17.09.2024, 20:16 ✶
Popatrzył na Patricka, który podzielił się z nieswoim planem i planami awaryjnymi. Co jeżeli faktycznie tylko się pomylił i śledził niewinnego człowieka? A może to wszystko było powiązane w jakiś chory sposób i porwani mugole byli tylko transportowani pod postacią ptaków, bo tak było łatwiej? Potrząsnął głową wiedzą, że gdybanie na nic się nie zda.
- Słuchaj no, może nie mam tak czułego węchu jak ty, ale musiałabym chyba nawdychać się oparów prosto z kotłów Titanica, żeby nie poczuć swędu czarnej magii - odgryzł się Erikowi momentalnie, bo to prawda, że palenie nie sprzyjało wyczuwaniu zapachów, jednak czarna magia Miałą charakterystyczny swąd, który przebijał się nawet przez dym papierosów. -Nie mówię, że na pewno para się jakąś zakazaną magią może przypadkiem ten zapach do niego przyległ? Ale jakoś sam nie wierzę w przypadki - dodał jeszcze i postukał się po nosie.
Skoro Erik zaoferował się, że zostanie na czatach, to nie zamierzał się wykłócać. Myślał, że to raczej on zostanie tutaj, skoro jako jedyny wiedział jak wygląda właściciel tego mieszkania no i nie był detektywem, dlatego też wątpił czy jego para oczu będzie jakkolwiek użyteczna wewnątrz. Jedyne na co by się przydał to gdyby mieszkanie było obwarowane klątwami lub pułapkami, ale kto robił coś takiego ze swoim domem? Paranoik, ale paranoicy bardziej sprawdzają czy nie są śledzeni.
Nikt im ze środka nie odpowiedział, dało się słyszeć jaki przytłumiony skrzek, jednak odpowiedzi brak. Thomas rozglądał się czy nikt nie patrzy i zasłaniał sobą Patricka otwierającego im zamek. W środku to co ich uderzyło to zaduch i zapach kojarzący się z kurnikiem. Zdecydowanie ktoś tutaj często przetrzymywał ptaki i rzadko pozwalał świeżemu powietrzu wpaść do środka. Wewnątrz panowała względny porządek, mieszkanie składało się z salonu połączonego z aneksem kuchennym, krótkiego korytarza prowadzącego do łazienki i sypialni i to tyle. W rogu salonu stały dwie puste klatki na ptaki i worek ziarna. Na jedynym stole w tym pomieszczeniu stał kubek i obok niego leżała otwarta księga, z której żaden z nich nie byłby w stanie odczytać czegokolwiek - zapisana była jakimiś dziwnymi szlaczkami, jakby jakieś dziecko po prostu po niej bazgrało.
- To chyba po arabsku - zwrócił się do Stewarda pokazując na księgę, nie znał tego języka, ale podczas swoich podróży widział podobne pismo w krajach bliskiego wschodu właśnie. Tylko obrazki na drugiej stronie zdradzały, że była to księga o transmutacji żywych stworzeń w inne gatunki. Wcześniej słyszalne ciche skrzeczenie dochodziło z sypialni, tym razem głośniej - gdyby Patrick tam ruszył to znalazłby klatkę z wielką papugą arą.
Thomas zajął się rozglądaniem czy czasem mieszkanie to nie jest zabezpieczone w żaden sposób, nie chcieli przecież aktywować jakiejś pułapki czy alarmu, ale nie mógł znaleźć śladów takich środków bezpieczeństw.
- Słuchaj no, może nie mam tak czułego węchu jak ty, ale musiałabym chyba nawdychać się oparów prosto z kotłów Titanica, żeby nie poczuć swędu czarnej magii - odgryzł się Erikowi momentalnie, bo to prawda, że palenie nie sprzyjało wyczuwaniu zapachów, jednak czarna magia Miałą charakterystyczny swąd, który przebijał się nawet przez dym papierosów. -Nie mówię, że na pewno para się jakąś zakazaną magią może przypadkiem ten zapach do niego przyległ? Ale jakoś sam nie wierzę w przypadki - dodał jeszcze i postukał się po nosie.
Skoro Erik zaoferował się, że zostanie na czatach, to nie zamierzał się wykłócać. Myślał, że to raczej on zostanie tutaj, skoro jako jedyny wiedział jak wygląda właściciel tego mieszkania no i nie był detektywem, dlatego też wątpił czy jego para oczu będzie jakkolwiek użyteczna wewnątrz. Jedyne na co by się przydał to gdyby mieszkanie było obwarowane klątwami lub pułapkami, ale kto robił coś takiego ze swoim domem? Paranoik, ale paranoicy bardziej sprawdzają czy nie są śledzeni.
Nikt im ze środka nie odpowiedział, dało się słyszeć jaki przytłumiony skrzek, jednak odpowiedzi brak. Thomas rozglądał się czy nikt nie patrzy i zasłaniał sobą Patricka otwierającego im zamek. W środku to co ich uderzyło to zaduch i zapach kojarzący się z kurnikiem. Zdecydowanie ktoś tutaj często przetrzymywał ptaki i rzadko pozwalał świeżemu powietrzu wpaść do środka. Wewnątrz panowała względny porządek, mieszkanie składało się z salonu połączonego z aneksem kuchennym, krótkiego korytarza prowadzącego do łazienki i sypialni i to tyle. W rogu salonu stały dwie puste klatki na ptaki i worek ziarna. Na jedynym stole w tym pomieszczeniu stał kubek i obok niego leżała otwarta księga, z której żaden z nich nie byłby w stanie odczytać czegokolwiek - zapisana była jakimiś dziwnymi szlaczkami, jakby jakieś dziecko po prostu po niej bazgrało.
- To chyba po arabsku - zwrócił się do Stewarda pokazując na księgę, nie znał tego języka, ale podczas swoich podróży widział podobne pismo w krajach bliskiego wschodu właśnie. Tylko obrazki na drugiej stronie zdradzały, że była to księga o transmutacji żywych stworzeń w inne gatunki. Wcześniej słyszalne ciche skrzeczenie dochodziło z sypialni, tym razem głośniej - gdyby Patrick tam ruszył to znalazłby klatkę z wielką papugą arą.
Thomas zajął się rozglądaniem czy czasem mieszkanie to nie jest zabezpieczone w żaden sposób, nie chcieli przecież aktywować jakiejś pułapki czy alarmu, ale nie mógł znaleźć śladów takich środków bezpieczeństw.