16.09.2024, 23:34 ✶
- Tak, przedśmiertne - wymruczała dramatycznym tonem, w który włożyła całe swoje aktorskie zdolności. W sumie nie było ich aż tak wiele, bo na scenie to Lyssa chyba nigdy nie występowała na poważnie, ale powiedzmy sobie szczerze - Scylla nie była najjaśniejszą gwiazdą scenicznego firmamentu i przypominała raczej dziecko, które mama upuściła na głowę o jeden raz za dużo.
- Scylla - rzuciła poważnie, może z subtelną nutą zniecierpliwienia, czując że jej teoria była jak najbardziej prawdziwa. A jeśli nie, to chyba znaczyło że Greybackowa nigdy nie doświadczyła jasnowidzkiej porażki - co jej zdaniem było bez sensu i znaczyło że była okropnym wróżbitą, bo jak to tak prekognita bez chociażby chwili ślepoty. No i w sumie też, Lyssa bardzo nie chciała żeby Greyback była w czymś jeszcze od niej lepsza. - Jak myślisz? - zapytała, ale kiedy już tylko pierwsze słowo opuściło jej usta wiedziała, że było to złe pytanie, na które najprawdopodobniej nie uzyska zadowalającej odpowiedzi. Spojrzała więc na nią, albo raczej na tę rozmazaną plamę brązu, którą właśnie była, stojącą oczywiście jak widły w gnoju. Nie to, żeby Mulciber kiedykolwiek widziała rzeczone zjawisko. - Nie potrzebuję Annaleigh - zapewniła w pierwszej kolejności, bo nie chciała żeby ktokolwiek inny ją taką widział. - Ani nikogo innego. Ale mam pytanie, tobie nigdy nie zdarzyło się, żeby patrzenie na kogoś trzecim okiem wyłączyło ci te prawdziwe? - zapytała z przekąsem, bo dobrze wiedziała że tak, na bank tak było, a jak Scylla twierdziła inaczej to była obrzydliwą kłamczuchą. Najobrzydliwszą.
- Scylla - rzuciła poważnie, może z subtelną nutą zniecierpliwienia, czując że jej teoria była jak najbardziej prawdziwa. A jeśli nie, to chyba znaczyło że Greybackowa nigdy nie doświadczyła jasnowidzkiej porażki - co jej zdaniem było bez sensu i znaczyło że była okropnym wróżbitą, bo jak to tak prekognita bez chociażby chwili ślepoty. No i w sumie też, Lyssa bardzo nie chciała żeby Greyback była w czymś jeszcze od niej lepsza. - Jak myślisz? - zapytała, ale kiedy już tylko pierwsze słowo opuściło jej usta wiedziała, że było to złe pytanie, na które najprawdopodobniej nie uzyska zadowalającej odpowiedzi. Spojrzała więc na nią, albo raczej na tę rozmazaną plamę brązu, którą właśnie była, stojącą oczywiście jak widły w gnoju. Nie to, żeby Mulciber kiedykolwiek widziała rzeczone zjawisko. - Nie potrzebuję Annaleigh - zapewniła w pierwszej kolejności, bo nie chciała żeby ktokolwiek inny ją taką widział. - Ani nikogo innego. Ale mam pytanie, tobie nigdy nie zdarzyło się, żeby patrzenie na kogoś trzecim okiem wyłączyło ci te prawdziwe? - zapytała z przekąsem, bo dobrze wiedziała że tak, na bank tak było, a jak Scylla twierdziła inaczej to była obrzydliwą kłamczuchą. Najobrzydliwszą.