Był to fakt, że sławne bliźniaki były ulepione z innej gliny. Louvain co prawda nadrabiał, bo zależało mu na dobrym imieniu rodziny i starał się dorastać do jakichś oczekiwań, ale Loretta… co i rusz pakowała się w jakieś skandale obyczajowe, tu narzeczony, tu romanse, tu walka o jej honor… i tak każdy wiedział, że to pusta fraza i (prawie) każdy czekał tylko na dobrą zabawę i kolejny temat do plotek. Bo honor? Ten już dawno straciła, tak jak i połączenie z rodziną, bo wyjechała nagle… gdzieś, do Ameryki chyba i tyle ją widzieli (by równie nagle wrócić za te dwa tygodnie na pojedynek o jej straconą dawno cześć). Victoria akurat starała się interesować tym, co działo się w rodzinie, kto z kim i dlaczego – żeby nie zostać nagle zaskoczoną i moc wspierać nazwisko tak, jak należy. Nie była całkowicie na towarzyskim odludziu, nawet jeśli miała swoje problemy i przynajmniej w maju usunęła się w cień, ale tak w ogólności miała bardzo dobry kontakt ze starszą kuzynką, Annaleigh, miała też poprawne stosunki z Williamem, ale ten to dopiero był zawiany i zajęty sobą, no i z Rodolphusem. Był to spory przekrój jak na wiek rodziny, z którą się zadawała, ale nie o wiek tu chodziło, a o to, co ma się w głowie.
– Tak, oczywiście, że chodzi o wygrzewanie się. Daje ono absolutnie nic, ale kto by nie poleżał na afrykańskiej plaży? – odparła uprzejmie, ale miała ochotę wywrócić oczami. Smoczy ogień sobie nie poradził, to jakieś tam słońce w Afryce miało? Nie wierzyła już w to na tym etapie. Teraz to tym bardziej chciała mu przywieźć coś absolutnie przypadkowego i już zanotowała sobie to w głowie. Bo przecież oczywiście, że dla bliskich nakupi upominki, zawsze tak robiła. – A dokąd chcesz się przenieść? – nie to, żeby miała coś przeciwko, ale był aż tak podejrzliwy w stosunku do tego, że ktoś mógłby ich podsłuchać?
W przeciwieństwie do Rodolphusa, Victoria nie miała jakichś specjalnych wymagań do tego, co zjeść. Jadała właściwie wszystko, o ile było smaczne i ładnie przyrządzone. Nie wyobrażała sobie rezygnować z mięsa dlatego, że ktoś inny go nie jadł – przecież można było mieć na stole różne rzeczy i po prostu jeść to, na co ma się ochotę i na co pozwala organizm.
– Martwy, zimny punkt – powtórzyła za nim i ponownie sięgnęła po kieliszek z winem, by upić kolejny łyk. – Nie wiedziałam, że taki z ciebie żartowniś – akurat Victoria mogła się w te słówka bawić bardzo długo, czerpała z tego jakąś złośliwą satysfakcję. – A nieoficjalnie? Utknęło w ciepłym punkcie? Czy jednak bardziej żywym? – pociągnęła temat, leniwie przeglądając menu, chociaż już w zasadzie zdecydowała się na to, co zamówić.