Kiedy odwrócił się od niego poprzednim razem, kiedy widział się z nim poprzednim razem, pchnięcie przyszło nieoczekiwanie. Ściana przyszła nieoczekiwanie. Odbicie w przeciwną stronę również. Jakby był szmacianą lalką.
zadrgało wtedy w powietrzu, słyszalne, wycedzone nad głową, mimo rozchodzącego się bólu, palącego cierpienia złamanego serca i złamanych żeber. Wspomnienie przyszło nagle, absurdalne w swej istocie, chwiejące krokiem, wzbudzające atawistyczną obawę. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Odprowadziła go ciężka, aksamitna cisza i tylko wszechobecny zapach róż wżerał się, niepomny na jego potrzebę bycia samemu ze swoimi myślami.
Usiadł przy drzwiach do pokoju, jak ledwie moment temu siedział przy drzwiach do krypty, w dziwacznej paraleli akompaniowanej krzywej melodii rozstrojonych instrumentów grających pożegnalnego walca. Rozpaczliwego walca. Desperackiego walca. Skołowanie rozmywało się w ciężarze nienaturalnie lepkich powiek. Czarń przyszła jak wybawienie, choć wcale nie nosiła twarzy mesjasza.
Kiedy się obudził, odkrył, że leży wymarznięty na twardej ziemi, wtulony w drzwi swojego własnego pokoju. Leżał na ręce, a ta była straszliwie ścierpnięta. Nieprzyjemne mrowienie krążyło po kończynie, gdy dźwignął się obolały. Niestety, umysł nie był zbyt łaskawy, a każde westchnienie minionej nocy powróciło do niego swoją kolczastą miękkością.
jak śmiesz odwracać się do mnie plecami
zadrgało wtedy w powietrzu, słyszalne, wycedzone nad głową, mimo rozchodzącego się bólu, palącego cierpienia złamanego serca i złamanych żeber. Wspomnienie przyszło nagle, absurdalne w swej istocie, chwiejące krokiem, wzbudzające atawistyczną obawę. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Odprowadziła go ciężka, aksamitna cisza i tylko wszechobecny zapach róż wżerał się, niepomny na jego potrzebę bycia samemu ze swoimi myślami.
Usiadł przy drzwiach do pokoju, jak ledwie moment temu siedział przy drzwiach do krypty, w dziwacznej paraleli akompaniowanej krzywej melodii rozstrojonych instrumentów grających pożegnalnego walca. Rozpaczliwego walca. Desperackiego walca. Skołowanie rozmywało się w ciężarze nienaturalnie lepkich powiek. Czarń przyszła jak wybawienie, choć wcale nie nosiła twarzy mesjasza.
tylko kochankowie przeżyją
Kiedy się obudził, odkrył, że leży wymarznięty na twardej ziemi, wtulony w drzwi swojego własnego pokoju. Leżał na ręce, a ta była straszliwie ścierpnięta. Nieprzyjemne mrowienie krążyło po kończynie, gdy dźwignął się obolały. Niestety, umysł nie był zbyt łaskawy, a każde westchnienie minionej nocy powróciło do niego swoją kolczastą miękkością.