem w tym konkretnym względzie. Chociaż sporą ilość czarno-magicznych fenomenów i wypadków szło zidentyfikować i bez wskazówek węchów, tak w mieście, w którym roiło się od palaczy, zarówno tych magicznych jak i niemagicznych, łatwo było o zbyt szybkie połączenie kilku kropek. Ale są jeszcze ta ptaki..., napomniał się Longbottom, wzdychając ciężko.
— Nie chcę zanadto krytykować naszych ziomków, ale dziwne ciuchy mogą wskazywać na jakichś tradycjonalistów — napomknął z krzywą miną. Wpływ kultury mugoli na społeczeństwo czarodziejów był praktycznie widoczny gołym okiem. Żeby nie sięgać daleko, wystarczyło przypatrzyć się codziennej garderobie jego siostry. Bardzo łatwo przyszło jej zrezygnować z tiar i wielowarstwowych szat na rzecz T-shirtów i dżinsów. — Jak się okaże, że noszą kiczowate nakrycia głowy i posługują się niezrozumiałym słownictwem, to będziemy mieli już prawie sto procent pewności, że coś się tu kroi.
Skinął głową, kierując się za Patrickiem i Thomasem w stronę kamienicy.
— Mogę poczekać na zewnątrz — zaproponował bez większego wahania. — Thomas najwięcej widział, więc może w środku też mu się coś rzuci w oczy, więc dobrze by było, gdyby poszedł z tobą.
Erik nie miał większego problemu z tym, aby czasem odpuścić i usunąć się na bok. Bądź co bądź, jego zestaw umiejętności i domysłów nie zawsze musiał być tym, który okaże się kluczowy do rozwiązania danej sprawy. A kto wie, może Figg razem ze Stewardem zdołają razem coś tam znaleźć? Odprowadzając obu mężczyzn wzrokiem, Erik pozostał pod wejściem, aby po niedługim czasie przesunąć się w stronę pobliskiej ławki.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞